Niemiecki Finał Ligi Mistrzów – redakcyjne starcie

Do wielkiego finału Ligi Mistrzów 2012/13 można już właściwie odliczać godziny. Kto zwycięży? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Póki co, trwa bitwa na argumenty, także i u nas. Oto konfrontacja poglądów dwóch naszych redaktorów, Krzysztofa Sędzickiego i Bartosza Śliwickiego.

Krzysztof Sędzicki: Jeszcze w grudniu, po fazie grupowej, pokusiłem się o stwierdzenie, że Bayern wygra Ligę Mistrzów w tym sezonie. Nie zaparłem się tej tezy ani razu, nawet przy okazji meczów bawarczyków z Barceloną, co przysporzyło mnie o ból serca. Zdania nie zamierzam zmieniać.

Bartosz Śliwicki: Ja utożsamiłem się ze słowami Jose Mourinho,  że Borussia jest w stanie wygrać Ligę Mistrzów, gdy wyjdzie z „grupy śmierci”. Do fazy pucharowej awansowała z pierwszego miejsca, pokonując wielkie marki. Zbratałem się też ze słowami Jerzego Dudka, iż BVB przypomina Liverpool z sezonu 2004/2005. W Champions League radzili sobie naprawdę znakomicie, choć nikt nie stawiał ich w gronie faworytów, a  w lidze zajęli dopiero piąte miejsce. To analogiczna sytuacja do dortmundczyków, którzy nieco lepiej radzili sobie na rodzimych boiskach, bo ostatecznie zajęli drugie miejsce. Jako autorytety sportowe bardziej przemawiają do mnie Dudek i Mourinho.

Krzysztof Sędzicki: Autorytety autorytetami, ale spójrz na fakty boiskowe z tego sezonu. Podopieczni Juppa Heynckesa w cuglach zwyciężyli w Bundeslidze w bieżącym roku. Tytuł zapewnili sobie już kilka tygodni przed ostatnim meczem, dzięki czemu mogli skupić się na innych rozgrywkach, m.in. Champions League, w której roznieśli  Juventus, który w tym sezonie również prezentował się naprawdę znakomicie (obronił Mistrzostwo Włoch), a także zmiażdżyli (bo słowo „roznieśli” to za mało) wspominaną wielką Barcelonę.

Bartosz Śliwicki: Z tą wielką Barceloną bym nie przesadzał. Okej, Bayern zagrał bardzo dobrze, ale ówczesna dyspozycja Blaugrany pozostawiała wiele do życzenia. Uważam, że Borussia poradziłaby sobie z nimi. Natomiast faworyzowana przeze mnie drużyna z Zagłębia Ruhry pokonała w pierwszym meczu Real Madryt w wielkim stylu, w rewanżu dość skutecznie się bronili, a Lewy nie wykorzystał kilku dogodnych sytuacji. Porównując półfinałowych rywali, to Bayern miał bezdyskusyjnie łatwiejszą przeprawę, bo Duma Katalonii grała wtedy fatalnie. Natomiast w lidze Bayern wygrał po prostu szeroką kadrą. Tego atutu brakowało BVB. Na większość pozycji bawarczycy mieli solidnego dublera, a ławka Borussii jest niesłychanie wąska, jak na klub z takimi ambicjami. W tym aspekcie upatrywałbym porażki Borussii w Bundeslidze.  A w bezpośrednich starciach w tym sezonie  Bayern pokonał Dortmund tylko raz, i to w Pucharze Niemiec.

Krzysztof Sędzicki: Zatem monachijczycy mają przewagę w postaci dłuższej ławki rezerwowych, a także – jakby nie patrzeć – lepszego bilansu w bezpośrednich konfrontacjach. Poza tym ekipa prowadzona przez Jurgena Kloppa nie prezentuje się ostatnio najlepiej. Nie wygrała żadnego meczu od miesiąca, podczas gdy ich sobotni przeciwnicy nie przegrali ani razu przez okres dwa razy dłuższy. Przytrafił im się w tym czasie tylko jeden remis – w jaskini lwa, czyli… Signal Iduna Park na początku maja. To też pokazuje, jakiego argumentu zabraknie Borussii w sobotę – własnego stadionu.

Bartosz Śliwicki: Nie zgodzę się, że Borussii zabraknie własnego stadionu. To w pewnym sensie jest atutem, bo przecież Signal Iduna Park ma największą frekwencję (ustępuje tylko Camp Nou). Ale nie uważałbym tego za kluczowe. W maju Borussia nie grała najlepiej w lidze niemieckiej, z tym się zgodzę. Sądzę, że wynika to z faktu, iż najważniejszym meczem sezonu dla nich jest sobotni finał i trochę pofolgowali sobie na krajowych boiskach, co może okazać się zarówno dobrym, jaki i zły posunięciem. Bayern za to grał na 100 %, śrubował wszystkie rekordy i nie wiadomo jak to się ma do finału. Choć kibicuję Borussi całym sercem, to martwi mnie trochę, że twój faworyt  jest w lepszej dyspozycji fizycznej.

Krzysztof Sędzicki: Nie wiem czy czytałeś artykuł z Rzepy, gdzie przedstawiona jest ciekawa sylwetka doktora Hansa-Wilhelma Müller-Wohlfahrta, znakomitego lekarza, u którego na różne schorzenie leczą się takie tuzy jak Boris Becker, Vladimir Kliczko, Ronaldo, Bode Miller, czy nawet Luciano Pavarotti. W związku z tym Bayern kondycyjnie jest przygotowany znakomicie, a jego główny doktor zna wiele ciekawych chwytów, które w niewielkim stopniu mogą okazać się pomocne. Tego frapującego medyka potraktuj jako ciekawostkę, ale wiadome jest, że Mistrzowie Niemiec mają znacznie lepszą dyspozycję fizyczną. Oprócz tego, według mnie, posiadają większy potencjał w ofensywie – Mandżukić, Mueller, Gomez + bramkostrzeni skrzydłowi. W moim odczuciu BVB za bardzo uzależniona jest od dyspozycji Roberta Lewandowskiego.

Bartosz Śliwicki: Zaskoczę Cię – czytałem artykuł – utwierdził mnie w przekonaniu, że Bayern to wielka firma, dba o każdy niuans, a owy doktor jest tego dobitnym przykładem. Borussia nie ma aż tak dobrych struktur, nie jest takim potentatem, ale idzie w dobrym kierunku.  Wymieni przez Ciebie napastnicy to solidni piłkarze, ale nie jest to obecnie poziom naszego Roberta. Mandżukić jest znakomity w powietrzu, na pewno nie ma tylu zdolności, co Lewy. Gomez to znakomity napastnik, ale pewnego poziomu już nie przeskoczy, a ten sezon jest dla niego gorszy od poprzedniego. Podobnie jest ze wspomnianymi skrzydłowymi. Robben i Ribery to według mnie znakomici gracze, ale najlepsze lata mają za sobą, a Goetze i Reus wydają się być ich lepszymi następcami. Ich największe umiejętności uwidaczniają się właśnie w tegorocznej Lidze Mistrzów, a finał może okazać się potwierdzeniem mojej teorii, że młode niemieckie wilki przewyższyły dużo bardziej doświadczonego Francuza i Holendra. Wracając do Lewandowskiego, to Polacy umieją grać finały LM. Boniek wywalczył zwycięskiego karnego, Dudek zachwycił nietuzinkową obroną rzutów karnych, ale i cały finałowy mecz spisywał się wręcz nieziemsko. Potraktuj to jako patriotyczny wtręt, ale warto zwracać uwagę na te historie.

Krzysztof Sędzicki: Nie ukrywam, że sam bardzo cieszę się z każdej polskiej bramki w Lidze Mistrzów i na pewno też radować mnie będzie ewentualne trafienie Roberta, Kuby lub Łukasza w sobotę, ale wątpię, by udało im się tak rozmontować defensywę rywala, by zwyciężyć. No, chyba, że przez długi czas utrzymywać się będzie remis i wszystko roztrzygnęłoby się w rzutach karnych. Jedynie taka forma wygranej Borussii (jeśli w ogóle) wydaje mi się najbardziej prawdopodobna. Z drugiej jednak strony, futbol już wielokrotnie okazał się dyscypliną okrutną i niesprawiedliwą – mam na myśli choćby finał z ubiegłego sezonu, który na pewno jeszcze boli kibiców w Monachium. Teoretycznie więc, wszystko może się zdarzyć, bo i jedni i drudzy mogą stawiać sobie pytanie: „jeśli nie teraz, to kiedy?”

Bartosz Śliwicki: Nie stawiałbym od razu Borussii na przegranej pozycji. Dobrze ująłeś to wszystko w ostatniej frazie twego wywodu. Możemy spierać się na argumenty, a futbol i tak to wszystko zweryfikuje. Nie będę mówił, że jest nieprzewidywalny, bo to drażniący mnie truizm. Gdyby był przewidywalny, to bukmacherzy zwijaliby manatki. Najważniejsze, by mecz był wspaniałym widowiskiem, a już najlepiej, gdyby Polacy nadzwyczajnie w nim zaistnieli, z resztą po raz kolejny.


pubsport.pl
Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/