(Nie) Święty pilkarz

O lidze włoskiej  słychać często. Jednak nie są to przychylne komentarze, mówi się o niej w kontekście korupcji, wielkich przekrętów, coraz słabszego poziomu piłkarskiego. Ale włoska piłka to nie tylko nieuczciwi działacze, trenerzy, zawodnicy, ale także pozytywne postacie. Na tym italijskim gruncie, gdzie widoczna jest posucha wśród prawych ludzi związanych z futbolu, wyłania się nader ciekawa postać -Nicola Legrotalli. Piłkarz niezbyt wybitny, ale biografię ma za to bardzo bogatą.


Nicola Legrotalli urodził się w 1976 r. na południu Włoch, jako syn hutnika, wielkiego pasjonata futbolu, który marzył, by jego syn kopał kiedyś w Serie A. Młody Nicola plany ojca popierał, smykałkę do piłki miał, ale w tamtych czasach boom na ten sport był wielki, więc trudno było się przebić. Legrotalli wychowywany od malucha po katolicku, poprosił Boga, aby mógł grać w rodzimej lidze, a on, w podzięce Stwórcy, zostanie jego misjonarzem.
Bóg wysłuchał jego modlitwy, bo niedługo później młody Włoch zaczął grać w pobliskim AS Bari. Tam radził sobie naprawdę nieźle, co zaowocowało transferem do lepszej drużyny, jaką była w tamtych czasach Chievo Verona. W mieście Romea i Julii poczynał sobie bardzo dobrze, zagrał w 66 meczach swojej ekipy, strzelając przy tym 6 bramek. I znów zrobił milowy krok w swojej karierze – zamieniając Veronę na Turyn. W Juventusie przez wiele lat miał miejsce w podstawowej 11, dla Starej Damy zagrał w 111 spotkaniach, a bramek strzelił tyle samo, co dla Chievo. W międzyczasie był kilka razy wypożyczany ze względu na korupcyjne problemy Juventusu.
Ale to w turyńskim klubie miał apogeum swojej kariery, grał w nim przez blisko 8 lat. Piłkarz wielokrotnie wspomina w swoich medialnych występach m.in. o tryumfie nad wielkim Realem Madryt w Lidze Mistrzów, blisko dwudziestu meczach w narodowej kadrze. Dostał wszystko, o co prosił Boga. Lecz w pewnym momencie swej egzystencji sprzeniewierzył się zasadom religii i już nie po drodze było mu z Panem Bogiem. Wpadł w sidła nałogu, ładne panie co noc, imprezy zakrapiane alkoholem, przesadna rozrzutność. Legrotalli przez kilka lat brnął w tym amoralnym trybie życia, ale opamiętał się. Pomocna okazała się matka, nawróciła go na właściwą stronę życia, ponownie przyjął chrzest i na dłużej zafascynował się Biblią.
Nicola Legrotalli dziś (oprócz tego, że gra w Catani Calcio) promuję chrześcijański tryb życia, publicznie czyta Pismo Święte, na treningach prosi kolegów, by nie używali brzydkich słów, co jednak wydaję się dość syzyfowym zadaniem. Prowadzi spotkania z młodzieżą, przedstawiając jej walory chrześcijańskiego życia. Stanowczo sprzeciwia się aborcji i eutanazji. Także jego dawna obietnica to nie bujda, bowiem wywiązuję się z niej bez zarzutu.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.