Niewypał w 62. Derbach Łodzi

Derby miasta to spotkanie niezwykłe, nie trzeba nikomu tego tłumaczyć. Gra toczy się tu o więcej niż trzy punkty, na przykład o… utrzymanie w T-Mobile Ekstraklasie. Ta nieprzyjemna dla łodzian ironia ilustruje miejsce łódzkiej piłki nożnej w ostatnim czasie. Zwycięzca dzisiejszego spotkania mógłby więc nieco poprawić swoją sytuację w tabeli. Tyczy się to zwłaszcza ŁKSu, który ciągle nie jest pewny gry w lidze na kolejny sezon.

Przed meczem próbowałem być niepoprawnym optymistą i zapragnąłem zobaczyć ładne widowisko. Zobaczyłem, lecz jedynie momentami. Skrupulatnym zaznaczę, że te momenty to czas pomiędzy 20. a 30. minutą i pierwsza połówka drugiej połowy. W każdym z tych fragmentów wydawało mi się, że w końcu mecz się rozkręci, ale chwilę po pojawieniu się takiej myśli w mojej głowie, piłkarze powracali do przeciętności.

Podczas pierwszych 45 minut ciśnienie skoczyło mi chyba tylko raz – w momencie, gdy Tunezyjczyk Hachem Abbes zmarnował doskonałą sytuację. Będąc kilka kroków od linii bramkowej główkował prosto w Pavle Velmirovicia.

Poza tym, brakowało takich klarownych sytuacji do zdobycia gola zarówno jednym, jak i drugim. Generalnie szukano szans poprzez długie podania ze środka pola, a najczęsciej adresatami takich piłek byli, jak się potem okazało strzelcy bramek, Marek Saganowski oraz Marcin Kaczmarek. Obie ekipy czasem spróbowały też ataku skrzydłami. Więcej zagrożenia przynosiły rajdy Wojciecha Łobodzińskiego na prawym, który musiał pracować za dwóch, bo po przeciwnej stronie Agwan Papikjan był właściwie niewidoczny.

Wspominałem dwa akapity wyżej o pudle Abbesa. Obrońca Widzewa odkupił część win asystując przy bramce Marcina Kaczmarka. Któż by przypuszczał, że kilkadziesiąt sekund później ŁKS wyrówna i to po takiej piętce, że palce lizać. Brawa dla Antoniego Łukasiewicza za przytomność umysłu oraz błysk na placu gry. Oczywiście ciepłe słowa należą się też Markowi Saganowskiemu za wykończenie, lecz on po prostu nie mógł się doczekać, kiedy w końcu dostanie dobre podanie od swoich partnerów. Całe szczęście, mógł tę sportową złość wyładować w strzale, który doprowadził do remisu.

Okazało się, że gol Kaczmarka był zadaniem trudnym do skopiowania, ponieważ w podobnej sytuacji znalazł się jeszcze Radosław Matusiak, ale strzelił prosto w Velmirovicia. Nie wiem czy przypadkiem nie trafił go w głowę. Jeśli już jestem przy napastniku Widzewa, to muszę zaznaczyć, że bardzo mi się nie podobała jego gra. Nie dość, że mało próbuje i, co za tym idzie, nie trafia, to jeszcze dużo fauluje w głupi sposób. Mam wrażenie, że po wyjeździe z Bełchatowa w 2006 roku piłkarz ten stracił wyczucie w grze. Nic dziwnego, skoro przez te niespełna 6 lat wystąpił w takiej samej liczbie spotkań, jak przez 3 lata w GKSie.

Jak to w derbach, musiało być trochę walki. Przez całe spotkanie w statystyce fauli Widzew był lepszy. Podopieczni Radosława Mroczkowskiego rzadko znajdowali inny sposób na przerwanie gry niż przewinienie na rywalu. Pod koniec meczu także gospodarze zaczęli grać ostrzej. To popsuło nieco obraz gry i opinie o niej po ostatnim gwizdku.

Od razu po spotkaniu wykrystalizowała mi się opinia o nim. Było ono ponadprzeciętne, a wynik, jaki padł należy uznać za sprawiedliwy (ha! znów 3 punkty w scoremasterze!). Lekką przewagę mieli zawodnicy ŁKSu, którzy częściej byli przy piłce i częściej zagrażali bramce Macieja Mielcarza, ale ich ataki nie były tak groźne, jak te wyprowadzane przez Widzewiaków.

Jeśli mógłbym zasugerować „Kontakty Świra” za derby Łodzi, to przyznałbym po jednym:

  • Łukaszowi Broziowi za pracowitość w defensywie
  • Marcinowi Kaczmarkowi za „całokształt twórczości”
  • Wojciechowi Łobodzińskiemu, który musiał harować za dwóch
  • Antoniemu Łukasiewiczowi naturalnie za piętkę

Bramkowy remis, jaki dzisiaj padł przy Al. Unii, jeżeli może kogoś satysfakcjonować, to minimalnie piłkarzy Widzewa, którzy już raczej na pewno zostaną w lidze na przyszły rok. Dla ŁKSu taki rezultat nie jest zbyt korzystny. Gdyby zespołowi temu udało się dziś zgarnąć pełną pulę, to zrównałby on się punktami z Lechią Gdańsk. A tak, przez następne pięć kolejek będzie nerwowe zabieranie punktów. Rozkład jazdy drużyny prowadzonej przez Andrzeja Pyrdoła nie wygląda przyjaźnie – Wisła, Korona, Ruch, PGE GKS i Jagiellonia. Gdańszczanie mają terminarz podobny, ale wciąż zostaje im „dwupunktowy margines błędu”.

62. derby Łodzi to też porażka organizacyjna. Stadion jaki jest, każdy widzi, ale chodzi tu głównie o ilosć osób, jaka przybyła na niego. Początkowo myślałem, że liczba 3900 osób to niezły wynik, bo w Skrabie Kibica „PS” napisano, że PZPN dopuścił jedynie 4000 miejsc. Lecz po niewłaściwym umieszczeniu trybun na planie w dodatku do gazety i sygnałach od znajomych zacząłem wyczuwać, że coś jest nie tak. Po chwili szukania odnalazłem informację, że w poniedziałek otwarte będą kasy, bo w sumie do rozprowadzenia jest „tylko” 5736 wejściówek…

Powstaje pytanie, czy to wina poziomu reprezentowanego przez klub, stanu Estadio da Gruz, czy rodzinnego świątecznego obiadku kibica. A może po prostu fani bali się o własne bezpieczeństwo? Według mnie wszystko się skumulowało, choć z tym bezpieczeństwem ponoć było nieźle, bo większych incydentównie odnotowano. Wszystko przez absencję sympatyków Widzewa na Al. Unii. Nie da się ukryć, że ŁKS naprawdę znajduje się w ciężkiej sytuacji, zaś rywal zza miedzy jakoś się trzyma, ale nie ma specjalnie perspektyw na przyszłość…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl