Niezbyt deszczowe, a jednak ekscytujące ściganie na Sepang

Ufff… Ochłonęliście? To był niesamowity wyścig. Już dawno nie odczuwaliśmy takich emocji w walce o wygraną. Wprawdzie rywalizacja nie była do końca sportowa i spontaniczna, ale i tak spowodowała, że nie mogłem usiedzieć na miejscu.

Tyle się dziś wydarzyło, że zastanawiam się, od czego by tu zacząć. Myślę, że najlepiej będzie od początku, czyli pierwszych okrążeń. Przede wszystkim należy uchylić czoła przed Markiem Webberem za to, jak ruszył, bo tak dobre starty mu się nie zdarzają. Od razu przełożyło się to na lepszą pozycję. W jej uzyskaniu pomógł mu także trochę Fernando Alonso, który (on albo jego zespół) podjął ryzyko jazdy z przekrzywionym przednim skrzydłem. Gdyby udało mu się przejechać te 3-4 okrążenia, to chwalilibyśmy go za kontrolę nad autem i różne takie. Natomiast po takim biegu wypadków można tylko bezradnie rozłożyć ręce. Trudno, tym razem pokerowa zagrywka się nie opłaciła.

W dalszej części ścigania odniosłem wrażenie, że zarysował nam się układ sił, jaki możemy mieć w tym sezonie – Red Bull, Mercedes, Ferrari (Alonso, który pewnie biłby się o podium), Lotus i McLaren. Oczywiście możliwe są przetasowania, ale moim zdaniem jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz. No, może Kimi czasem wskoczy wyżej, bo znów zrobił o jeden postój mniej niż konkurencja, ale wszystko wyjdzie w ciągu kolejnych eliminacji MŚ.

Wrzuciłbym jeszcze może do tej grupy zespołów gdzieś w drugiej części Force India, ale najpierw powinni oni popracować nad dopasowaniem nakrętek do kół. Co ciekawe, jest to oficjalny powód, dla którego Sutil i di Resta wycofali się z walki. Swoją drogą trochę szkoda, bo naprawdę pokazują się z dobrej strony na początku tego roku.

Gdy ujrzeliśmy już flagę w biało-czarną szachownicę, zamieściłem takiego tweeta:

Bo naprawdę Red Bull dziś robił chyba wszystko, żeby wypuścić Vettela przed Webbera. Najpierw na 5. okrążeniu zmienili Niemcowi opony na pośrednie slicki, a Australijczyk usłyszał „stay out, too wet in sector 1„. Wówczas tłumaczyłem to sobie faktem, iż Sebastian może mieć ustawienia bardziej pod mokrą nawierzchnię. Jednakże potem Mark zjechał do boksów po komplet twardych gum i… po kilkunastu „kółkach” ponownie zawitał do alei serwisowej, lecz wcześniej od zespołowego kolegi. Zupełnie jak na złość wszystkim, nawet po zmianie Vettela, wciąż to on prowadził. Ta sytuacja powtórzyła się raz jeszcze na kilkanaście okrążeń przed metą, a wtedy dodatkowo do walki włączył się Hamilton, ale o nim za moment. Gdy Sebastian uporał się z Brytyjczykiem, nagle jakimś dziwnym trafem tempo Webbera zaczęło słabnąć. Następnie oglądaliśmy kilka minut pasjonującej bratobójczej walki w Red Bullu i pojawiły się obawy, że może się ona skończyć jak w Turcji przed trzema laty. Kiedy jednak z batalii zwycięsko wyszedł Vettel, Webberowi znów spadło tempo, po czym wróciło, ale już wówczas, gdy jego zespołowy partner miał parę sekund przewagi.

Nie wydaje mi się, aby wszystko to było subiektywnym biegiem wypadków. Ale nie winiłbym tutaj trzykrotnego Mistrza Świata, ponieważ z jego wypowiedzi wynika, iż mógł nie wiedzieć o strategii zespołowej. Być może moje opinie (a raczej obserwacje, jeśli chodzi o akapit wyżej) są nieobiektywne, ale tutaj można znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego kibicuję Australijczykowi – on przez całą swoją karierę ma pod górkę. Myślę, że gdyby wygrał, nastroje na podium byłyby zgoła odmienne. No i nie iskrzyłoby pomiędzy kolegami z teamu. Mam nadzieję, choć jest ona dość płonna, że w stajni pod czerwonym bykiem wyciągną nauczkę z dzisiejszych wydarzeń.

Z kolei w Mercedesie, który znów udowodnił, że dysponuje bardzo szybkim bolidem w tym roku, nie było żadnego owijania w bawełnę – padł wyraźny i jasny komunikat: Lewis Hamilton miał być trzeci i Nico Rosberg miał mu w tym nie przeszkadzać. I tak też było, choć wszyscy chyba widzieliśmy, że Niemiec byłby w stanie spokojnie wyprzedzić swojego zespołowego kolegę. Ale w przeciwieństwie do Marka Webbera nie ma do nikogo pretensji, powiedział później, że „jeździ dla Mercedesa, rozumie sytuacje, chłopaki wykonali wspaniałą robotę i dziękuje Lewisowi za miłe słowa (Hamilton przyznał, że to Rosbergowi należało się podium)”. Widać zatem komu na kim zależy, jednakże nie wierzę, żeby Nico nie miał w sobie choćby odrobiny nutki złości/zazdrości. No cóż, najwyraźniej dobrze to maskuje.

Jeden z pierwszych wniosków, jaki nasuwa się po pierwszych dwóch wyścigach nowego sezonu jest dość oczywisty: trzeba dbać o opony i precyzję przy jej zmianach. Tym razem jest to ważne jak dawno nie było. Już wiem, że moje porównania do ogumienia marki Bridgestone z tekstu o GP Australii nie były do końca trafione. Jednakże wydaje się, że na każdą niedzielę kierowcy będą chcieli mieć jak najwięcej nieużywanych twardszych opon, by zredukować do minimum liczbę pit stopów.

Wspominane przeze mnie przed tygodniem „rozbudzone aptetyty” wzrosły jeszcze bardziej. Aż szkoda, że na kolejną rundę sezonu trzeba czekać 3 tygodnie. Na pocieszenie pozostaje fakt, iż tydzień po GP Chin od razu nadejdzie GP Bahrajnu i wszyscy, którzy nie lubią wcześnie wstawać na Formułę 1 przestaną narzekać. Ja się do tej grupy nie zaliczam. Wcale mi nie szkoda krótszego spania w weekendy z F1!

Aha, jeszcze słówko o McLarenie. Tam się przyda jakiś mocny wstrząs. No i ktoś za nim tęskni… 🙂

Oba zamieszczone zdjęcia (to powyżej i miniaturka na stronie głównej – chyba najlepszy komentarz do rezultatów wyścigu) pochodzą ze strony fanów Jensona Buttona na facebooku.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl