Niesprawiedliwość skoków, czyli manipulacje nie tylko pogodą

Od paru lat wszelkie laury w skokach narciarskich zbierają zawodnicy rodem z Austrii. Wyjątkiem pozostają MŚ w lotach, gdzie namieszać zawsze starają się Norwegowie. Zwykle z dobrym skutkiem. Zawody Pucharu Świata, Igrzyska Olimpijskie, czy Mistrzostwa Świata – to domena Austriaków. Po raz ostatni, reprezentanta tego kraju, nie zobaczyliśmy na podium olimpijskim w 2006 roku. A i to wyłącznie na skoczni normalnej. Od sezonu 2007/2008 dwóch Austriaków staje w marcu na podium Pucharu Świata. Wyjątkiem był sezon poprzedni, gdy podzielił ich Adam Małysz. To się już jednak więcej nie powtórzy. Nic nie zapowiada zmian w kwestii panowania czerwono-biało-czerwonych barw na skoczniach.

Tydzień temu z okładem poznaliśmy rozstrzygnięcia, niezwykle prestiżowego, Turnieju Czterech Skoczni. Wygrał Gregor Schlierenzauer, z całkiem pokaźną przewagą, przed swoimi rodakami – Andreasem Koflerem i Thomasem Morgensternem. Dopiero p o raz trzeci w historii Turnieju Czterech Skoczni na podium stanęli reprezentanci tylko jednego kraju. Poprzedni taki przypadek miał miejsce w połowie lat 70. Z całą pewnością wszyscy znajdują się obecnie w wysokiej dyspozycji, wielokrotnie zapisywali się na kartach historii. Wiele faktów wskazuje jednak, że skoki przestają być tak czyste, jakby się mogło wydawać.

W Turnieju Czterech Skoczni, z ośmiu standardowych, odbyło się jedynie sześć serii skoków. Za każdym razem, gdy jury decydowało się o odwołaniu serii, bądź restartowaniu zawodów, była to decyzja korzystna dla Austriaków. Zawody w Oberstdorfie zostały rozpoczęte od początku, gdy okazało się, że niemożliwe będzie przeprowadzenie dwóch serii. Daiki Ito miał wówczas dużą przewagę nad austriackimi zawodnikami, którym skoki wyraźnie nie wyszły. We wznowionym, jednoseryjnym konkursie triumfował już Gregor Schlierenzauer. W Innsbrucku po pierwszej serii prowadził Kamil Stoch. Wspomniany Japończyk (szósty po 1. serii) był wówczas trzeci w generalnej klasyfikacji TCS. To oni zostali puszczeni na rozbieg, przez Mirana Tepesa, bez chwili zastanowienia, jak się okazało później w fatalnych warunkach (szczególnie Ito). Obaj zepsuli swoje skoki. Wyczekujący na sprzyjające warunki Austriacy bez problemu zgarnęli pierwsze i drugie miejsce. Najprawdopodobniej Ito był zbyt groźny, a Schlieri miał wygrać wszystkie cztery konkursy. To się jednak mu nie udało, gdyż przegrał ten konkurs z Koflerem o ponad 5 punktów. Japończyka udało się jednak na dobre wyeliminować (dwudziesta siódma pozycja w konkursie i olbrzymie straty punktowe).

Inną kwestią zależną wyłącznie od człowieka są noty za styl przyznawane skoczkom. Nie mam pojęcia jaki trening stosują Austriacy, że niezależnie od jakości wykonanego skoku, ich noty nigdy nie są niższe niż osiemnastki. Dla porównania, skaczący przyjaźnie dla oka, Roman Koudelka i Daiki Ito, mogą o dziewiętnastkach (otrzymywanych przez Morgiego, Schlierego i Koflera regularnie) jedynie pomarzyć. Nota siedemnaście i pół stała się bardzo popularna wśród skoczków starających się walczyć z monopolem Austriaków. Walczyć jest jednak niezmiernie ciężko, skoro ludzie i przyroda sprzyjają zawodnikom austriackim. Podobno szczęście sprzyja lepszym, tylko czy skoki na tym nie tracą. To jest największy problem. Przewidywalność nieprzewidywalnego (dotąd) sportu bardzo niekorzystnie wpływa na popularność skoków narciarskich. Mika Kojonkoski stwierdził, że jego ukochana dyscyplina chyli się ku upadkowi i niezbędne są rewolucyjne i natychmiastowe zmiany, póki jest co ratować. Nam pozostaje wierzyć, że wszystko jest jak należy, czyste i nieskalane. I obyśmy mogli się martwić o zdrowie psychiczne Adama Małysza, gdy pewien chłopak z Zębu będzie dorównywał jego kolejnym osiągnięciom.


pubsport.pl
Adam Śmietański
Sport, muzyka i gry - trzy pasje nadające sens mojemu życiu. Niestety nie było mi dane spróbować swych sił w zawodowym sporcie, lecz jedynie pchnęło mnie to ku dziennikarskim wyzwaniom. Koszykówka, piłka nożna, kolarstwo - moi faworyci wśród walczących o uwagę kibiców.