Nie drażnij lwa

To już koniec ćwierćfinałów w Polsce. To już koniec meczów rozgrywanych w Gdańsku. W meczu, na którym chciałem być najbardziej, ale się nie udało, Niemcy pokonali Greków 4:2.

Spieszę z wyjaśnieniem mojej chęci bycia na PGE Arenie w Gdańsku (wiadomo, kto by nie chciał). Nieliczni wiedzą, że miasto z Neptunem to jedna z moich małych ojczyzn. Spędzam tam kilkadziesiąt dni w roku, raczej się nie zgubię, a pod stadionem na Letnicy jeszcze parenaście lat temu moi dziadkowe mieli działkę. Przyznam szczerze, że bardziej marzyłem o zobaczeniu Euro właśnie w stolicy Pomorza, zwłaszcza gdybym zagościł na ćwierćfinale. Nie chcę wyjść na wybrednego, bo przypadło mi przecież spotkanie Polska – Rosja… To taka mała dygresja dla naszych czytelników.

Ale przejdźmy do meczu Niemcy – Grecja. Długo przypominał mi on wczorajszy ćwierćfinał Czechów z Portugalczykami. Trener Joachim Loew zdecydował się na zmiany w składzie, choć jako jedyny w tym turnieju wszystkie mecze wygrał. Od pierwszych minut zagrali Klose, Schurrle i Reus. Bardzo mi się podobała wypowiedź jedengo z kibiców w internetowym centrum meczowym UEFA. Napisał on jeszcze przed pierwszym gwizdkiem:

Tylko laicy mogą twierdzić, że Niemcy lekceważą Greków i wystawiają słaby skład. Klose, Schurrle i Reus to nie są jakieś ogórki.”

Bo jedną z cech dobrego zespołu jest właśnie wymienność pozycji, czyli długa, ale wyrównana ławka rezerwowych. Należałoby jeszcze wykorzystywać nadarzające się okazje bramkowe, z czym Wicemistrzowie Europy mieli problem w pierwszej połowie. Dopiero piękne uderzenie Phillipa Lahma znalazło drogę do greckiej bramki. Inna sprawa, że dawał z siebie wszystko bramkarz Hellady, Michalis Sifakis.

Mimo tego, styl gry reprezentacji Niemiec mógł się podobać. Piłkarze szukali szybkich, krótkich podań, tworzyli kombinacyjne akcje, upodabniając się trochę do Hiszpanów. Piątkowego wieczoru nie było to takie proste, gdyż trawa na stadionie w Gdańsku była już mocno zużyta. Widać to było szczególnie po koszulce Miroslava Klose w I połowie… Dodatkowo, nawet nie oglądając spotkania w HD (początkowo nie mogłem się przyzwyczaić to tak „słabego” obrazu), dało się zaobserwować, że przy prawie każdym wejściu ucierpiał nie tylko zawodnik, ale i murawa.

Kiedy padła pierwsza bramka dla Niemców, zacząłem myśleć sobie, że kolejne to kwestia czasu. Nie miałem jednak na myśli trafień dla ich rywali. Byłem dość mocno zszokowany po golu Samarasa. Oczywiście, że zawsze się trzeba liczyć z czymś takim, lecz w tej sytuacji przeżyłem wyjątkową konsternację. Patrząc na powtórki, wydaje mi się, że gdyby Manuel Neuer wyszedł do Greka o pół sekundy wcześniej, to skutecznie zapobiegłby stracie bramki.

Jeśli już wspomnieliśmy o napastniku Celticu, to trzeba mu oddać, iż przez całe spotkanie walczył i dążył do strzelania goli. Niestety, parafrazując słynną reklamę: „sam meczu nie mógł wygrać”.

Zwłaszcza, że przeciwnicy bardzo się zdenerwowali po golu na wyrównanie i odpowiedzieli najlepiej, jak tylko się da. Całe to napięcie przełożyło się na tą pozytywną, sportową złość, a w dodatku dodało jeszcze więcej uroku ich grze. Rozpoczęto prawdziwe oblężenie pola karnego Mistrzów Europy sprzed ośmiu lat. Stąd tytuł tego wpisu – Niemcy niczym rozdrażniony lew zaczął jeszcze bardziej znęcać się nad swoja ofiarą. Bądźmy szczerzy – Grecy byli skazani na pożarcie przed tym ćwierćfinałem. Oczywiście, mogli sprawić kolejną niespodziankę, ale mało kto na nią liczył.

Brązowi medaliści MŚ z RPA w niecały kwadrans zadali trzy ciosy. Nie dość, że mocne, to jeszcze efektowne. Zarówno Khedira jak Reus wyjątkowo zabłysnęli celnością i zdobyli fantastyczne bramki. Po czymś takim podopieczni Fernando Santosa nie mieli prawa się podnieść. Zostali po prostu zniszczeni. Dzielnie jednak walczyli do końca i to się chwali. Do statystyk przejdą jako pierwsi, którzy wykorzystali rzut karny na Euro 2012.

No i dotarli do 1/4 finału, czyli do tego meczu, którego my, Polacy pragnęliśmy z całego serca. Nawet gdybyśmy dostali łomot, to bylibyśmy już spełnieni. Przecież wzięlibyśmy w ciemno możność rozegrania ćwierćfinału, czy to w Gdańsku, czy w Warszawie! Prawda, że marzenia są cudowne? Szkoda, że rzeczywistość niestety nie…

Jeden akapit decyduję poświęcić decyzjom trenera Loewa. Zauważmy, że dokonywał zmian na odpowiednie pozycje, zatem nie decydował się bronić wyniku! Za to selekcjoner reprezentacji Niemiec ma u mnie duży plus. Tak właśnie powinno się grać, nawet przy jednobramkowej przewadze – do przodu, nie do tyłu!

Zdecydowanie zasłużenie Niemcy zagrają w półfinale. Nie wiemy jeszcze przeciwko komu, ale już wiadomo, że kroi nam się szalenie interesujący bój na Stadionie Narodowym w Warszawie. Na drodze do finału stanie im albo Anglia albo Włochy. Najbardziej jednak cieszy mnie myśl, że taki mecz odbędzie się w naszym kraju. To jednocześnie niestety będzie ostatni mecz ME na polskim stadionie, więc ta radość miesza się gdzieś we mnie ze smutkiem. Ale póki można, nasycam się turniejem. Jutro przecież kolejny, miejmy nadzieję piękny, ćwierćfinał!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl