Nie było mowy o tradycyjnej „procesji” w Barcelonie!

Mamy piątego zwycięzcę w piątym wyścigu sezonu 2012. Został nim sensacyjnie Wenezuelczyk Pastor Maldonado z Williamsa. Tym samym udowodnił on, że znalazł się w F1 nie tylko dzięki petrodolarom z ojczyzny, ale i talentowi. Choć dziś wystartował i skończył jako pierwszy, to okoliczności, w jakich to się stało były arcyciekawe.

Bardzo często podczas weekendów z Formułą 1 w Hiszpanii – zarówno w Barcelonie, jak i w Walencji – dzieje się niewiele. Nie sięgam pamięcią aż tak daleko, ale nie pamiętam, kiedy ostatni raz rywalizacja na Circuit de Catalunya była tak interesująca. Od samego początku do dekoracji włącznie stałem przed telewizorem. Naprawdę!*

Chciałbym jednak rozpocząć od Michaela Schumachera, który po raz kolejny pechowo nie dojechał do mety. Tym razem wjechał w tył Bruno Senny przed jednym z zakrętów. Obaj zawodnicy są winni tej kolizji, choć chyba jednak bardziej odpowiedzialny za nią był Niemiec. Wprawdzie Brazylijczyk dość ostro przyhamował i wykonał dwa nieznaczne ruchy przy obronie (przepisy pozwalają na jeden), lecz siedmiokrotny Mistrz Świata miał go przed sobą, widział dobrze i wyraźnie chciał być przed nim po wyjściu z zakrętu. Sędziowie podobnie jak ja, uznali winę Schumiego i za dwa tygodnie w Monako zostanie cofnięty o 5 pól na starcie. Bardzo mi go szkoda, gdyż ma w tym sezonie niesamowite możliwości, a ciągle ma w klasyfikacji 2 punkciki…

Drugie miejsce w klasyfikacji pechowców bez zastanowienia można przyznać Bruno Sennie, który – nie licząc już starcia z Michaelem – dwa razy przebił oponę, przez co na początku spadł na ostatnie miejsce, zaś po mrożącym krew w żyłach pit stopie (zabrałby ze sobą mechanika) musiał zatrzymać bolid na poboczu. Ma czego żałować, gdyż zajął szóstą pozycję w sesji kwalifikacyjnej i stał przed szansą na pokaźny dorobek punktowy w Hiszpanii.

Wyczyny drugiego Mercedesa, prowadzonego przez Nico Rosberga, przypomniały mi, jak to w sezonie 2010 Robert Kubica utykał za nim i za nic nie dawał rady go wyprzedzić. Muszę przyznać, że przezwisko „jeżdżąca szykana” bardzo mnie rozbawiło, ale posługując się językiem facebooka należałoby napisać: True Story. Tym razem, o stopniu trudności i zaciętości walki ze zwycięzcą GP Chin 2012 przekonał się Kamui Kobayashi. Komentatorzy Polsatu nieco przesadzili, że Japończyk jechał za Niemcem przez blisko 30 kółek, bo był taki moment, że co chwilę zamieniali się na pozycjach. Nie byłem na torze, lecz na pasku na dole podczas transmisji przez jakiś czas widać było takie zielone i czerwone strzałki przy obu wspomnianych kierowcach.

Dzisiejszego popołudnia pod Barceloną wiele działo się w alei serwisowej. A to bolid na coś najechał, to mechanik upadł tuż przy kole…  W ogóle dużo było drobnych awarii, kontaktów i innych niespodziewanych wypadków. To z pewnością dodało dramaturgii i sprawiło, że tegoroczne Grand Prix Hiszpanii było inne niż do tej pory.

Pomimo tych wszystkich aspektów, największą uwagę przykuwała, rzecz jasna, walka o wygraną pomiędzy Fernando Alonso i Pastorem Maldonado. Któż by przypuszczał, że tak to będzie? Mistrz Świata z 2005 i 2006 roku wystartował mądrze i przedostał się na prowadzenie, ale po kilkudziesięciu minutach los chciał, żeby przyblokował go Charles Pic podczas gdy Wenezuelczyk udał się na postój. Początkowo zdziwiłem się, dlaczego po pit stopie Hiszpan spadł na drugą pozycję, ale potem powtórki telewizyjne wszystko pokazały. Gdyby tak dołożyć mnóstwo interpretacji do zachowania Francuza, to można powiedzieć, że odegrał on dość znaczącą rolę dla losów tych zawodów.

Ostatnie 25 okrążeń kierowca Williamsa przejechał na jednym komplecie ogumienia – twardym. Fernando miał o trzy kółka młodsze opony, ale w końcówce także miał już problemy z utrzymaniem dobrego tempa. Z tyłu czaił się Lotus, a w nim Kimi Raikkonen, którego inżynier wyścigowy był przekonany o tym, iż prowadzących w stawce czeka jeszcze jeden postój w boksach. Wprawdzie nie doszło do niego, ale Fin na ostatnich kółkach szybko zbliżał się do prowadzącej dwójki. Pewnie gdyby do przejechania były jeszcze ze 2-4 okrążenia, to Mistrz Świata z 2007 roku znalazłby się jeszcze wyżej na podium.

Mam wrażenie, że Alonso odpuścił Maldonado podczas gdy realizator transmisji pokazywał nam walkę Rosberga z Kobayashim, a potem Vettela i Hamiltona. Z mniej niż sekundy zrobiły się przeszło dwie. Może to potwierdzać fakt, że F2012 jest dość oponożerne. Choć nie da się ukryć postępu, jaki nastąpił po testach na początku miesiąca.

Dobrze się złożyło, że wygrał Pastor Maldonado. Jak już napisałem we wstępie, to potwierdza, że zasługuje na miejsce wśród najlepszych kierowców świata nie tylko dzięki pieniądzom wyłożonym przez jego sponsorów, ale i umiejętnościom. Do tej pory mistrzostwo w serii GP2 nie było wystarczająco przekonujące, lecz teraz, kiedy w trakcie świetnego sezonu triumfuje nad wszystkimi, należy go chwalić za to, co osiąga. Bardzo ładny gest obejrzeliśmy na podium, kiedy Fernando i Kimi wzięli go na ramiona do zdjęcia. Symboliczne, sympatyczne i piękne ujęcie.

Tę notkę opublikować miałem kilkadziesiąt minut wcześniej, ale ciągle dochodziły jakieś informacje z Barcelony. Najważniejszą jest pożar w garażach Williamsa. [ZDJĘCIE NA FAN KLUBIE ROBERTA KUBICY] Kilka osób zostało rannych, nie wiadomo, co nada się na dalszy użytek z samochodów, jakie zostały w garażu. Jak informuje Cezary Gutowski na swoim profilu na fb, podobno przyczyną wybuchu ognia był… niedopałek papierosa! Złośliwi komentują to wydarzenie w następujący sposób:

Nieźle się podjarali w tym Williamsie z tej wygranej Pastora

W sumie tekst dobry, choć nie wiem, czy śmiać się, czy płakać…

Już w tym momencie jestem przekonany, że sezon 2012 w Formule 1 będzie jednym z najlepszych i zapamiętamy go na długo. Jak się okazuje, nie można być niczego pewnym, faworyci są rozproszeni po wszystkich miejscach  (Webber, Hamilton, Button, Vettel!), a każdego weekendu z wygranej cieszy się inny kierowca. Już od 24 maja treningi w Monako, najniezwyklejszym torze w kalendarzu. Nie wskażę faworyta. Jeśli mnie ktoś naprawdę przyciśnie, to mu odpowiem, że może (ale nie musi) wygrać ten, kto rozpocznie ściganie z pole position. Podczas trzech ostatnich eliminacji tak właśnie się działo… W każdym razie bardzo się cieszę na myśl o kolejnych Grand Prix tego sezonu i nie mogę się doczekać najbliższej!

PS. Dogłębna lektura ostatnich wydań F1 Racing nauczyła mnie rozpoznawać samochody z jednej stajni – trzeba patrzeć na kolor kamery, moi drodzy! Czerwony posiadają zawodnicy z wyższym numerem od zaspołowego kolegi, który jest wyposażony w urządzenie nagrywające koloru żółtego.

PS 2. Swój mały sukces zaliczył także Nico Hulkenberg, który zdobył punkt do klasyfikacji, choć był zdublowany! 

* – to dlatego, że zostałem wygoniony do kuchni, a z taboretu widać jedynie ciemny ekran 🙂


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl