Niegościnny Roland Garros

Roland Garros stał się dla Polaków trochę niegościnny. Odpadły obie nasze nadzieje na kortach w Paryżu – Łukasz Kubot i Agnieszka Radwańska. Tesista przegrał w III rundzie z Alejandro Fallą. Żal przegranej, bo w części drabinki Polaka nie było ani jednego tenisity rozstawionego! Kubot pokonał Nicolasa Almagro? (ATP 11), Lukáš Rosol? z kwitkiem odprawił Jürgena Melzer?a (ATP 8), a Florian Mayer (ATP 20) uległ Alejandro Falli. Tenisita rozstawiony czekał dopiero w ćwierćfinale, tam zwycięzca drabinki Kubota zmierzy się najprawdopodobniej z Andy Murrayem. Kibice oczekiwali trochę więcej, bo skoro nadarzyła się szansa, to czemu by jej nie wykorzystać, ale sam Łukasz mówi: „Uważam, że to był super turniej! Przeszedłem przez eliminacje, które są jak osobny turniej, a poziom w nich nie odbiega od tego, co można zobaczyć w turnieju głównym!” Cieszmy się więc razem z nim.

Niegościnny Roland Garros stał się także dla Isi. W meczu z Marią Szarapową? polska tenisistka zrobiła Radwańską. Co to znaczy? Na pomoc idzie serwis zczuba.pl, wyjaśniając frazę: „W dużym skrócie – zacząć świetnie, mieć rywalkę na widelcu, potem zacząć popełniać coraz więcej błędów, potem obrazić się na rakietę, potem na kort, potem na cały świat, w końcu na instytucję gry w tenisa jako taką i przegrać mecz, który spokojnie można było wygrać.?” I właśnie tak wyglądał mecz Isi z Rosjanką. W pierwszym secie Polka prowadziła 3:0, przełamała już Szarapową. Potem było jeszcze 4:1 oraz pierwszy, a zarazem jedyny as w tym meczu. Radwańska zachowała się beznadziejnie. Przegrała 3 gemy z rzędu, w następnym co prawda wygrała, ale ostatecznie Rosjanka doprowadziła do remisu 6:6, następnie wygrywając w tie-breaku.

Następny set to pokaz bardzo słabej odporności psychicznej Polki. Krakowianka weszła w set beznadziejnie, przegrała dwa pierwsze gemy zdobywając zaledwie jeden punkt. Od tego momentu mogła podobać się gra Radwańskiej, poza jednym elementem – serwisem, ale o nim później. Forhendy i backhandy prosto na linię, niekiedy dobre skróty. Z drugiej strony, Isia nie wygrałaby tylu punktów, gdyby nie sama Szarapowa. Popełniała niewymuszone błędy, myliła się dwukrotnie przy serwisach, trafiała w siatkę. Rosjanka prowadziła grę, krakowianka głównie się broniła i liczyła na błędy rywalki. Maria miała pewne problemy z trafianiem tam gdzie trzeba, więc Radwańska zaczęła regularnie ciułać punkciki, aż doszło do prowadzenia 5-3. Polka miała dwie piłki setowe. Obie zmarnowała, ale to akurat można jej wybaczyć, atomowo serwowała Szarapowa, obie piłki wygrała serwisem – asem oraz wyrzuceniem returnu Radwańskiej za kort. Następnego gema jednak sensownie wytłumaczyć nie mogę. Krakowianka miała trzy piłki setowe, prowadziła 40-0. Wszystkie zmarnowała. Jej rywalka zwietrzyła szansę, zdobyła w sumie cztery gemy z rzędu i odprawiła Polkę z kwitkiem.

Szanse były. Radwańska dotychczas kapitalnie spisywała się w Roland Garros. Szkoda tylko, że Maria również. Docenili to organizatorzy francuskiego turnieju, znacząc spotkanie Polki z Rosjanką jako „Match of the day” (Spotkanie dnia). Będąc dobrej myśli, wziąłem do ręki poniedziałkowy numer Przeglądu Sportowego i przeczytałem artykuł Batosza Gębicza – „Na drodze Isi stanie Kingsajz„. Zaskoczyły mnie porównania tenisitek, w serwisie miała mocniejsza być Isia. Bzdura! Wczoraj to właśnie przez serwis Radwańska poległa. Jej pierwsze podania były za lekkie, powolne, a o drugich to może lepiej nie wspomnę. Maria to skrzętnie wykorzystała, przy każdym złym serwisie returnowała kapitalnie. Krakowianka mogła się wtedy już tylko bronić. Scharapova średnio serwowała z prędkością 170 km/h. Ja osobiście zapamiętałem bajęczną wręcz prędkość serwisu Isi – 108 km/h. I jak tu z takim podaniem coś wygrywać?!

Przegrana Agnieszki wywołała w jej rodzinie małą kłótnie. Piekielnie ziirytował się Robert, jej ojciec i trener. Po meczu powiedział: „Mogła to wygrać 6:1, 6:3 jeśliby ktoś optymistycznie to policzył. Gdyby się nawet potknęła i przy 40:0 zagrała świnię i wygrałaby drugiego seta. Uważam, że Iśka źle gra pod presją i jest z tym coraz gorzej. Cóż potrzeby jest psychiatra, psycholog, oddział zamknięty i nie mówię o grupie rockowej. Agnieszka umie grać w tenisa, ale nie potrafi tego sprzedać. Nie mam dla niej dobrego słowa, żeby tak zapieprzyć mecz. Agnieszka grała przy setbolach zachowawczo, pasywnie, licząc na to, że tamta zepsuje. A nie chciała zepsuć. Ja mogę nauczyć ją forhendu, bekhendu, serwisu, ale ja jej głowy nie zmienię. Poddaję się?.” Agnieszka z kolei narzeka, że nigdy nie dogodzi swojemu ojcu. Polka nie gra źle. Na kortach w Paryżu złapała wiatr w żagle, dobrze returnuje, ładnie zagrywa z forhandu, przestały też ją boleć plecy – tak mi się przynajmniej wydaje, przestała na nie pomstować. Ma jednak wciąż trochę za słabe uderzenie. Przede wszystkim jednak musi poprawić swoją psychikę oraz serwis, bo z takim daleko nie zajdzie. A przecież chcielibyśmy zobaczyć Radwańską na szczycię, prawda?

 


pubsport.pl
Tomek Mądry

Pochodzę z Poznania, aktualnie mieszkam w Ząbkach. Kibic Chelsea, FC Koeln. To tyle. Jestem zwyczajnym, szarym człowiekiem, który postanowił się czymś interesować. Wybrał sport. Oprócz amatorskiego grania w piłkę nożną i uprawiania badmintona piszę także od listopada bloga. W styczniu założyłem nowy i teraz publikuje wpisy na obu adresach. Dnia 10 marca postanowiłem zarejestrować się na pubsport.pl i umieszczać również tutaj moją publicystykę. Na moim blogu i na pubsport znajdziecie na pewno co czwartek – felieton o Chelsea i wiele, wiele innych.

http://kwestor.blox.pl/html