O Fornaliku i przyszłości polskiej piłki

Waldemar Fornalik na stanowisku trenera reprezentacji Polski to jedna wielka niewiadoma. Może rozczarować. Może zachwycić. Ja, niestety, pozytywnie nastawiony nie jestem, a do nowego selekcjonera kompletnie nie mam przekonania. Nie to stanowisko. Nie ten moment.

Moim kandydatem numer jeden na selekcjonera był Piotr Nowak. Liznął on tej amerykańskiej piłki – przeciętnej, ale na pewno stojącej na wyższym poziomie niż futbol rodem z Polski. Miał prowadzić reprezentację gwiazd MLS, na czele z Beckham?em  i Henry ?m, w meczu przeciwko Chelsea Londyn.  Jest za Oceanem  szkoleniowcem bardzo szanowanym.  Jednak nie był nawet w nominowanej do tytułu selekcjonera trójce. Podobno nie miał licencji UEFA Pro, ale miał FIFA Pro, mógł pracować na całym świecie, jednak PZPN się uparł, że musi mieć tę europejską licencję. No tak, gdyby jednak ludzie ze Związku Nowaka chcieli, to brak licencji UEF – owskiej wcale by im nie przeszkadzał. Powiem więcej, powiedzieli by oni, że to nawet lepiej, że ma FIFA PRO, w końcu to licencja pozwalająca na pracę jako trener na całym świecie, a nie tylko na Starym Kontynencie. No cóż, taki już ten PZPN jest.

Na selekcjonera, stanowisko związane z presją kilkukrotnie większą niż  w przypadku  trenowania największych zespołów klubowych, zatrudniamy człowieka, który nos poza ligowe podwórko wytknął jako trener tylko raz, kiedy z Ruchem Chorzów  zagrał w eliminacjach Ligi Europejskiej. Męczył się i remisował z maltańską Valllettą, odpadł ze słabą Austrią Wiedeń dostając solidne lanie. Owszem, to wtedy nie miało prawa się udać, nie z takim składem. Co nie zmienia faktu, że tak w tym momencie wygląda doświadczenie na arenach międzynarodowych trenera Fornalika. Lekko mówiąc, trochę ono małe.

Zatrudniamy trenera, który jako największy sukces może przypisać sobie wicemistrzostwo Polski. W Ruchu odniósł sukces, zgadzam się. Zastał w Chorzowie klub, który w poprzednich latach był raczej stałym bywalcem dolnych rejonów tabeli. Nie miał wielkich pieniędzy, tylko skromne warunki: zarówno pod względem personalnym, jak i finansowym.  Zostawił klub jako wicemistrza Polski.  Nie chcę podważać jego tryumfów przy Cichej, ale na reprezentację przenieść będzie to bardzo trudno. Tam miał skromne warunki – okej, ale też nie miał tak wielkiej presji. W Chorzowie nikt na środek tabeli psioczyć i narzekać nie miał zamiaru. Piłkarze nie musieli, tylko mogli, a wtedy gra się o wiele lepiej. Jest większy luz, swoboda, wtedy o zwycięstwa po prostu łatwiej. Dużo łatwiej. W reprezentacji na Fornalika patrzeć będzie prawie cały 40 – milionowy naród, coś raz nie wyjdzie, nie zadziała – będzie musiał liczyć się z ogromną krytyką ze strony opinii publicznej. Smudę też wszyscy kochali, kiedy obejmował reprezentację. Wiemy, jak to wszystko się skończyło.

Jak tak patrzę na Fornalika…. nie widzę u niego takiego błysku w oczach. Takiej energii. Nie musi być drugim Smudą, który wariuje przy linii bocznej, skacze i wydziera się w niebogłosy. Nie, tu chodzi o siłę argumentacji, a nie siłę głosu. Argumenty piłkarzy przekonują, niekoniecznie darcie się na cały głos, co czasem zawodników może nawet deprymować, dodatkowo stresować. Ale mimo wszystko, wydaje mi się ten szkoleniowiec taki za spokojny. Taki niewinny. Grzeczny. Del Bosque też jest bardzo spokojny, ale czasami jak się na niego spojrzy, a ten zrobi surową minę – można się przestraszyć. Oczywiście, to tylko pozory, a jak wiemy, pozory nierzadko mylą.

Żywię ogromną nadzieję, ze to wszystko nie będzie mieć znaczenia, że Fornalik da radę, ale jak już wspominałem, mam bardzo mieszane odczucia co do tego wyboru. W sumie ostatecznie lepszy Fornalik niż Engel czy Zieliński.

***

Ostatni weekend był pod względem sportowym dla Polaków wspaniały. Agnieszka Radwańska dopiero co odniosła życiowy sukces, awansując do finału Wimbledonu, a w nim stoczyła bardzo ciekawą walkę z Sereną Williams. Była bezradna w pierwszym secie, ale w drugim podniosła się, wygrała, ostatecznie poległa dopiero po niemal trzech godzinach intensywnej i chwilami bardzo wyrównanej walki. I tak naprawdę, gdyby nie ten zabójczy serwis Amerykanki – nie wiadomo, jak by się to skończyło.  Tenis w Polsce idzie do przodu, są coraz lepsze warunki, trenerzy. Siatkarze sukcesy odnoszą od kilku lat, w niedzielę po raz pierwszy w  historii wygrali Ligę Światową, w półfinale i finale bardzo ciężkich rywali wręcz deklasując. Miażdżąc. A gdzie jest piłka? Daleko, daleko w tyle.

Tak naprawdę sukces siatkarzy obrazuje obecny stan polskiej piłki.Dlaczego potrafimy wychować kilkunastu, czy nawet kilkudziesięciu  siatkarzy zdolnych walczyć o najwyższe laury na całym świecie (!), a nie potrafimy wychować kilkunastu tak dobrych piłkarzy? Szkolenie, oczywiście. Trzeba to wreszcie zmienić. PZPN musi zacząć wymagać od klubów z ekstraklasy i I-ligi akademii oraz ośrodków treningowych z prawdziwego zdarzenia. Jak nie chcesz budować  i szkolić, to do widzenia, dziękujemy, pozdrawiamy i witamy w niższych ligach. A, no i sprawa najistotniejsza. Trenerzy. W wielu klubach infrastruktura, obiekty młodzieżowe nie są w już tak opłakanym stanie, ale co z tego, skoro szkoleniowcy bardzo często nie są w stu procentach do pracy z młodzieżą przystosowani. Trenerzy powinni przechodzić bardziej kompleksowe szkolenia, ale też dostawać większe płace, żeby szkoleniowiec takiej grupy młodzieżowej mógł się oddać swojej pracy w stu procentach, zaangażować się maksymalnie. Oczywiście wiem, że na terenie całego kraju, we wszystkich klubach, to niemożliwe, ale mam tu na myśli kluby I – ligowe i ekstraklasowe.

Trzeba zacząć to zmieniać. Sukcesy same nie przyjdą.


pubsport.pl
Daniel Flak

Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html

http://daniel99.blox.pl