„Nie zawiedli kibice, nie zawiedli szczypiorniści. Chapeau bas wszystkim!”

Przed tygodniem domagałem się wielkich meczów o wielką stawkę. I muszę rzec, iż dostałem to co chciałem. Trudno jedynie wybrać mecz kolejki, bowiem gwiezdne wojny na Węgrzech przyćmiła heroiczna batalia w Kielcach. Po raz kolejny szczypiorniści nie zawiedli… w tym roku Liga Mistrzów nie daje ani chwili oddechu!

Monotematyczny mariaż na madziarskim terenie

Oh mon dieu, to był zaiste traumatyczny wieczór dla Francuzów. Występujący en face gości Madziarzy, zmietli z powierzchni parkietu trójkolorowy gwiazdozbiór. Veszprem od pierwszych minut zagrało va banque, rzucając na szalę wszystkie swe siły. Węgrzy narzucili zabójcze tempo, którego paryżanie nie byli w stanie dotrzymać. Nikola Karabatić czy Mikkel Hansen byli jak femme fatale dla swojej drużyny. Nieporadni w ataku, zagubieni w obronie. 7:2 po dziesięciu minutach, będących popisem skuteczności ze strony gospodarzy. Taktyka Madziarów działała znakomicie, goście nie mieli żadnych argumentów w starciu z fantastycznie dysponowanymi Węgrami. Nie pomagał także uwijający się jak w ukropie Thierry Omeyer, bowiem jego vis-a-vis Roland Mikler, czynił cuda w madziarskiej bramce. PSG przebudziło się z letargu na końcowe minuty pierwszej połowy. Francuzi zmarnowali jednak kilka szans na doprowadzenie do statusu quo, a do szatni szczypiorniści schodzili przy minimalnym prowadzeniu Veszprem, 16:14.

Węgrzy obawiając się deja vu z paryskiego starcia, po przerwie znów włączyli piąty bieg. Katem Francuzów okazał się Momir Ilic, który w drugiej odsłonie grał jak natchniony. Dziesięć bramek genialnego Serba pogrążyło przyjezdnych. Paint de vue gości stawał się coraz gorszy, bowiem przewaga Madziarów rosła z każdą chwilą. Na nic zdały się szaleńcze próby Daniela Narcissa. „Air France ” był zdecydowanie najjaśniejszą postacią wśród Trójkolorowych. MVM Veszprem po niespodziewanie jednostronnym pojedynku pokonało Paris Saint-Germain 28:20. Francusko-węgierski rendez-vous zaprowadził gospodarzy na pierwsze miejsce w grupie. Veszprem zdetronizowało PSG, spychając sobotnich rywali na dalszą pozycję. Choć spotkanie nie dostarczyło tylu emocji, co pierwsze starcie obu ekip pod Wieżą Eiffla, na pewno nie zawiodło handballowego światka. Dziwić może jedynie rozmiar węgierskiej wiktorii.

Chapeau bas wszystkim!

Już przed pierwszym gwizdkiem arbitrów sobotniego starcia czuć było niepowtarzalną atmosferę, której ukoronowaniem była niesamowita oprawa podczas prezentacji obu ekip. Ta, ukazana na zdjęciu u góry, w realiach piłki ręcznej odgrywa rolę najwspanialszych kartoniad z Camp Nou. Nie boję się stwierdzić, że lepszej w Lidze Mistrzów jeszcze nie było. Rzecz absolutnie bezprecedensowa. W parze z fantastyczną choreografią nie mogło zabraknąć dopingu. Ten też był jakiś wyjątkowy. Należało mieć nadzieję, że szczypiorniści staną na wysokości zadania, tworząc równie piękne widowisko.

Pamiętacie co przed tygodniem pisałem na temat dziurawej jak ser żółto-biało-niebieskiej defensywy? Po 30 minutowym recitalu gry obronnej w wykonaniu kieleckiej „siódemki” możemy to śmiało i z hukiem wyrzucić do kosza. Nie będę hipokrytą, nie napiszę, że taki bieg wydarzeń to dla mnie rzecz byle do przewidzenia. Razem z 4500 osób stałem wryty w ziemię, z wysokości trybun podziwiając poczynania mistrzów Polski. Wiadomo, nie był to piękny mecz obfitujący w szalone rozwiązania techniczne i składne akcje na pełnej szybkości. To było starcie dwóch fizycznych gigantów, wojna psychologiczna, atletyczna batalia. Obie ekipy od pierwszego gwizdka postawiły tylko i wyłącznie na twardą obronę. Lecz ta w wykonaniu kielczan otarła się niemal o perfekcję.

Vive momentami grało wręcz brutalnie. I, choć niezasłużona w mojej ocenie, czerwona kartka, zdaje się to tylko potwierdzać. Skopijscy goście nie mieli ani chwili na zastanowienie. Zaraz po złapaniu piłki gracze Vardaru zostawali sprowadzeni do parteru. Tu wyróżnić należy tytaniczną pracę Mateusza Jachlewsiego, wyjątkowo dobrą dyspozycję (do momentu feralnego faulu) Mateusza Kusa oraz (co już nie dziwne) heroiczną walkę Michała Jureckiego. W skutek tak agresywnej defensywy kielczan Macedończycy często zmuszeni byli oddawać nieprzygotowane rzuty. A przecież w bramce też stał nie byle kto. Sławek Szmal tylko w pierwszej połowie obronił dwa ruty karne. Efekt? 3 bramki stracone przez początkowe 22 minuty, 6 w pierwszej połowie.

Muszę przyznać, że byłem pod przytłaczającym wrażeniem gry obronnej kielczan. Te 30 pierwszych minut wywarło na mnie ogromne wrażenie. Po meczu w dyskusji z towarzyszącymi dziennikarzami rzuciłem tezę, iż była to najlepsza połowa gry defensywnej w ostatniej dekadzie (dalej to ja już nie pamiętam…). Nikt nie śmiał mi zaprzeczyć, więc chyba możemy brać to za pewnik.

Bramek w ogóle padało jak na lekarstwo. Po stronie mistrzów Polski, tak jak i w defensywie, podporę ataku stanowił „Dzidziuś”. Na jego indywidualne akcje starał się odpowiedzieć jedynie Siergiej Gorbok. Pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 10:6 dla gospodarzy. A te cztery bramki stanowiły w tym momencie istną przepaść pomiędzy ekipami. Sytuacja zmieniła się nieco dopiero po przerwie. Wówczas worek z bramkami się nieco rozwiązał. Zmianie nie uległ jednak obraz spotkania. Stroną dominującą wciąż byli gospodarze. Na kwadrans przed końcem przewaga Vive wynosiła już 17:10. Punktem zwrotnym okazało się wejście Mijajlo Marsenica. Obrotowy Vardaru robił co chciał ze zmęczoną już defensywą kielczan. Przewaga żółto-biało-niebieskich zaczynała niebezpiecznie topnieć. Na szczęście, decydujące trafienia Urosa Zormana i Michała Jureckiego zamknęły mecz. Bezcenne dwa punkty zostały na kieleckim parkiecie. Vive pokonało Macedończyków 23:30.

Jak w każdym dobrym filmie nie mogło zabraknąć czarnych charakterów. Znów byli to panowie z gwizdkami (który to już raz…). Ja naprawdę nie jestem sadystą, a znęcanie się nad arbitrami nie jest moim hobby. Ale „jedyni sprawiedliwi” stanowią piętę achillesową mojego ukochanego sportu. Portugalczycy mylili się na potęgę, choć trzeba zaznaczyć, iż w obie strony. Temat sędziów trafnie podsumował Talant Dujszebajew na pomeczowej konferencji: „Wszyscy wiemy, kto za sędziowanie w Europie odpowiada”. I gdyby nie byli to nomen omen Macedończycy nikt pewnie nie zagłębiłby się w te słowa…

Zwycięstwo nad Vardarem zapewniło Vive awans w grupowej tabeli oraz utrzymanie szans nawet na wygraną grupy. Kieleckie spotkanie zapamiętamy na długo. Czy to ze względu na kapitalną oprawę, niespotykaną obronę, duże emocje, czy po prostu ogromną stawkę spotkania. Nie zawiedli kibice, nie zawiedli szczypiorniści. Chapeau bas wszystkim!

Hen hen w oddali…

I co tu po takich dwóch meczach napisać o reszcie? Dla polskich fanów ważnym wydarzeniem z pewnością była porażka Wisły z niemieckim Flensburgiem (27:25). Kolejny wielki mecz rozegrał Rasmus Lauge. W grupie A doszło także do wielkiej sensacji. Słoweńskie Celje zatrzymało Zebry. THW zremisowało z Pivovarną 23:23. Również remisowo zakończyło się starcie w Montpellier. Punkty nad Sekwaną zgubił Pick, co jest świetną informacją dla mistrzów Polski, którzy są już 3. w grupowej tabeli. Dla Nafciarzy niekorzystnie zakończyło się spotkanie w Zagrzebiu, gdzie dzięki wygranej nad Besiktasem, gospodarze przeskoczyli Wisłę w grupowym rozrachunku. Łatwe zwycięstwa odnieśli ponadto Barcelona oraz Rhein-Neckar Loewen.

Już za tydzień kolejna, ostatnia w tym roku runda starć Velux Champions League. Arcyważne spotkania rozegrają obie polskie ekipy. Do Palau Balugrana udadzą się mistrzowie Polski, którzy po wspaniałym występie w sobotę śmiało mogą myśleć o postraszeniu katalońskiego potentata. Kluczowe starcie rozegra także Orlen Wisła Płock. Do Orlen Areny zawita drużyna z Zagrzebia. Stawką będzie piąte miejsce na koniec grupowych zmagań.

Jesteśmy już na finiszu tegorocznej piłki ręcznej. Za tydzień na dobrą sprawę zamkniemy tak wspaniały dla polskiego szczypiorniaka rok. Ale finał tej kampanii będzie uszyty na miarę… Vive zagra o wygraną grupy z wielką Barceloną, Wisła powalczy o jak najwyższe miejsce i rozstawienie przed play-offami. A po tych meczach rozpocznie się już inna historia – biało-czerwona historia…

TERMINARZ I TABELE LM >>

Więcej moich prac również na portalu mim24.pl!