Nie-święci „Garnki” lepią

Podobno to Milan jest pierwszym klubem, który zdecydował się na szaleńczy krok, jakim jest upychanie piłkarzy, eufemizując, kontrowersyjnych, w jednej szatni. O Stoke City, które już od jakiegoś czasu realizuje tę politykę, jak zwykle zapomniano. Zapomniano, bo taka już specyfika tego zespołu. Mimo że jest drugim najstarszym profesjonalnym klubem sportowym w Anglii, choć w 1888 był w dwunastce założycieli ligi angielskiej, choć bez większych problemów zajmuje bezpieczne miejsca w jednych z najbardziej wymagających rozgrywek świata, o „Garncarzach” się nie mówi. Bycie jedną z najbardziej niemodnych drużyn w Anglii, występowanie przeciwko całemu światu, to specyfika Stoke.

Jego menedżer Tony Pulis dowodzi zgrają nudnych, zdyscyplinowanych, pozbawionych osobowości facetów. Tak można by pomyśleć, patrząc tylko na boiskowe poczynania jego chłopaków. Stoke mało bramek traci, strzela jeszcze mniej, co ma wygrać wygrywa, co ma przegrać przegrywa (wyjątek: wygrana 2-0 z Liverpoolem) i w ten sposób rokrocznie spokojnie się utrzymuje. Gdy jednak zakończy się mecz, zabawa się zaczyna…

Ricardo Fuller, Jamajczyk, był w młodości wychowywany przez babcię. W czasie tegorocznych zamieszek w jego rodzinnym mieście, dom babci został zniszczony. Dobry wnusio odbudował babuni posiadłość. Łezka się w oku kręci? Myślicie, cóż to za dobry facet? Ten sam ma już na koncie dwukrotne aresztowanie. Raz śmigał samochodem, zapomniawszy uprzednio wsadzić do kieszeni prawa jazdy, drugi raz był podejrzany o napaść. W wolnych chwilach, np. na imprezie sylwestrowej, całował się i obściskiwał z jednym z kolegów z drużyny. Można stawiać dolary przeciw orzechom, że Fuller nie zrobił tego z czystego pociągu do innego faceta, raczej był pijany jak bela.

Gorszy nie chciał wcale być Mamady Sidibe. Senegalczyk wychowywany w Paryżu, nie miał w stolicy Francji łatwego dzieciństwa. Jeśli mam być szczery, a ja od dzisiaj chcę być szczery, dzieciństwo miał cholernie trudne. Handlował narkotykami, brał udział w wojnach gangów, w których zginęło czterech jego najlepszych ziomali. Gdy ojciec Souleymane widział, że pierworodny szwęda się z typami o twarzach nieskażonych literaturą, prał go jak najęty, co dziś piłkarz wspomina z rozrzewnieniem. – Tata mocno bił mnie i kopał, ale jestem mu wdzięczny. Gdyby nie był taki twardy, byłbym dziś taki, jak ci ludzie – mówi wzruszony Senegalczyk.

Jermaine Pennant był swego czasu złotym dzieckiem angielskiej piłki. Z Fullerem łączy go nie tylko jamajskie pochodzenie, ale też kryminalna historia – za jazdę po pijanemu nałożono mu więzienną opaskę i skierowano na 90 dni robót publicznych. Nie przeszkadzało mu to w grze w Birmingham City. On też miał fajnego tatusia, w kierunku którego teraz wszyscy głośno skandujemy: „Pozdrowienia do więzienia!” Oto bowiem Pennant senior odsiaduje 4-letnią karę za handel narkotykami.

Trochę inne przestępstwo ma na koncie Abdoulaye Diagne-Faye. W 2005 roku przy jego transferze z Portsmouth do Newcastle doszło do machlojek, które piłkarz przypłacił tylko aresztowaniem. Od razu zainteresowało się nim Stoke. Matthewa Etteringtona wolności nie pozbawiła policja, lecz… hazard, od którego piłkarz był w młodości uzależniony.

Jest jeszcze dwóch oryginałów innego rodzaju. Robert Huth, niemiecki stoper, to dla mnie człowiek zagadka. Debiutował w Chelsea, gdy miał 17 lat i dostawał naprawdę sporo szans. Facet kopał się po czole, był beznadziejny, jednak nie tylko klubowi trenerzy, ale nawet Juergen Klinsmann na siłę ciągnęli go na wielkie mecze, robiąc mu po prostu krzywdę. W końcu w kadrze przestał grać, ze Stamford Bridge wykopano go do Middlesbrough. Dziś jest w Stoke, zagrał w 17 meczach, strzelił trzy gole i ani jeden nie był samobójem. Wyrobił się chłopak. Zdecydowanie lepszym graczem jest Senegalczyk Salif Diao, który ma jeden tylko mankament. Nie strzela goli. W całej karierze zdobył ledwie dwa, a jednego z nich upolował w tym roku. Przy tej okazji menedżer Tony Pulis wykazał się sporym poczuciem humoru, mówiąc: – Nie mogę w to uwierzyć! Nawet, gdy już schodziłem do szatni, to nie wierzyłem, że on strzelił gola. Muszę to zobaczyć w telewizji, może to do mnie dotrze – przyznawał z oczami otwartymi tak szeroko, jakby cierpiał na nadczynność tarczycy.

W tym towarzystwie mizernie się odnajduje najbardziej znany piłkarz, ale też jakiś za grzeczny, jak na Stoke. Islandczyk Eidur Gudjohnsen, w czasie gdy Sidibe sprzedawał narkotyki, już był uznawany za złote dziecko. Przeszedł do historii, gdy jako 16-latek zmienił w towarzyskim meczu Islandia-Estonia swojego ojca Arnura. Był w PSV Eindhoven, w Boltonie, z którego przebił się do Chelsea, kopał piłkę w Barcelonie i… od tego czasu nie może się odnaleźć. Nie poradził sobie w Monaco, fatalny był w Tottenhamie, w Stoke również nie powala. Nic w tym dziwnego, w końcu nie skrzywdziłby Muchy. Nawet jeśli na imię miałaby Anna.

Tę bandę oryginałów oklaskują kibice, którzy podobno chcą zmienić reputację. Na złą pracowali wiele lat, wraz z działalnością jednej z najgroźniejszych i najbardziej brutalnych grup chuligańskich o jakże przyjaznej nazwie Naughty Forty. Teraz są po prostu jednymi z najgłośniejszych w Anglii.

Do słynnego wimbledońskiego Crazy Gangu, jeszcze piłkarzom ze Stoke on Trent daleko, ale jeśli bardzo się postarają, może kiedyś zdobędą podobną sławę. Kto wie, może Stoke, podobnie jak Wimbledon, wykreuje też filmową gwiazdę, podobną do Vinny’ego Jonesa? Może będzie to Kenwyne Jones, kupiony latem z Sunderlandu, będący chyba największym tegorocznym wzmocnieniem Stoke? Nie wiem, co musiałoby się stać, by ten sympatyczny dredziasty chłopak z Trinidadu i Tobago zyskał spojrzenie szaleńca, ale… Tony Pulis na pewno by się nie obraził, gdyby zyskał w szatni kolejnego chuligana.

Jeśli piłkarze Stoke jeszcze nie wychodzą na murawę Britannia Stadium przy dźwiękach piosenki Inner Circle „Bad Boys”, najwyższy czas, by zaczęli.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl