Nie jedzie Federer, jadą Rosjanie. W Polsce na dobre zaczyna się granie

Legia Warszawa w środę powalczy o awans do decydującej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Rywalem będzie słowacki AS Trencin. Jak wiadomo, polskie kluby przyzwyczaiły nas do tego, że nigdy nie możemy czekać na ich mecze ze spokojem. A już na pewno nie wypada nam lekceważyć rywali.

Podobno napastnik mistrzów Polski, Aleksandar Prijović, powiedział, że nigdy nie słyszał o klubie, który stanie Legii na drodze w rywalizacji o Ligę Mistrzów. Wprawdzie AS Trencin nie należy do europejskich potęg, ale wydaje mi się, że tak lekceważące słowa z ust piłkarza nie powinny padać. W przypadku niepowodzenia warszawian, ta wypowiedź może być wytykana szwajcarskiemu zawodnikowi. Poza tym może to być dobrą motywacją dla Słowaków, którzy postanowią zrobić wszystko, by nazwa ich klubu śniła się naszym piłkarzom po nocach. Już lepsza jest powszechna kurtuazja. Nawet jeśli ma to brzmieć sztucznie, lepiej powiedzieć coś sztampowego w stylu „nasz rywal jest trudnym przeciwnikiem” niż narażać się na śmieszność w razie potknięcia, którego oczywiście Legii nie życzymy. Poza tym jest to po prostu nieeleganckie. Legia powinna być faworytem w boju z mistrzem Słowacji, ale na razie jej wyniki nie zachwycają. W tym sezonie drużyna ze stolicy naszego kraju wygrała tylko jeden mecz, pokonując w poprzedniej rundzie eliminacji mistrzów Bośni i Hercegowiny przed własną publicznością. Na wyjeździe jednak tylko zremisowali. Punktami dzielili się również w meczach ligowych z Jagiellonią i Śląskiem, a w spotkaniu o Superpuchar Polski wyraźnie ulegli Lechowi. Forma nie zachwyca, ale musimy liczyć na to, że w środowym spotkaniu będzie dużo lepiej. Na awans do Ligi Mistrzów czekamy już bowiem od dwóch dekad.

Rewelacją na początku sezonu jest Zagłębie. Drużyna z Lubina udowadnia, przynajmniej na razie, że udane łączenie gry w lidze z występami w europejskich pucharach jest możliwe. Najpierw pogrom Korony, później wyeliminowanie w dramatycznych okolicznościach faworyzowanego Partizana Belgrad, a w ostatni weekend zwycięstwo w Poznaniu. W dodatku podpisanie kontaktu z Filipem Starzyńskim, jakby nie patrzeć, ćwierćfinalistą Mistrzostw Europy. To wszystko sprawia, że ekipa z Dolnego Śląska zewsząd zbiera pochwały. Teraz czas na kolejne boje w eliminacjach Ligi Europy, tym razem z Duńczykami. Ze Starzyńskim w składzie powinno być jeszcze lepiej.  Oby europejska przygoda podopiecznych Piotra Stokowca trwała jak najdłużej.

Żal mi piłkarzy Górnika Łęczna. Żal mi tez kibiców tego klubu. Ci pierwsi muszą rozgrywać ligowe spotkania bez wsparcia z trybun. Ci drudzy, mimo że mają w mieście ekstraklasową drużynę, nie mogą wspierać jej na własnym stadionie. Wszystko dlatego, że postanowiono, iż mecze w roli gospodarza łęcznianie będą rozgrywać w Lublinie. Bez względu na przyczyny takiej decyzji, smutno patrzyło się na niemal puste trybuny podczas meczu z Lechią. Zapewne podobnie będzie przy okazji kolejnych ligowych konfrontacji, co raczej nie wpłynie pozytywnie na wyniki klubu z Lubelszczyzny.

Rosyjscy sportowcy jadą na igrzyska do Rio. Ich kadra nie została wykluczona przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Sytuacja jest bardzo kontrowersyjna. Z jednej strony wszyscy wiedzą o skali dopingu w tym kraju. Z drugiej chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że odpowiedzialność zbiorowa nie jest najlepszą rzeczą na świecie. Jednak jeśli chcemy sportu nieskażonego dopingiem, powinniśmy z owym dopingiem walczyć z całych sił. Najlepszym rozwiązaniem jest to zastosowane przez IAAF. Do Brazylii pojadą jedynie ci lekkoatleci, którzy udowodnią brak winy, przy czym będą mogli startować pod flagą olimpijską.

Niestety do Rio nie wybiera się Roger Federer. Szwajcara z udziału w igrzyskach wyeliminował uraz kolana. To zła informacja chyba dla wszystkich fanów tenisa. Federer jest niezwykle ceniony i przede wszystkim bardzo lubiany na całym świecie. Wszystko wskazuje na to, że karierę zakończy bez mistrzostwa olimpijskiego w singlu. Osiem lat temu zdobył złoto na igrzyskach w Pekinie, ale był to tytuł wywalczony w deblu. W grze pojedynczej z takiego sukcesu się nie cieszył, a z racji jego wieku trudno liczyć na to, że pojedzie na kolejne igrzyska.

Niemniej Igrzyska Olimpijskie nawet bez tenisowego wirtuoza zapowiadają się ekscytująco. Trudne będzie przestawienie się na tak nietypowe pory. Impreza w Rio będzie czymś ekstremalnym dla zegara biologicznego polskich kibiców, ale miejmy nadzieje, że nieprzespane noce zostaną nam zrekompensowane medalami naszych sportowców.

Na koniec coś po części miłego, a po części trochę smutnego. Miłe jest to, że mistrzowie Polski w futbolu amerykańskim, zawodnicy Panthers Wrocław wygrali Ligę Mistrzów. Nie należę do znawców tej dyscypliny, ale jestem pod wrażeniem tego jak szybko ona się  rozwija w naszym kraju. Całkiem nie dawno powstała liga, a już mamy drużyna wygrywającą tak prestiżowe rozgrywki. Wrocławianie nie byli faworytami Final Four, ale wykorzystali atut własnego boiska i sięgnęli po trofeum. Smutniejsze jest to, że sukces ten nie został zbyt mocno doceniony. Nie domagam się umieszczania futbolistów z Dolnego Śląska na pierwszych stronach gazet i przerywania programów telewizyjnych, by poinformować o ich zwycięstwie, ale takie osiągniecie, nawet w niszowej dyscyplinie, zasługuje na większą uwagę. Podobnie było w przypadku tenisistek stołowych KTS-u Tarnobrzeg, które w tym roku dotarły do finału Ligi Mistrzyń i dopiero tam zostały zatrzymane przez rywalki z Berlina. Niestety ich świetna gra również przeszła bez większego echa.