(Nie)przeklęta 10-minutowa przerwa – wywiady po meczu Beef Master Budowlani – BKS Aluprof

Po długim, pięciosetowym boju między Beef Master Budowlanymi Łódź a BKSem Aluprofem Bielsko-Biała w meczu 10. kolejki Orlen Ligi siatkarek poprosiliśmy o wypowiedzi Aleksandrę Trojan, Karolinę Ciaszkiewicz-Lach (BKS Aluprof) i Sylwię Pycię (Beef Master Budowlani). Serdecznie zapraszamy do przeczytania!

Aleksandra Trojan – środkowa BKSu Aluprof Bielsko-Biała

Jesteście po bardzo trudnym dla was spotkaniu, szczególnie w dwóch pierwszych setach, kiedy niewiele wam wychodziło. Można było się spodziewać, że łodzianki zdominują was na siatce, ale chyba nie aż tak. Dlaczego tak się stało? Pytam nie bez powodu, ponieważ grasz na pozycji, w której ten element jest chyba najważniejszy.

– Pierwsze dwa sety były w naszym wykonaniu bardzo słabe. Popełniałyśmy bardzo dużo błędów, szczególnie w tym pierwszym, stąd wysoka porażka. W następnej partii już pojawiły się zalążki dobrej gry, zaczęłyśmy zmierzać w dobrym kierunku, ale to jeszcze nie wystarczyło. Jednak po dziesięciominutowej przerwie wjechałyśmy na właściwe tory, zdołałyśmy odwrócić losy spotkania i je wygrać.

A zatem wychodzi na to, że będziecie chwalić pomysł z tą przerwą. Coś szczególnego mówił wam trener Zawieracz w jej trakcie? Widoczna była poprawa zwłaszcza w przyjęciu zagrywki.

– Nie, żadnych specjalnych uwag nie było. Musiałyśmy się na nowo skoncentrować. Powiedziałyśmy sobie, że przecież nie przyjechałyśmy tu po porażkę, a po zwycięstwo, które wciąż było możliwe mimo trudnej sytuacji. I tak się właśnie stało.

Czy z punktu widzenia czysto siatkarskiego, nie patrząc na wynik, mecz zaliczacie do udanych?

– Pod kątem siatkarskim uważam, że w tym meczu za dużo punktów oddawałyśmy rywalkom po błędach. Mam nadzieję, że je wyeliminujemy i zdołamy utrzymać to czwarte miejsce w lidze, a może nawet uda nam się wyjść nieco wyżej w tabeli.

Dziś dużą rolę odegrały w waszym zespole rezerwowe. Ty też przecież weszłaś z ławki. Widziałaś pewnego rodzaju niemoc swoich koleżanek?

– Stanowimy drużynę i w związku z tym dwunastka mecz wygrywa i dwunastka przegrywa. Każda zawodniczka gra na swoim poziomie danego dnia i to naturalne, że się wymieniamy, gdy którejś nie idzie. Dziś to zafunkcjonowało i z tego się cieszymy.

Na koniec chciałbym zapytać o szczery cel na sezon. Wiadomo, że Chemik uciekł już daleko, ale tak naprawdę wydaje się, że z pozostałymi ekipami można jeszcze powalczyć.

– Chcemy przede wszystkim pozostać na 4. miejscu, by mieć teoretycznie łatwiejszego przeciwnika w fazie play-off. Jeśli uda się zająć wyższą lokatę, tym lepiej dla nas. Chcemy bić się o medale.

Karolina Ciaszkiewicz-Lach – MVP spotkania, BKS Aluprof Bielsko-Biała

Jak to się stało, że po pierwszym i drugim secie, gdzie wasze przyjęcie stało na kiepskim poziomie, w kolejnych partiach niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki wszystko się odmieniło?

– Myślę, że przez pierwszą godzinę byłyśmy zbyt nerwowe. Po tym nie najlepszym przyjęciu także nasz atak nie mógł dobrze wyglądać. Ponadto zespół z Łodzi bardzo dobrze bronił i wyprowadzał kontry, a my już nie potrafiłyśmy ich obronić. Traciłyśmy w ten sposób wiele punktów. Cieszę się, że po dziesięciominutowej przerwie odnalazłyśmy swój rytm i zagrałyśmy swoją siatkówkę.

Czyli rozumiem, że przez jakiś czas nie będziecie przeklinać tej przerwy? Po niej wasze problemy z grą na siatce, a także odbiorem zniknęły.

– Już drugi set miał inne oblicze, wiele elementów zaczęło nam wychodzić. Od tej pory zaczęłyśmy się nakręcać, czuć pewniej, a jednocześnie spokojniej, co pozwoliło powrócić do realizacji założeń taktycznych.

Dużo też musiało dać wprowadzenie siatkarek z ławki, czego jesteś chyba najlepszym przykładem.

-Każda zawodniczka, która pojawiła się na boisku przyczyniła się do tego zwycięstwa i czuć, że to jest sukces całego zespołu. Wspierałyśmy się także na boisku – gdy jedna leżała, to druga robiła wszystko, by podbić piłkę i wyprowadzić z tego atak. Rezerwowe wchodziły z konkretnym zadaniem i wywiązywały się z niego. Biorąc pod uwagę to, że przegrywałyśmy już 0:2, wygrana i dwa punkty bardzo nas cieszą.

Nagroda dla najlepszej zawodniczki meczu trafiła do ciebie nieprzypadkowo. Ciężko pracowałaś, bardzo często po przyjęciu z głębi boiska musiałaś ruszać do ataku. Marta Szymańska zmuszona była w pewnym momencie grać niemal wyłącznie do ciebie, bo byłaś jedyną zawodniczką potrafiącą skończyć akcje. Czułaś, że to był twój dzień?

– (śmiech) Ja wywiązywałam się ze swojej roli. Najważniejsze było, by zagrać swoje, tym bardziej, że zespół z Łodzi też grał bardzo dobrze, powiesił nam poprzeczkę bardzo wysoko. Myślę, że widowisko mogło się podobać, było dużo spektakularnych ataków. Niestety, zwycięzca może być tylko jeden, ale tak jak powiedziałam, mecz stał na dobrym poziomie.

To może zapytam przekornie: z czego się nie cieszycie?

– (śmiech) A dlaczego mamy się nie cieszyć po wygranym meczu?

Wiem, trochę podpuszczam, ale nie ma pełnej puli, więc chyba żal tego jednego punktu, bo czołówka tabeli ucieka.

– Cieszymy się ze wszystkiego, co zgarnęłyśmy, a na pewno wyciągniemy wnioski z dwóch przegranych pierwszych setów. Walczymy o najwyższe cele, zawsze skupiamy się na każdym następnym meczu. Za każdym razem chcemy zaprezentować się lepiej. Powiem tak: jeśli będziemy cieszyć się ze swojej gry i grać swoje, jak dziś w trzech wygranych setach, to wyniki same przyjdą.

Sylwia Pycia –  środkowa Beef Master Budowlanych Łódź

Kapitalnie rozpoczęłyście spotkanie, wydawałoby się, że świetny pierwszy set pozwoli na odniesienie wygranej. Tymczasem powoli wasze atuty – zagrywka, blok, także atak zaczęły znikać. Dlaczego?

– Cóż, 10 minut przerwy między drugim i trzecim setem na pewno wybija z rytmu oba zespoły – jeden ma z tego korzyść, a drugi niekorzyść. Nasza zagrywka zupełnie nie sprawiała problemu rywalkom, rozgrywająca mogła dobrze rozrzucać nasz blok, mimo, że goniłyśmy i szukałyśmy. Także i u nas siadło przyjęcie. Wygląda na to, że powtarza się scenariusz z meczu z Muszyną, ale tym razem z gorszym zakończeniem.

A może odczuwałyście presję związaną z konsekwencjami wygranej? Czwarte miejsce i trzy punkty przewagi nad piątym Bielskiem mogły wywołać trochę nerwów?

– Nie jest aż tak, że w trakcie meczu myślimy o punktach i o stawce. Myślimy o tym, by wygrywać i każdą kolejną akcję skutecznie skończyć, więc nie sądzę, aby wpływało to na nas jakoś deprymująco. Dotąd miałyśmy problemy z wejściem w mecz, a teraz okazuje się, że nie potrafimy w najważniejszym momencie roztrzygnąć go na swoją korzyść

Przez pierwsze dwa sety serwis kierowałyście głównie na libero, Mariolę Wojtowicz, która miała dość dużę problemy z przyjęciem. Po dłuższej przerwie grała już lepiej i czy w związku z tym odpadł wam jeden z atutów?

– Mariolka pokrywała praktycznie 3/4 boiska i trudno było trafić w kogoś innego. Faktycznie od trzeciego seta wręcz szalała w przyjęciu i obronie. Także i u nas zagrywka zaczęła szwankować nie była już taka pewna. Sama zepsułam chyba ze 4 dzisiaj.

Czy wejście Karoliny Ciaszkiewicz-Lach wiele zmieniło? Właśnie wtedy, gdy pojawiła się na boisku, gra gości ruszyła.

– Ciężko mi odpowiedzieć na gorąco, bo spoglądałam na rywalki jako na cały zespół, koncentrowałam się na grze swojej i swojego zespołu. Musiałabym obejrzeć jeszcze raz, by to ocenić.

Gdy zespoły przyjeżdżają do Łodzi, obawiają się waszego bloku, gry środkowych. Dziś też tak było, ale tylko przez pierwszą godzinę. Dlaczego później to zniknęło?

– Przede wszystkim siadło przyjęcie, było coraz mniej dokładne. Gdy tak jest, ciężko o dobrą piłkę do ataku – trzeba wystawiać na skrzydło wyższe piłki, przez co akcja traci tempo, a przeciwnik stawia dokładny, szczelny blok i jest ciężej. Wydaje mi się, że Magda (Śliwa – red.) i tak rozrzucała blok rywalek na tyle, na ile mogła.

Przed wami wyjazd na trudny teren – do Wrocławia, choć ostatnio Impel przegrał z PGNiG Piła. Czy zdobycie punktów będzie dla was zadaniem wykonalnym?

– Mamy taki sezon, że każdy może z każdym wygrać i trudno jest przewidzieć wynik. Jest on trochę zależny od dyspozycji dnia. Są oczywiście drużyny na wyższym poziomie finansowym, ale to, że przegrają ze słabszymi wyjdzie lidze na plus, ponieważ będzie ona przez to ciekawsza.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl