Niektórym zależy już tylko na kasie

Jeszcze kilka sezonów temu Robbie Keane był gwiazdą i super strzelcem. Skuteczny i dynamiczny zwracał na siebie uwagę świata. Dzisiaj grzeje ławkę Tottenhamu i udowadnia, że w wieku 30 lat liczą się dla niego już tylko wygoda i pieniądze.

Keane’owi nie chce się już grać w piłkę. Odkąd Tottenham znalazł lepszych strzelców, odkąd nie powiodło mu się w Liverpoolu, odkąd stracił zaufanie kibiców odechciało mu się zwyczajnie grać w piłkę. A przynajmniej takie sprawia wrażenie.

Keane miał w ciągu ostatniego roku wiele okazji, aby zmienić otoczenie. Może nie byłby to awans sportowy, ale przynajmniej mógłby regularniej grać w piłkę nożną. Zamiast transferu Irlandczyk woli jednak dostać wysoką pensję i siedzieć sobie wygodnie na ławce plotkując o kolegach z Romanem Pawljuczenko lub Niko Krancjarem. A jeszcze w zeszłym roku Keane podbijał Glasgow w barwach Celtiku…

Czemu Robbie odrzucił propozycję Birmingham City? Naprawdę liczył, że 30-letni zawodnik, który ostatnio siedział głównie na ławce rezerwowych zasługuje na kontrakt z 80 000 funtów tygodniowo pensji? Czy naprawdę lokalizacja jest dla niego tak ważna? Czemu więc przeniósł się na kilka miesięcy do Szkocji, której przecież dalej do Londynu, niż takiemu Birmingham.

Nie dziwi mnie postawa Birmingham City. Naprawdę, da się znaleźć lepsze opcje porównując wiek Keane’a, długość proponowanego mu kontraktu i oczekiwania finansowe z innymi piłkarzami. Nie dziwi jednak też postawa Irlandczyka. W końcu, mimo jego kaprysów i oczekiwań, wciąż są potencjalni chętni go zatrudnić. Ostatnio z Sunderlandem na czele. Grymasić więc może do bólu, bo szacunku kibiców i tak już chyba nie odzyska.


pubsport.pl