Niemiecka transformacja a sprawa polska

Gdy latem 2004 roku po fatalnych dla Niemców Mistrzostwach Europy w Portugalii, kadrę obejmowali Juergenn Klinsmann i jego mniej znany asystent Joachim Loew, trzon ekipy wicemistrzów Świata stanowili gracze doświadczeni, wiekowi, przeważnie po trzydziestym roku życia, a całe Niemcy z trwogą patrzyły na zbliżający się wielkimi krokami Mundial.  Gdyby ktoś wtedy zasnął i obudził się dzisiaj, z pewnością drużyny naszych zachodnich sąsiadów by nie poznał.

Na ubiegłorocznych Mistrzostwach Świata Niemcy swoja grą zszokowali cały glob. Gromada młodych piłkarzy gromiła kolejnych faworytów, ulegając jedynie złotej Hiszpanii, a zdobywając brąz. Nastroje przed Mundialem były mocno stonowane bo Niemcy musieli sobie radzić bez takich zawodników jak Jens Lehmann, Michael Ballack, Torsten Frings, Christoph Metzelder czy Bernd Schneider, zawodników bez których reprezentacji Niemiec wielu sobie nie wyobrażało. O ich braku już zapomniano, chociaż trzej środkowi wciąż są aktywnymi zawodnikami, a Ballack  ponoć myśli jeszcze o powrocie do kadry. Ale czy znajdzie się tam jeszcze dla niego miejsce? Lider, mózg, wódz, zwał jak zwał, w każdym bądź razie ktoś tak ważny dla reprezentacji jak silnik dla Mercedesa  z miejsca stał się zbędny. W Niemczech pamiętają  o zasługach swojego chyba najlepszego piłkarza XXI wieku, ale gdy tylko ktoś ściśle związany z niemiecką piłką zostanie zapytany o Ballacka, stara się w delikatnych słowach dać sygnał, iż lepiej będzie, jeśli były zawodnik Chelsea i Bayernu da sobie spokój z piłką reprezentacyjną.  Po dziesięciu latach Niemców wreszcie stać na wymianę starej gwardii, którą w minionych latach często musieli mocno odkurzać na wielkie imprezy.

A wszystko dzięki temu, że Bundesligę zalał potop młodzieży. To ona stanowi siłę i trzon zajmujących czołowe miejsca w niemieckiej ekstraklasie zespołów Borussii Dortmund i FSV Mainz. Niemieccy młodzianie wysypują się na piłkarską powierzchnię niczym grzyby po deszczu i końca tego procesu nie widać. Niemiecki system szkolenia, którego działanie zapoczątkowano pod koniec ubiegłego stulecia przynosi niesamowite, dla rywali zatrważające efekty. W poprzednim, zakończonym Mundialem sezonie, na futbolowy piedestał wspięli się Manuel Neuer, Holger Badstuber, Thomas Mueller, Mesut Ozil czy Jerome Boateng. W obecnym: Mario Goetze, Kevin Grosskreutz, Marcel Schmelzer, Andre Schuerrle, Mats Hummels czy Lewis Holtby. Większość z nich zdążyła już zadebiutować w kadrze Joachima Leowa. Do dobitnie pokazuje, że Niemcy stawiają na młodość. Jednak niejeden trener się już przekonał, że młodość w futbolu to bomba, która może wybuchnąć w każdej chwili. To też w niemieckiej kadrze młodość ta występuje z domieszką doświadczenia. Z tym, że w niemieckich realiach doświadczenie występuje w postaci dwudziestopięcioletnich Bastiana Schweinsteigera i Lukasa Podolskiego, a oscylujący w granicach trzydziestki Per Mertesacker, Miroslav Klose czy Heiko Westermann, prawdopodobnie w najbliższej przyszłości wzorem Ballacka czy Fringsa, zostaną zmuszeni by ustąpić pola młodszym.

Niemcy mogą stanowić wzór dla nas Polaków w jaki sposób wyprodukować niesamowitą ilość klasowych bądź przynajmniej przyzwoitych piłkarzy. Umówmy się, pieniądze choć w Niemczech na pewno są większe, to jednak w Polsce problemu nie powinny stanowić, bo one są, tylko nikt nie potrafi ich spożytkować, bo nie ma planu. Kolejni selekcjonerzy biorą się za odmładzanie kadry, ale nie ma kim jej odmłodzić i efekty są takie, że mimo kilkuletnich przygotowań drużyny pod EURO 2012, wciąż nie mamy cienia pewności, czy się na tym czempionacie nie skompromitujemy. Niemieckie kluby biedne nie są, to każdy wie, ale wystawiają po pięciu lub więcej rodaków w podstawowej jedenastce zamiast kupować zawodników z zagranicy. Ci rodacy często mają po dwadzieścia, dwadzieścia pare lat. Są znakomicie wyszkoleni w szkółkach, ale by być graczami z prawdziwego zdarzenia, potrzebują ligowego ogrania, które polskim młodzianom często jest odbierane. W Polsce kluby w Ekstraklasie czy to w I-szej lidze, dzielą się na takie, które nie stawiają na młodych bo walczą o utrzymanie i na takie które nie stawiają na młodych bo walczą o europejskie puchary lub awans do wyższej klasy rozgrywkowej . Ponadto w ostatnich latach polskie kluby znacznie się w wzbogaciły i chyba niepotrzebnie, bo teraz stać ich na zawodników z zagranicy, ale nie takich, którzy by wydatnie podnieśli poziom ligi, lecz takich, który wydatnie odcinają dostęp polskim piłkarzom do gry na najwyższym krajowym poziomie. W rezultacie Polska została zalana przez europejski szrot, który niszczy nasz futbol. Przed sezonem Legia wymieniła pół składu i sprawdził się tylko Ivica Vrdoljak, ale oczywiście nie na miarę wydanych pieniędzy, wśród wielu zagranicznych transferów Wisły też roi się od niewypałów. To pokazuje jak często nasi ligowi dyrektorzy sportowi się mylą. Polskie kluby szukają zagranicą głównie dlatego, że jest taniej. Używając słów Zbigniewa Bońka, gdy jakiś Polak prosto kopnie piłkę od razu jego wartość gigantycznie rośnie. Z tego powodu Lecha, Legię czy Wisłę nie stać na transfer Sandomierskiego czy Grosickiego, ale teoretycznie porównywalnego pod względem sportowym Bośniaka czy Chorwata już tak, bo ci są wycenieni dużo bardziej adekwatnie do tego co sobą prezentują. W ogóle moim zdaniem w polskim futbolu zaczęły krążyć zbyt duże pieniądze co paradoksalnie szkodzi, bo wysokie transfery jak ten Sobiecha, to także wysokie pensje , przez co polskiemu graczowi nie opłaca się być lepszym, podnosić swoich umiejętności, bo i tak zarabia dwa razy więcej, niż dwa razy lepszy od niego, dajmy na to Słowak w swojej lidze. Jest to sytuacja chora, z której trudno będzie wyjść, ale wyjść trzeba, bo inaczej po raz kolejny spadniemy w międzynarodowej hierarchii o ligę niżej. Ja pisząc tę notkę o 1:35 w nocy, żadnego pomysłu, który z miejsca nie zostałby znegowany przez bandę piłkarskich działaczy i innych ludzi, którzy siedzą w futbolu i nade wszystko starają się na tym jak najwięcej zarobić nie widzę. Liczę więc na wasze propozycje.


pubsport.pl
Krystian Nowak

Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam:
http://prideoflondon.blox.pl/html

http://prideoflondon.blox.pl/html