No i co z tą hiszpańską piłką?

Wszystkich tych, którzy mają dość Barcelony, Realu, ich potęgi i biadolenia o tym, że nie będzie El Clasico w finale LM nie zapraszam do czytania tego artykułu. Tu będzie głównie o nich i o innych hiszpańskich klubach, które zawojowały Europę w tym sezonie.

Rozpocząłem majówkę dość wcześnie, a przez to nie zdążyłem napisać niczego o rozstrzygnięciach w półfinałach Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Będzie jeden hiszpański finał, ale nie będzie to potyczka między Barceloną a Realem. Czy można już zatem wyciągać jakieś wnioski?

Mój wpis o słabnącej potędze Barcelony pojawił się już w nocy z wtorku na środę, tuż po tym, jak Duma Katalonii odpadła. Dodatkowo, z klubem pożegna się Pep Guardiola, a prawdopodobnie razem z nim kilku graczy. Filozofia gry Barcy raczej się nie zmieni, bo nowym szkoleniowcem zostanie Tito Vilanova, ale to może już nie być ten sam zespół, który brylował w ostatnich latach na całym świecie.

A może nie jest (i nie będzie) tak źle? Jeśli to po prostu chwila słabości ekipy, która nie schodzi ze szczytu od kilkudziesięciu miesięcy, to wszystkie te obawy są niepotrzebne. Ciężko powiedzieć, co za choroba dopadła klub ze stolicy Katalonii – czy to zwykłe przeziębienie, czy poważniejsza dolegliwość, którą trzeba będzie leczyć antybiotykiem w postaci sezonu przerwy od wielkich oczekiwań.

Z kolei Real jest ponoć w najlepszej formie od dekady, zatem lepszej okazji do zdobycia Pucharu Europy od tego czasu nie było. Jednak, z drugiej strony, Jose Mourinho dokonał ostatnio z zespołem Królewskich wielkich rzeczy – pokonał Barcę na Camp Nou i najprawdopodobniej przerwie jej passę trzech Mistrzostw Hiszpanii pod rząd. Lecz na własnym terenie nie dał rady zapewnić sobie awansu do finału Champions League.

Należy przyznać, że w środę wieczorem, na Bernabeu, Bayern zaprezentował się naprawdę świetnie. Ekipa Juppa Heynckesa wyglądała, jakby zupełnie nie bała się faworyzowanego przeciwnika, choć ten zadał im na początku dwa mocne ciosy. Potem już stan gry się nieco wyrównał, a nawet chwilami goście przejmowali inicjatywę i poważnie zagrażali rywalom.

Ponownie rywalizacja Bawarczyków z Madrytczykami była kapitalnym widowiskiem i przyniosła wiele emocji. Aż nie chciało się tego zamykać w 180 minutach – trzeba było dodatkowych pół godziny gry i jeszcze serii rzutów karnych, aby wyłonić finalistę LM 11/12. Zobaczyliśmy niepowtarzalne obrazy – Real, który miał nóż na gardle rywala nie dobił przeciwnika, a potem niespodziewanie sam znalazł się pod ostrzem. A The Special One klęczał i prawdopodobnie modlił się o wygraną, bo niczego innego nie był w stanie zrobić.

Po raz kolejny Królewskim czegoś zabrakło. Nawet sam wielki Mou nie doprowadził do końcowego triumfu w Lidze Mistrzów, a jak już napisałem, lepszych warunków już chyba nie mógł sobie wymarzyć. Po raz kolejny piłka nożna pokazała nam swój urok i o Puchar Europy powalczą ci, których skazywano na pożarcie w 1/2 finału. Postaram się stworzyć wpis, w którym zajmę się tylko i wyłącznie nimi – będę się rozpływać nad osiągnięciami Bayernu i Chelsea z tego sezonu oraz roztrzygać inne kwestie. Na tę chwilę można uznać, że jeszcze jestem w szoku po wynikach półfinałów Ligi Mistrzów.

Inny europejski skalp – Puchar UEFA za wygranie Ligi Europy znów trafi na iberyjską ziemię, być może nawet wróci do Madrytu. Znów okazało się, że tamtejsze rejony są aktualnie najsilniejsze piłkarsko, a poświadczeniem tego mogą być proporcje klubów w poszczególnych fazach rozgrywek w klubowych rozgrywkach Starego Kontynentu. Zapowiedź finału LE również mam zamiar napisać, a teraz wspominam o nim tylko po to, ażeby zwrócić uwagę na problem poruszony w temacie. Wiemy, że na pewno trofeum za wygranie Europa League powędruje na hiszpańską ziemię.

Futbolowi w Hiszpanii jeszcze daleko do kryzysu. Choć nadal dwa kluby wyrastają ponad resztę, to okazuje się, że ta druga siła z Primera División także stoi na wysokim poziomie. Nie są to co prawda najwyższe trofea, ale przecież i tak wszystko zostanie ładnie policzone do klubowego rankingu UEFA, gdzie Espana prędzej czy później będzie stać na czele. Na drugim biegunie staje chłopski rozum i mówi: „Skoro ci są najlepsi, to czemu nie grają w finale najlepszych rozgrywek?” I problem pozostaje nierozwiązany

Niebawem rozpoczną się Mistrzostwa Europy na polskiej i ukraińskiej ziemi. Będzie to swoisty sprawdzian dla wciąż aktualnych obrońców trofeum. Czy uda im się zachować ten tytuł na kolejne cztery lata, przekonamy się w czerwcu i lipcu. Póki co, nie chcę wyrokować, ponieważ do Euro został jednocześnie tylko i aż miesiąc z okładem. Zakładam więc, że na prognozy jeszcze znajdę czas.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl