O wyższości futbolu nad innymi dyscyplinami w naszym kraju

Od dawna wiemy, że naszym sportem narodowym jest piłka nożna. Tak jest od kilkudziesięciu lat i fakt ten nie podlega żadnej dyskusji. Nieważne, czy nasza reprezentacja odnosi sukcesy, czy kompromituje się, zawsze mówi się o piłkarzach najwięcej i najgłośniej. Przedstawię teraz kilka różnych zjawisk zaobserwowanych we współczesnych mediach, które utwierdzą nas w przekonaniu, iż futbol to sport, którym interesuje się absolutnie najwięcej Polaków.

Zacznijmy od błahych przykładów – nagłówki w prasie i internecie. Tytuł wiadomości zawiera skrót, który powie nam, o jakim szczeblu rozgrywek będzie mowa, czyli np. „MŚ”, „ME”, „LE” itp. Nie trzeba dopisywać, jaki to sport, bo wiadomo, że chodzi o piłkę nożną. W każdym innym przypadku mamy obok nazwę dyscypliny i często płeć, np. „Ekstraklasa koszykarzy”, „LM siatkarek” etc.

Przyjrzyjmy się, jak wyglądają wiadomości sportowe w radiu i telewizji. Zauważmy, że niemal zawsze najwięcej czasu w serwisach sportowych poświęcone jest właśnie futbolowi. Jeśli nie wydarzy się coś naprawdę wyjątkowego, to wieści ze stadionów rozpoczynają każde wiadomości sportowe. Zaczyna się najczęściej od krajowego podwórka, a potem mamy szybką podróż po Europie, a nawet i po całym globie. Żadna kolejka ligi angielskiej, hiszpańskiej, francuskiej, włoskiej, niemieckiej nie może umknąć naszym mediom. Czy coś takiego zdarza się w innych sportach? Pewnie, że nie.

Piłka w telewizji to nie jest taka prosta sprawa. W dzisiejszych czasach muszą zostać utworzone dziwne i rozbudowane umowy o transmisje, bo każdy chce pokazywać tę dyscyplinę na swojej antenie. Przez to wszystko, dostęp do naszej rodzimej ligi jest znacznie trudniejszy, niż do np. ligi niemieckiej, rosyjskiej, holenderskiej, a nawet brazylijskiej, czy japońskiej. My zaś oglądamy, co nam dają i cieszymy się, że mamy taką różnorodność.

Dużo piłki nożnej pokazywane jest w kanałach otwartych (takich, jak TVP1, Polsat), bo oglądają ją miliony naszych rodaków, a dzięki temu telewizjom znacznie łatwiej zarobić, gdyż mają szersze grono odbiorców. Zazwyczaj pasjonujemy się rywalizacją zespołów nawet spoza Polski. Ile tysięcy jest u nas fanów Manchesteru United, Milanu, Barcelony, Realu Madryt? Już niemal każdy przeciętny Kowalski, nawet niespecjalnie zainteresowany, wie, co to jest El Clasico (lub – tylko nasza, polska nazwa – Gran Derbi) mimo, że nie ma to żadnego związku z naszym krajem.

Kto zaś słyszał, żeby tyle rozmawiano o lidze francuskiej w piłce ręcznej, hiszpańskiej ekstraklasie koszykarek, czy tureckiej lidze siatkarzy? Nawet oglądalność Ligi Mistrzów każdego z tych sportów jest znacznie niższa, aniżeli piłkarskiej. Pomijam już to, że by obejrzeć takie rozgrywki, trzeba się wyposażyć w specjalny dekoder ze sportową telewizją.

Jak wygląda frekwencja na stadionach? Bardzo dobrze! Średnio na kolejkę T-Mobile Ekstraklasy przybywa przeszło 10 tysięcy osób. Inne sporty niech się schowają, zwłaszcza wtedy, gdy nie występuje żadna polska drużyna. Przytoczę tu prosty przykład: bilety na Mistrzostwa Europy siatkarek rozdawano w szkołach, aby wypełnić Atlas Arenę po brzegi, a na mecze Euro 2012 trzeba było robić losowanie biletów, bo statystycznie sześć osób rzuciło się na jedno krzesełko. Poza tym, Polacy często goszczą na stadionach największych piłkarskich klubów. Organizowane są specjalne wyjazdy i nie zawsze wystarcza miejsc dla wszystkich chętnych pomimo wysokich cen. Kochamy futbol tak bardzo, że jesteśmy zdolni do ogromnych poświęceń, byle tylko mieć kontakt ze swoimi ulubieńcami.

Właśnie, zahaczyłem o jeszcze jeden ważny aspekt – przeżywanie Mistrzostw Świata, czy Europy. Chyba każdy z nas pamięta chociaż jedną taką piłkarską imprezę (np. rok temu w RPA). W środkach masowego przekazu mówiło się o niej już na kilkanaście dni przed i jeszcze kilka dni po jej zakończeniu, a przecież nie brali udziału Biało-Czerwoni! Jeśli nie byłaby to piłka nożna, to o turnieju dowiedzielibyśmy się tylko wówczas, gdyby nasi w ogóle pojechali, mieli jakąś szansę na dobre miejsce i na dodatek najwcześniej ze dwa dni przed rozpoczęciem rywalizacji, gdzieś w środku wiadomości sportowych.

Tak więc niezależnie od tego, jakie wyniki osiąga reprezentacja Polski w piłce nożnej, czy polskie drużyny w europejskich pucharach, to kochamy oglądać piłkę nożną. „Bum” na każdy inny sport mija, gdy nasi nie osiągają sukcesów – fanów ubywa, transmisje przenoszą się do kanałów kodowanych i wyników trzeba szukać w internecie. Futbol jest jakimś fenomenem, wyjątkiem od tej reguły i zawsze przyciąga przed telewizory (a obecnie coraz częściej ekrany komputerów ze steamami z meczów) największą widownię. Nic nie wskazuje na to, żeby to się miało zmienić w najbliższych latach, a może nawet dekadach.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl