Nole ponownie panem Melbourne

W Melbourne Park powtórka z rozgrywki. Tak jak przed trzema laty królem Australian Open Novak Đoković, który w finale zagryzł potulnego jak baranek Andyego Murraya.

Kiedy Andy w sierpniu zeszłego roku wygrał turniej w Toronto po drodze pokonując Rafę Nadala i Rogera Federera piałem z zachwytu przewidując, że właśnie nadchodzi czas Murraya! Że dojrzał, że zaczął grać odważniej, że w końcu w siebie uwierzył i takie tam duperele. Z co z tego wyszło wszyscy widzieliśmy. Jak się okazuje Andyego stać tylko na takie chwilowe zrywy, może błyszczeć w cyklu Masters 1000, ale dwutygodniowa rywalizacja w Wielkim Szlemie to nie dla niego. Rozkapryszony, mający wszystko podane na złotej tacy Brytyjczyk prędzej czy później wywinie jakiś numer, bo taki ma po prostu charakter. Tenis to dyscyplina, która idealnie odzwierciedla przełożenie osobowości, wychowania zawodnika na jego postawę na korcie. Tutaj twardym trzeba być, a nie miękkim! Trzy wielkoszlemowe finały, w tym dwa w Melbourne to chyba i tak za wiele jak dla tak miękkiego, panikującego i zawsze uciekającego w kontuzję, gdy gra kompletnie się nie klei Murraya. Brytyjczycy czekają już 75 lat na wielkoszlemowego mistrza i jeszcze długo poczekają! Murray nim nie zostanie, bo jak napisałem w końcówce ubiegłego sezonu „on nie ma genu zwycięzcy”. Może mu iść nawet do finału, ale w końcu siądzie mu mucha na nosie albo ktoś nastąpi mu na odcisk i Murray obraża się i nie gra, jego mowa ciała mówi sama za siebie. Jedna rzecz mnie nurtuje. Dla prasy na Wyspach Brytyjskich Murray jest Brytyjczykiem, gdy wygrywa, a gdy przegrywa wtedy jest Szkotem. To znaczy że tylko Szkoci przegrywają, a Brytyjczycy nie mają prawa?

Nole Đoković tak jak przed trzema laty w półfinale bez straty seta rozprawił się z Rogerem Federerem. Jego trener Marian Vajda stwierdził, że to był najlepszy mecz Novaka jaki widział. I trudno nie przyznać mu racji. Nawet gdy przegrywał 2:5 w II secie ani na moment nie stracił koncepcji, trzymał Rogera głęboko poza kortem bombardując niemiłosiernie bekhend szwajcarskiego mistrza. Tak agresywnego Đokovicia tenisowy świat chyba jeszcze nigdy nie widział. A w finale od początku do końca było wiadomo, że cykor Murray nie będzie w stanie się odblokować i wszystko będzie mu przeszkadzać w wejściu na wyższy poziom.

Đoković odzyskał wiarę we własne możliwości, gdy w grudniu wraz z kolegami triumfował w Pucharze Davisa. To go tak naładowało, że rozegrał chyba jeszcze lepszy wielkoszlemowy turniej niż ten przed trzema laty. Mecz z Federerem był w jego wykonaniu niemal perfekcyjny, Nole w siedmiu meczach stracił tylko jednego seta. Ten tytuł mu się po prostu należał! Bilans jego wielkoszlemowych finałów to teraz 2-2. Nole zawsze był mocny w gębie. Przed trzema laty wykrzykiwał, że czas Rogera Federera dobiegł końca. Czas pokazał, że magia szwajcarskiego giganta wcale się nie skończyła, za to nastąpił wielomięsięczny zastój magii… Nole Đokovicia. Serb chyba zaczął uczyć się na własnych błędach i teraz koncentruje się by błyszczeć wyłącznie na korcie, choćby nawet miał to być taniec z australijską celebrytką. Jego zachowanie na korcie zawsze było barwne i dlatego ma tak wielu kibiców za sobą, ale zaczął ważyć słowa i to mi się podoba. Każdy znający się na rzeczy kibic czy zawodnik powinien doskonale wiedzieć, że Federer skończy się dopiero wtedy, gdy sam postanowi skończyć z tenisem. Jeżeli Novak będzie pracował nad doskonaleniem samego siebie z równie wielką pasją i determinacją jak w ostatnich miesiącach zachowując jednocześnie koncentrację wyłącznie na swojej grze to w niedalekiej przyszłości zostanie nowym liderem rankingu.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl