Nietypowe igrzyska

Igrzyska w Soczi zbliżają się wielkimi krokami. Im bliżej imprezy, tym więcej nieprawidłowości wychodzi na jaw. Wszystkie szwindle, niedociągnięcia przenikają do opinii publicznej. Rosjanie trąbią sukces i uspokajają, ale jedno jest pewne: tak igrzyska robią już tylko oni.

Głośnym echem odbija się sprawa niewypłacania pieniędzy podmiotom, którym, wydawałoby się, forsa się należy. Dotknięci zostali robotnicy, którzy na próżno szukają wynagrodzenia przy pracach budowlanych. Wysiedleni też nie dostają umówionej wcześniej kwoty, co poniektórzy idą z tym do sądów, ale efekt jest odwrotny do zamierzonego. Wydaje się to dziwne, ale radość z igrzysk, którą będą odczuwać sportowcy i kibice, będzie w jakiejś skali okupiona ludzką krzywdą. To stwierdzenie trochę nieco przesadzone, ale fakt faktem, że Rosjanie pozwolili sobie na zbyt wiele.

Niezadowoleni będą także obrońcy przyrody. Jak wiadomo, Soczi znajduje się w unikalnym klimacie – połączenie śródziemnomorskiego z górskim. Budowa wielkiego miasteczka olimpijskiego, infrastruktury i całe wielkie przedsięwzięcie na pewno nie służy naturze.

O ile te wcześniejsze nieprawidłowości mogą nie robić wrażenia, to ilość wypranych pieniędzy podczas budowy stadionów robi je piorunujące. Za każdy stadion, który wybudowali Rosjanie, można by postawić takie dwa w Vancouver czy w Turynie. To przez powiązania polityczne, kumoterstwo pieniądze rozchodzą się w mig. Rosjanie mieli na nie wydać i tak astronomiczną kwotę 12 miliardów dolarów (dwa razy więcej niż Kanadyjczycy cztery lata wcześniej). Dziś szacuje się, że budżet nie zmieścił się w 50 miliardach dolarów. Opozycjoniści twierdzą, że rozkradziono połowę budżetu. Ile jest prawdy w zdaniu opozycji, tego nie wiemy, ale 50 miliardów dolarów robi wrażenie. Co gorsza, wielu przeciwników igrzysk twierdzi, że budynki nie są trwałe, mogą powodować zagrożenie dla kibiców i sportowców. To już byłoby czymś niewyobrażalnym.

Pewnie, że organizacja igrzysk to dobra okazja dla przeciwników Putina, by go pokazać w jak najgorszym świetle, a te pogłoski o niegospodarności i niebezpiecznych stadionach wydają się na wyrost, to jednak liczby nie kłamią. Fala krytyki spływa z całego świata. Inni wtórują głosom z kraju i grzmią o strasznych rzeczach, które dzieją się w Rosji. Krytyka jest spowodowana także tym, jakoby Rosja była krajem skrajnie nietolerancyjnym, co nie podoba się liberalnym mediom.

Summa summarum, igrzyska pewnie odbędą się bez większych przeszkód. Rosjanie chcą butnie zaznaczyć swoją potęgę. To było już celem wielu gospodarzy, np. w 1936 r. igrzyska odbyły się w nazistowskich Niemczech, co było zamysłem Hitlera, by pokazać całemu światu, jakim mocarstwem jest Rzesza. I w tym chyba tkwi sens organizacji takich imprez.

Nasuwa się więc pytanie o sens ich organizowania. Jakie korzyści ma z tego gospodarz? Większość dochodów zgarnia MKOL. Za zaletę podaje się promocje miasta, co ma się przełożyć na liczbę turystów i zyski z tym związane. Wydaje się to chybionym argumentem, bo organizatorzy poprzednich olimpiad albo ich mieli, albo po IO zachowali status quo. Wypływ igrzysk na rozwój miasta, regionu, wydaję się więc niewielki. Zatem racjonalnych powodów za organizacją tego rodzaju imprez nie ma. Do dziś Atlanta nie może uporać się z zadłużeniami, Grekom odbijają się czkawką, a areny stopniowo popadają w ruinę. Jedynie Londyn podszedł do tego tematu z zimną głową i prowadzi skuteczną politykę co do obiektów olimpijskich, m.in. zmniejszanie liczby miejsc, otwarcie ich dla mieszkańców. Reszta organizatorów i ich koncepcja pozostawiają wiele do życzenia.

Jedynym kierunkiem przyznawania praw do organizacji jest wybór potęg gospodarczych. Dziś jest ich już tak dużo. Mało który kraj da sobie radę ekonomicznie po IO. Wyjątkiem pozostają dziś takie potęgi jak Chiny, Korea Południowa, Japonia i te budowane za petrodolary. Inny wybór to po prostu za duże obciążenie dla gospodarki.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki

Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.