Niebo a piekło

Kolejne dwie noce z meczami reprezentacji Polski za nami. Na koniec długiego tournee po Amerykach przyszło nam grać ze Stanami Zjednoczonymi. Po każdym z tych meczów dominowały skrajne emocje. W sobotę (amerykański piątek) wielka radość, wręcz euforia, a w niedzielę (czyli amerykańską sobotę) porażka, niedosyt i żal.

Aby było chronologicznie, zacznę od pierwszego meczu w Sear’s Centre Arena. Zagraliśmy nadspodziewanie dobrze. Ba, zagraliśmy fantastyczny mecz! Bartek Kurek grał już tradycyjnie na wysokim poziomie, ale tego dnia, dołączył do niego Zibi Bartman (najlepiej punktujący spotkania). W końcu ataki wychodziły mu tak, jak chciał. Miał prawo być z siebie zadowolony. Od początku znów wyszedł Michał Kubiak. Tym razem dał o sobie znać (razem z Krzyśkiem Ignaczakiem) w przyjęciu. Funkcjonowało ono wyśmienicie. Dzięki temu, Łukasz Żygadło miał duże pole do popisu przy rozegraniu i, co za tym idzie, punktowaliśmy różnorodnymi sposobami.

Specjalny akapit poświęcam Marcinowi Możdżonkowi. Według mnie zagrał jeden z najlepszych meczów w karierze. Wiemy, że nasz środkowy słynie z niemocnej, aczkolwiek technicznej zagrywki zwanej flotem. W tym meczu przynosiła ona całej drużynie naprawdę wiele pożytku. Jednak najbardziej w oczy rzuca się dyspozycja Marcina w bloku. Fantastyczne czapy, nawet w pojedynkę, były bardzo deprymujące dla Amerykanów. A pod koniec 3. seta te 4 fantastyczne bloki tylko podkreśliły kapitalną dyspozycję gracza PGE Skry Bełchatów. Naprawdę jestem pełen podziwu dla niego za występ w nocy z piątku na sobotę polskiego czasu.

Gospodarze nie zagrali dobrego meczu. Nie potrafili się odnaleźć. Nadziali się na Polskę w fenomenalnej formie. Jedyne, czym nam zagrażali, to zagrywka. Kolejny raz w tym elemencie dobrze spisali się Priddy i Stanley. Ta dwójka i jeszcze Matt Anderson utrzymywali grę swojej drużyny na w miarę przyzwoitym poziomie. To było jednak za mało i w Hoffman Estates doszło do niespodzianki. Ja, przyznam szczerze, nie zakładałem nawet w najbardziej różowych okularach takiego scenariusza.

Rezultat pierwszego meczu napawał optymizmem przed drugim. Niepokoiło mnie jedynie to, że do tej pory wszystkie mecze pomiędzy Polską i USA trwały przez trzy sety. Dlatego zaniepokoiłem się, kiedy Amerykanie wygrali seta pierwszego. Na szczęście wysoko wygraliśmy drugą odsłonę i tradycji nie mogło stać się zadość. Ale najbardziej to szkoda czwartej partii. Do tej pory (z nielicznymi wyjątkami) nie zdarzały nam się serie głupich i niewymuszonych błędów, a jednak od stanu 13:8 dla nas, takie się pojawiły. Spowodowało to nerwową końcówkę, którą przegraliśmy. Bardzo mi szkoda tego ostatniego seta.

Olbrzymim pozytywem naszej gry w drugim meczu jest występ naszych środkowych. Jak inaczej można skomentować fakt, że środkowi w sumie wygrali dla nas seta? To bardzo budujące! Jednakże mamy też przeciwną stronę biegunu. Mianowicie błędy własne. Przeglądałem opinie internautów po tym spotkaniu i wg mnie najtrafniej postawę naszych opisuje następujący cytat: „Tyle błędów w meczu LŚ to nawet nie przystoi. Środkowi zagrali znakomicie, ale Kurek był dziś zakręcony… Szkoda. :(”

Już spieszę z wyjaśnieniem. Otóż Bartosz Kurek wyjątkowo nie był naszą czołową postacią naszej drużyny, jak w poprzednich spotkaniach. Pierwszy raz (i miejmy nadzieję, że ostatni) w tej edycji Ligi Światowej zagrał przeciętne spotkanie. Brak punktów zdobywanych po ataku z pipe’a, czy po mocnym serwisie Bartka odbiły się na całej polskiej drużynie. Nadrabiać próbował Zbyszek Bartman, który ten mecz zaliczy do udanych, a także wcześniej wspomniani środkowi. Wszystko by się udało gdyby nie… nasze błędy własne. No ludzie, 36 punktów oddanych rywalom mówi samo za siebie. Nie będę tego komentował…

Skomentuję za to Matta Andersona, który od dłuższego czasu stanowi o sile zespołu amerykańskiego. Porównałbym go do Bartka Kurka. Obaj są młodzi, waleczni, niezwykle sprawni i silni. Nie boją się zaryzykować zagrywką i często sprawiają kłopoty przeciwnikom w tym elemencie. Gdy wychodzą w pierwszej szóstce, zdobywają dużo punktów. Także obaj są bardzo ważnymi ogniwami w swoich drużynach. No i w niedzielę (polskiego czasu) widzieliśmy takiego właśnie Andersona, a Kurek, jak już zostało napisane, był zakręcony.

Jednak na największe słowa uznania zasługuje Polonia z Chicago, która pojawiła się na trybunach hali. To dzięki niej, polscy siatkarze mogli się poczuć, jakby grali u siebie. Mazurek Dąbrowskiego odśpiewano parę razy głośniej, niż Gwieździsty Sztandar! Podczas meczu można było odnieść wrażenie, że mecz toczy się gdzieś w Polsce. No, może z wyjątkiem pory jego rozegrania… Ale naprawdę, gdyby nie polscy kibice, to byłoby tam cicho i sennie. Aż strach pomyśleć, co będzie na kolejnych meczach w USA…

Podsumowując, dwa mecze przyniosły dwa różne nastroje. Ciężko jest mi określić, czy ten rewanżowy dwumecz nam się udał. Jednak, gdy przytoczę sobie słowa Anastasiego, że „chcemy wygrać przede wszystkim wszystkie mecze u siebie”, to jednak zapisuję niewielki plusik przy rubryce „mecze w Stanach”. Tym bardziej, że przecież w setach wygraliśmy 4:3 🙂

Teraz nasi zawodnicy wracają do kraju, by zagrać z Portoryko. Jeśli nie dopiszemy po nich sobie 6 punktów do tabeli, to będzie niedobrze. Myślę jednak, że nie powinno się zdarzyć nic złego i tak będzie. Ale nie mówmy hop…

 


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl