Nie lubię Małeckiego

Patryk Małecki wszedł na boisko. Przeżegnał się, jak większość piłkarzy. Ustawił się na swojej pozycji i gdy sędziowie sprawdzali siatki przed rozpoczęciem meczu Wisły z Widzewem, uklęknął na murawie, złożył obie ręce razem i zaczął się modlić (przynajmniej tak to wyglądało, bo co sobie w głowie myślał, to nie wiadomo). Sędzia już trzymał gwizdek w ustach, gdy „Mały” raczył się podnieść.

Ta sytuacja to dla mnie iskra. Zapalnik. Pretekst. Małeckiego nie lubię od dawna, ale nie uważałem, żeby to było coś, o czym trzeba byłoby mówić. Piłkarsko uważam go za całkiem niezłego zawodnika, ale nic więcej. Właśnie tak – całkiem niezły. Na naszą ligę wystarczy. Ma drybling, czasem strzeli, dobrze poda. Do swoich poprzedników na krakowskich skrzydłach – Kosowskiego, Uche, Błaszczykowskiego – w ogóle nie dorasta. Ale z drugiej strony – Andraża Kirma, Gervasio Nuneza, czy Rafała Boguskiego przewyższa. Dobry i tyle.

Przede wszystkim jednak Małecki ma nierówno pod sufitem. I to wie każdy, nie trzeba się nad tym specjalnie rozwodzić. Przeszkadza mi jednak jego maniera, która łączy go z Tomaszem Adamkiem. Chce być bardziej papiescy niż sam papież.

Było już pokazywanie koszulek z jedynym prawdziwym papieżem. Był też wywiad udzielony „Piłce Nożnej” przez jego matkę, z którego dowiedzieliśmy, cytuję luźno, z pamięci, że „Patryk to dobry chłopak, codziennie chodzi do kościoła. Przyjechałam tutaj do Rygi (na mecz ze Skonto – M.T.) i od razu znalazł mi polski kościół”. Było jeszcze coś o tym, że cały czas się modli.

Ja wiem, że polski katolicyzm jest specyficzny i, że gorliwe uczestnictwo w nabożeństwach każdego dnia idealnie współgra z mówieniem do Saidiego Ntibazonkizy: „Ty jeb… czarnuchu”. Ale mnie szlag trafia. Niech się modli. Niech chodzi do kościła co dzień. Jego sprawa. Niech siedzi w szatni i odprawia całą mszę świętą i to jeszcze taką przedsoborową. Jego sprawa. Ale klękanie na murawie i modlenie się tak, żeby widzieli wszyscy telewidzowie i 14 tysięcy ludzi na trybunach, to już działanie pod publiczkę. Opowiadanie o tym w wywiadach, to też działanie pod publiczkę. A to, że codziennie chodzi do kościoła, wcale nie czyni go dobrym chłopakiem.

I na zakończenie, bo jakoś tak wczoraj od razu mi się skojarzyło, źródło jeszcze nigdy na tym blogu nie cytowane: Mt 6,1-6.16-18

Jezus powiedział do swoich uczniów: ?Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.
Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś gdy pościsz namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie?.

Skoro Małecki jest codziennie na mszy, na pewno to słyszał.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl