Najlepsi z najlepszych

Wraz z dekoracją najlepszych drużyn Ligi Światowej 2011 odbyła się dekoracja zdobywców nagród indywidualnych. Czyli nagrody MVP, oraz siedmiu nagród za osiągnięcia w różnorakich dziedzinach, które to przyznawane są na podstawie statystyk. O ile nagroda dla najlepiej punktującego niewątpliwie jest jako idea sama w sobie dobrym pomysłem i nic innego aniżeli statystyka nie może o tym decydować, ale w klasyfikacji najlepszy rozgrywający, czy najlepszy libero kryteria mogą być trochę bardziej płynne. FIVB umywa ręce od potencjalnych kontrowersji jakie mogły by wystąpić przy nagrodach indywidualnych – wszak do wygrania jest niemała kasa. Ja jednak żadnych pieniędzy dawał nie będę więc mogę śmiało pokusić się o subiektywny wybór najlepszej siódemki turnieju. Albo i nawet dwóch siódemek. A co to, nie stać mnie? Zatem do rzeczy. Oto najlepsza siódemka zakończonego wczoraj turnieju finałowego Ligi Światowej 2011:

rozgrywający: Luciano de Cecco(Argentyna). To, że statystyki rozgrywających nie muszą oddawać rzeczywistości nie oznacza, że nie mogą się one okazać trafne. Argentyńczyk pokazał niesamowitą lekkość gry. Bawił się otrzymywanymi od przyjmujących piłkami. Niestety dla niego w momentach kluczowych (vide mecz o trzecie miejsce, choć półfinał trochę też) trochę tej lekkości brakowało, ale nie zmienia to faktu, że jest to facet o niesłychanych umiejętnościach. Słabszą postawę w kluczowym meczu można zrzucić na garb młodości i niedoświadczenia. Właściwie jest to dość mocny argument, żeby nie umieszczać go w siódemce turnieju, ale jakoś żaden inny rozgrywający nie zwrócił takiej uwagi. A gra tego zawodnika przypomina nieco zapomnianego trochę na reprezentacyjnych arenach Ricardo Garcię.

środkowi: Lucas(Brazylia) i Dmitrij Muserskij(Rosja), czyli w sumie 427 centymetrów chłopa. Obaj nie dość, że są potężni, to jeszcze dość zwinni i skoordynowani – przynajmniej jak na swój wzrost. Myślę, że de Cecco z Lucasem bardzo łatwo dogadaliby się co do szybkiej, efektownej i efektywnej gry. Z Muserskijem też by sobie poradzili. Choć obawiam się, że szybkie piłki Argentyńczyka, które będąc w najwyższym punkcie swojego lotu są metr nad siatką mogą być dla kolosa z Rosji za niskie. Jakkolwiek Muserskij nie jest w rosyjskiej kadrze maksymalnie wykorzystany w ataku, to jednak przy ustawieniu bloku jest postacią kluczową. Tak samo jak w budowanym właśnie składzie najlepszych z najlepszych. No i jeszcze ta zagrywka…

atakujący: Maksim Michajłow(Rosja). Wybór nie mógł być inny. Młody Rosjanin może nie jest technicznym maestro, ale gdzie jest blok widzi, gdzie go nie ma też widzi. A najlepiej widzi gdzie jest pomarańczowe i tam najczęściej ląduje piłka po jego piorunujących atakach. A także po nierzadko równie piorunujących blokach i zagrywkach. Ten człowiek to gotowy towar na najlepszego zawodnika świata w najbliższych latach. Już parę lat temu, jak wchodził z ławki z Poltavskiego, potrafił rozbić rywali – niejednokrotnie wysyłając na dłużej do kwadratu dla rezerwowych tego słynnego atakującego. Przy swoim świetnym zasięgu i sile trzeba też wspomnieć o niezłej szybkości. W finale Butko nie raz przyspieszał piłki w jego kierunku. Jeśli rozgrywać ma mu de Cecco to tym bardziej będzie musiał się do tego przyzwyczaić.

przyjmujący: Bartek Kurek(Polska) i Giba(Brazylia). No przecież nie mogłem pominąć Kurka. Wiemy doskonale co on prezentuje i chyba nie muszę się tu rozpływać nad jego umiejętnościami. Jeśli chodzi o Gibę: po raz kolejny pokazał niesamowitą klasę. W każdym elemencie. Dokładnie każdym. Czyli także w przyjęciu, a przecież nie mogłem dać do tego superskładu dwóch ofensywnych przyjmujących. Choć nazwanie Giby defensywnym przyjmującym może być trochę na wyrost…

libero: Krzysztof Ignaczak(Polska). Po prostu najlepszy na swojej pozycji. Najwięcej obron. Najlepsze przyjęcia. Najwięcej ambicji. Najwięcej energii.

Tak więc pierwsza siódemka prezentuje się wspaniale w polu serwisowym – wszyscy posiadają silną i agresywną zagrywkę z wyskoku. Dorobek tych zawodników w tegorocznym turnieju finałowym wynosi 38 asów serwisowych. Mamy uwielbiającego kombinacje rozgrywającego, który wraz z dwoma Brazylijczykami może robić niezły zamęt na siatce. Słowiańscy skrzydłowi obecni w tym zestawieniu, choć na pewno troszkę bardziej toporni od Latynosów, także potrafią zebrać się do siatkarskiego ekspresu. Przyjęciem zajmują się Igła z Gibą i Kurkiem, który na tym turnieju także potrafił znakomicie spisywać się w tym elemencie. Przed chwilą Gibę nazwałem tym bardziej defensywnym przyjmującym, ale jak spojrzeć na przykład w statystyki przyjęcia, to nasz reprezentant jest wyżej klasyfikowany. Jeśli chodzi o blok, to rywale na pewno będą szukać stref de Cecco i Giby, aczkolwiek ten drugi też nie w ciemię bity w tym elemencie. A gdy rozgrywający rywali zobaczy pod siatką Kurka, Michajłowa i Muserskija to chyba dość mocno zabije mu serce. A kto będzie stał po drugiej stronie siatki tej wyborowej siódemki. Oto „prawie” wyborowa siódemka:

rozgrywający: Alexandr Butko(Rosja). Skoro trzeba wejść na boisko i rozpykać super ekipę, to ten zawodnik wie jak to zrobić. Nie zawaha się przed żadnym zagraniem, gdy dogranie będzie dobre. Vis a vis Butki z pierwszej siódemki też wydawał się być takim zawodnikiem, ale gdy przyszło co do czego, to okazało się jednak nie. A rosyjski rozgrywający po prostu wszedł na boisko i zrobił co trzeba. Z resztą i podczas meczu fazy grupowej, gdy Brazylii trochę olała Rosjan Butko po wejściu na boiska pokazał się z niezłej strony.

środkowi: Alexandr Wołkow(Rosja) i Sebastian Sole(Argentyna). Wołkow zagrał wyśmienicie w kluczowych momentach. Po prostu siał postrach wśród atakujących, gdy ci dostawali piłkę na przeciwko niego. W bloku niewiele odstaje od Muserskija. A Sole? Tak trochę z braku laku. Choć w sumie skuteczny w bloku, skuteczny w ataku, z zagrywki też straszy… mnie nie zachwycił. Choć może powinien. Zwłaszcza że ma dopiero 20 lat. To znaczy będzie miał. We wtorek.

przyjmujący: Taras Chtiej(Rosja), Facundo Conte(Argentyna). Jeśli chodzi o Rosjanina to napisać trzeba to, co dotyczy wszystkich Rosjan – w kluczowych momentach grał znakomicie. Środkowi, owszem, Michajłow, jak najbardziej, ale obaj przyjmujący także byli pewniakami w ataku. Chtiej dostawał trochę więcej piłek, trochę więcej kończył, trochę lepiej przyjmował – dlatego to on, a nie Bierukow znalazł miejsce w tej siódemce. Facundo Conte – argentyńska perła. Już za rok, albo dwa to on pewnie będzie w tej najlepszej siódemce. Zawodnik po prostu zjawiskowy.

atakujący: Matthew Anderson(USA). Amerykanin wprawdzie grał w tym turnieju na przyjęciu, ale przekątna nie jest mu obca. A ciekawych kandydatów na tej pozycji niewielu. Anderson pełni tutaj funkcję symbolu przemiany pokoleń także w amerykańskim zespole. Już nie tylko Priddy i Stanley straszą ze skrzydeł. Ten 24-letni przyjmujący punktował najwięcej dla USA na tym turnieju i to do niego kierowane były piłki w decydujących momentach. Czym Anderson odwdzięczał się znakomitymi atakami.

libero: Alexis Gonzalez(Argentyna). Argentyńczycy w wielu kwestiach przypominają drużyną brazylijską. I podobnie jak Canrinhos mają w swoich szeregach świetnego libero. Może nie mającego takiego statusu w zespole jak Sergio, aczkolwiek na to jeszcze przyjdzie czas. Wszak i Sergio kiedyś był tylko przewspaniałym libero, nie zaś liderem zespołu.

Można jeszcze spojrzeć zawodnikom w metryki. Wszak trochę o tej zmianie pokoleń pisałem. Pierwsza siódemka, mimo obecności Giby i Igły może się pochwalić średnią wieku 25,9. Zespół numer dwa jest dokładnie o rok młodszy. Można jeszcze pośród te dwie ekipy rozdysponować Anastasiego i Aleknę i ucztować. Najlepiej w Ergo Arenie.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl