Niemożliwe nie istnieje

To, co wydarzyło się w ostatnim meczu 1/8 finału EURO 2016 udowodniło, że piłka nożna jest najbardziej nieprzewidywalną dyscypliną. Malutka Islandia ogrywa reprezentację kraju, w którym wymyślono tę grę. To sensacja, o jakiej będzie się mówiło przez wiele lat. Dla Islandczyków to piękny sen, a dla Anglików, powód do wstydu. Chyba żaden angielski kibic nie zapomni tego, co wydarzyło się w ostatni poniedziałek.

W 1950 roku na słynnej Maracanie w Rio de Janeiro odbył się mecz decydujący o mistrzostwie świata. Brazylijczycy byli niemal pewni zdobycia tytułu już przed rozpoczęciem spotkania. Nie mogło być inaczej. Grali przed własną publicznością, a do wywalczenia pucharu wystarczał im remis. Rywalem była reprezentacja Urugwaju, która sensacyjnie wygrała 2:1. Puchar Świata nie został więc w Brazylii, a miejscowi kibice nie mogli w to uwierzyć. To był szok, a porażkę tę wspomina się do dziś. To dla każdego Brazylijczyka nieprawdopodobna trauma. W roku 2014 doszło do kolejnego meczu, po którym brazylijscy kibice i piłkarze chcieli zapaść się pod ziemię. Półfinał Mistrzostw Świata. Mundial znów goszczący na brazylijskiej ziemi. Gospodarze grają z Niemcami. Na stadionie w Belo Horizonte dzieje się coś niewiarygodnego. Jeszcze przed przerwą Niemcy strzelają pięć goli. Ostatecznie wygrywają 7:1. W Brazylii po latach znów szok i niedowierzanie.

Tym, czym dla Brazylijczyków są te dwa mecze, dla Anglików już zawsze będzie spotkanie z Islandią na Mistrzostwach Europy we Francji. Porażka 1:2 z reprezentacją tak malutkiego kraju to dla dumnych twórców piłki nożnej upokorzenie. To nieprawdopodobne, jak mało, przez wszystkie lata, od kiedy istnieje futbol, ugrali na międzynarodowej arenie, ci którzy go wymyślili. Anglia tylko raz była mistrzem świata. Stało się to w 1966 roku, kiedy mundial odbywał się w ojczyźnie tej gry, a w finale z Niemcami sędzia uznał gospodarzom bramkę, której uznać prawdopodobnie nie powinien. Na Mistrzostwach Europy Anglicy nigdy nie wywalczyli tytułu.

Przy okazji każdego wielkiego turnieju reprezentację Anglii wymienia się jako jednego z kandydatów do sięgnięcia po trofeum. Rzeczywistość niemal zawsze okazuje się jednak inna. Nawet teraz, kiedy wydawało się, że Anglia ma prawo liczyć na coś więcej niż odpadnięcie w ćwierćfinale, do tego ćwierćfinału nawet nie dochodzi.

Dla Anglików porażka z Islandią to bolesne przeżycie. Jednak zupełnie inne nastroje panują na Islandii. Jeśli ktoś przed mistrzostwami twierdził, że kraj, w którym jest około zaledwie stu piłkarzy, nie ma prawa grać na takiej imprezie, musi zmienić zdanie. Islandia zaskoczyła wszystkich. Aż trudno sobie wyobrazić, co musiało dziać się w tym kraju po końcowym gwizdku ostatniego meczu. Słychać to po głosie słynnego już islandzkiego komentatora, który na pewno sam nie spodziewał się, że będzie miał okazję opisywać tak radosne dla niego i jego rodaków wydarzenia. Właśnie, kiedy po raz pierwszy usłyszałem komentarz z meczu grupowego z Austrią, pomyślałem, że poszerzenie grona uczestników EURO miało swoje dobre strony. Dzięki temu inne kraje też mają powody do radości. Mistrzostwami żyją także kibice w innych krajach. Myślałem, że większa liczba uczestników negatywnie wpłynie na rozgrywki. Ale takie zespoły, jak Węgry, Albania (która wprawdzie nie wyszła z grupy, ale pozostawiła dobre wrażenie), czy właśnie Islandia pokazały, że nie do końca miałem rację.

Na pewno angielski futbol ma w naszym kraju szerokie grono fanów i entuzjastów. Sam bardzo lubię piłkę w angielskim wydaniu. Zresztą nie wyobrażam sobie, że można nie szanować tego, co Anglicy wnieśli do tej dyscypliny, nie wspominając o tym, że gdyby nie oni, piłki nożnej w ogóle by nie było. Ale po zwycięstwie Islandczyków, chyba wiele osób miało uśmiechy na twarzy. To było bez wątpienia historyczne wydarzenie. Takie historie lubimy wszyscy. To dzięki nim tak bardzo zachwycamy się piłką nożną.

fot. Grzegorz Wajda