O walce z pesymizmem na podstawie występów kadry

Za nami już trzy mecze reprezentacji Polski na Mistrzostwach Europy we Francji. Nauczony niepowodzeniami z poprzednich turniejów, nie byłem wielkim optymistą. Więc tym bardziej cieszy mnie dorobek podopiecznych Adama Nawałki. Dwa zwycięstwa i remis przełożyły się na drugie miejsce w grupie. Teraz czas na kolejny mecz. Szwajcaria na pewno nie jest potęgą, ale gdybym miał wskazywać faworyta tego starcia, na Polskę postawiłbym minimalnie.

Mundial w Korei Południowej i Japonii. Polscy piłkarze awansowali do Mistrzostw Świata pierwszy raz od szesnastu lat. W mediach trwa wielka „pompa”, a selekcjoner Jerzy Engel zapowiada, że jedziemy do Azji po złoto. Niestety już po dwóch meczach trzeba szykować się do powrotu. Stracone dwie bramki w meczu z Koreańczykami, następnie aż cztery w spotkaniu z Portugalią. Impreza nie mogła zacząć się gorzej. Zwycięstwo nad USA było tylko pocieszeniem, lecz i tak nie zrekompensowało nam smutku wynikającego z odpadnięcia z turnieju już po fazie grupowej. Cztery lata później pod wodzą Pawła Janasa walczymy w kolejnym mundialu. Tym razem bliżej domu, w Niemczech, przy wsparciu dużej grupy polskich kibiców. Już pierwsze spotkanie było dla nas kubłem zimnej wody. Porażka 0:2 z Ekwadorem po fatalnej grze, sprawiała, że byliśmy w fatalnej sytuacji. Musieliśmy szukać punktów w starciu z Niemcami, którzy byli dla nas rywalami poza zasięgiem. Natarcie przeciwników trwało przez niemal cały mecz i tylko dzięki świetnym interwencjom Artura Boruca utrzymywaliśmy remis. Niestety w samej końcówce nasz bramkarz został pokonany, więc znów Polacy rozgrywali mecz o honor. Zwycięstwo z Kostaryką wiele nie dało, bo znów nie zasmakowaliśmy atmosfery czwartego turniejowego meczu. W 2008 roku reprezentanci naszego kraju pojechali pod wodzą Leo Benhakkera na Mistrzostwa Europy. Był to dla nas pierwszy start w tej imprezie. Znów były duże nadzieje, wszak w eliminacjach pokonaliśmy m.in. Portugalię, wówczas drugą drużynę Starego Kontynentu i czwartą ekipę globu. W pierwszym meczu znów Niemcy. Niemcy, którzy nie mieli prawa z nami przegrać. Gdyby Polacy zatrzymali tę reprezentację, byłaby to wielka sensacja. Dwa gole Podolskiego wystarczyły naszym rywalom do udanego rozpoczęcia marszu po medal. Mecz o wszystko z Austrią zakończył się remisem. Najwięcej mówiło się o rzucie karnym podyktowanym przez Howarda Webba. Kiedy emocje opadły, zaczęto dostrzegać, że bramka Rogera padła ze spalonego, a gdyby nie liczne obrony Boruca (znów najlepszy w naszej drużynie był bramkarz) Austriacy już wcześniej zdobyliby kilka bramek. Na koniec porażka z Chorwacją i smutny powrót do domu. Wreszcie najważniejsza piłkarska impreza w historii polskiego futbolu. Organizujemy wspólnie z Ukrainą Mistrzostwa Europy. Teraz wszystko ma potoczyć się inaczej. Gramy u siebie, na pięknych, nowych stadionach. W dodatku trafiamy do najsłabszej grupy, jaką tylko można sobie wyobrazić. Mając za rywali Grecję, Rosję i Czechy, po prostu trzeba awansować. W oknach i na samochodach biało-czerwone flagi, na paskach telewizyjnych informacje o tym, że piłkarze zjedli śniadanie, bloki reklamowe zdominowane przez reklamy z Franciszkiem Smudą. To niemożliwe, że odpadniemy w grupie. Nie teraz i nie tutaj. Kończy się na zdobyciu  dwóch punktów. Po remisach z Grecją i Rosją, przegrywamy z Czechami.  Jedyną różnicą pomiędzy EURO 2012, a wcześniejszymi turniejami było to, że podczas tego turnieju trzeci mecz był rywalizacją nie tylko o honor, ale o ćwierćfinał. Jednak co to za pocieszenie. Smutek jest jeszcze większy, bo odpadnięcie z turnieju rozgrywanego na własnej ziemi boli dużo mocniej.

To wszystko co przeżywaliśmy podczas turniejów rozgrywanych przez reprezentację Polski w XXI wieku sprawia, że nie potrafiłem być optymistą. Zdawałem sobie sprawę z tego, że mamy w składzie króla strzelców Bundesligi, zawodnika, który dwa razy z rzędu wygrywa Ligę Europy, kilku klasowych bramkarzy, kapitana Torino i gwiazdę ligi holenderskiej.  Ale nawet gdyby mi ktoś powiedział, że na EURO zagramy w grupie z San Marino, Gibraltarem i Andorą, wcale nie byłbym pewien awansu.  Jak można być optymistą, kiedy pamięta się cztery turnieje, z których Polacy wracali ze spuszczonymi głowami. Z drugiej strony trzeba wiedzieć, że obecna drużyna jest zupełnie inna od tych walczących w Korei Południowej, Niemczech, Austrii i Polsce. Wreszcie jest zespół, który może osiągnąć sukces lub przynajmniej wyjść z grupy. Tym bardziej, że do ćwierćfinału awansują przecież także niektóre ekipy z trzecich miejsc.

Z nakręcaniem wspominanej już „pompy”, rosła także i u mnie nadzieja na dobry wynik. Jednak kiedy tylko zaczynałem coraz mocniej wierzyć w dobry wynik, przed oczami stawały mi porażki z poprzednich lat. Na szczęście podopieczni Adama Nawałki nie powtórzą tego, co było udziałem drużyn, które w tym stuleciu przynosiły rozczarowanie. Po zwycięstwie z zawsze niewygodnym rywalem, jakim jest Irlandia Północna, remisie z Niemcami, którzy obecnie nie są już poza naszym zasięgiem i wygranej z Ukrainą, mamy awans do 1/8 finału. W dodatku w całej fazie grupowej nie straciliśmy gola. Martwić może to, że nie zdobywaliśmy wielu bramek, ale kto by się tym przejmował, skoro są dobre wyniki. W 2010 roku Hiszpania została mistrzem świata, wygrywając wszystkie mecze fazy pucharowej 1:0.

Dużym zaskoczeniem jest dla mnie słaba postawa Ukrainy. Zespół ten nie ma w składzie wielkich gwiazd, ale jest przecież oparty na zawodnikach Dynama Kijów i Szachtara Donieck. Ci pierwsi w minionym sezonie wyszli z grupy w Lidze Mistrzów, drudzy zaś, dotarli do półfinału w Lidze Europy. Nie widziałem Ukrainy w roli „czarnego konia”, ale też nie pomyślałbym o tym, że piłkarze tego kraju przegrają we Francji trzy mecze i nie strzelą ani jednego gola.

Teraz pora na Szwajcarię. Jeśli ogramy Helwetów w ćwierćfinale prawdopodobnie zmierzymy się z Chorwacją. Nie popadałbym jednak w optymizm i nie mówiłbym o autostradzie do najlepszej czwórki. Najpierw trzeba ograć Szwajcarię mającą w składzie zawodników z Bundesligi. Myślę, że będzie to bardzo wyrównana rywalizacja, w której szalenie trudno wskazać faworyta. Chorwacja potrafiła natomiast ograć Hiszpanię i wygrać chyba najtrudniejszą grupę na tym turnieju. Tacy gracze jak Modrić, Rakitić, czy Mandżukić to postacie pełniące ważną rolę w najlepszych europejskich klubach. Zatem Chorwacja będzie rywalem do ogrania, ale w ewentualnej rywalizacji z Polską, to właśnie zespół z Bałkanów należy uznać za faworyta.

Wyjście z grupy to wynik, jakiego młodsi kibice nie pamiętają. Kiedy ostatni raz wyszliśmy z grupy na wielkim turnieju (MŚ w Meksyku w 1986 roku) wielu obecnie dorosłych już fanów reprezentacji nie było na świecie. Jednak pamiętajmy, że przy takim systemie turnieju, 1/8 finału jest tylko planem minimum i o wielkim sukcesie będziemy mogli mówić dopiero po awansie do najlepszej ósemki. Zatem cieszmy się, bo nasi piłkarze osiągnęli coś, czego w naszym futbolu nie było od dawna. Ale o dużym osiągnięciu będziemy mówić, kiedy znajdziemy się w ćwierćfinale. Być może to czas, by porzucić pesymizm. Wreszcie są ku temu podstawy.


pubsport.pl