O wyższości Premier League nad Primera Division

 Kilka dni temu za sprawą paru wpisów na Facebooku autorstwa Krzysztofa Stanowskiego rozgorzała dyskusja na temat tego, która liga jest lepsza, hiszpańska czy angielska?

Założyciel Weszło zdecydowanie opowiada się za wariantem rodem z Półwyspu Iberyjskiego, pisze, że wyrównana, bardzo szybka i ostra rozgrywka, to nie to samo, co gra w piłkę nożną. Podaje konkretne wyniki, twierdzi, iż o różnicy między ligami świadczy to, ile hiszpańskich  ekip zostało na tym etapie rozgrywek w Lidze Mistrzów  (trzy, każda z nich przystępuje do swojego ćwierćfinałowego boju w charakterze faworyta), a ile angielskich (okrągłe zero). Argumentacja Stano jest bardzo przekonująca. Naprawdę, piszę to bez krzty ironii. Nie przeczę, iż kilka osób, przygwożdżonych siłą dowodów Krzysztofa, dało się przekonać, że to jednak PD jest lepsza. Ale nie ja.

Analizując kilka ostatnich sezonów, jeśli chodzi o europejskie puchary, wychodzi mniej więcej remis; tu Chelsea wygrała Ligę Mistrzów, ale to Hiszpania miała więcej półfinalistów, tutaj wygrała Barcelona, lecz to liga angielska miała więcej przedstawicieli na danym  etapie rozgrywek. Myślę, że jeden dużo słabszy od poprzednich sezon nie może być wykładnikiem tego, czy dana liga jest lepsza czy też nie, a Stano głównie na tym opiera swoje argumenty. To niedorzeczne, wszakże gdyby Malaga nie miała naprzeciw siebie przeciętnego w skali europejskiej Porto, a piekielnie mocny Bayern, zaś Arsenal trafiłby na Portugalczyków, od razu różnica w tym sezonie stałaby się mniej rażąca. Zresztą jak Chelsea czy Manchester United można uznać za drużynę słabszą od Malagi? Na jakiej podstawie? Malaga jest w ćwierćfinale, ok, ale czy wy widzicie jak wielka przepaść dzieli skład ekipy Pellegriniego od tych Beniteza i Fergusona. Czy to drużyny z Anglii występowałby w roli wyraźnych faworytów w przypadku ewentualnego starcia z Malagą? Odpowiedź jest prosta i myślę, że  wszyscy ją znacie: tak.

Może w Hiszpanii grają dwie drużyny, które przewyższają cały piłkarski świat co najmniej o pół głowy, ale to jest tylko malutka część całej ligi. Jest jeszcze wspomniana Malaga, Valencia, Atletico, Sevilla ma ciekawy skład, a reszta…..? W porównaniu do niemal wszystkich klubów Premier League nie ma nic do powiedzenia. Na tej podstawie jeszcze rok temu moglibyśmy stwierdzić, że liga szkocka jest całkiem dobra, bo przecież tam są Rangersi i Celtic, a oni w Europie  się liczą. Ale co z tego, skoro i tak poziom tej ligi był dramatycznie słaby, dwa wspomniane zespoły kompletnie do niej nie pasowały, były z innej galaktyki.   Primera Division ma dwie bajkowe drużyny i cztery dobre, a w Premier League są trzy znakomite i osiem dobrych.  W dodatku gdzieś wygrzebałem informację, co prawda z 2011 roku, ale chyba nie straciła ona szczególnie na aktualności, że długi hiszpańskich klubów wynoszą około czterech miliardów euro. To również ma znaczenie.

Każdy, kto ma do czynienia z ligą angielską wie, że prawie nikt nie gra tam już typowego „kick and rush”, a podniecenie publiki na widowni nie jest uzależnione od tego, czy „jakiś zwierzak z Fulham przywali komuś z Liverpoolu” bądź tym, że  „jakiś cham ze Stoke umie przyrżnąć komuś z Manchesteru tak, że tamten się przestraszy tylko przez minutę, a potem odda”.  Tutaj również zespoły grają fajną dla oka, techniczną piłkę. I to nie tylko te najlepsze, jest również wiele ekip z dolnych lub środkowych rejonów tabeli, które bardzo przyjemnie się ogląda. Chociażby takie Wigan  czy Swansea, które w minionym sezonie zasłużyło, by nazywać je Swansealoną. A to był przecież beniaminek, który przybył z Championship.

W Anglii techniczna piłka  jest połączona z szybkim tempem, niekiedy zabójczym, diabelskim. Oglądając mecz Chelsea ze Swansea doświadczamy oglądania prawdziwej bitwy. Pojedynku, w którym zawodnicy potrafiący grać w piłkę tak samo jak ci kopiący aksamitnie i delikatnie w Hiszpanii, narzucają szaleńcze tempo, sprawiają, że  czujemy się nie jak w operze, lecz kinie 5D, acz mimo wszystko oglądane widowisko należy nazwać spektaklem. Są wyjątki, nie twierdzę, że każde spotkanie jest takie porywające, ale większość meczów  toczonych jest w kilka razy szybszym tempie niż w Hiszpanii, a piłkarze nie ustępują przy tym umiejętnością grania w piłkę zawodnikom z Półwyspu Iberyjskiego.

Jest to oczywiście tekst subiektywny, ja tak uważam, niektórzy z was pewnie sądzą inaczej. Trudno, mam tylko nadzieję, że jakąś część z was przekonałem swoimi argumentami.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl