Oby nie chciało nam się spać

Dotrzymałem słowa i w ubiegłą sobotę oraz niedzielę wstałem rano na GP Japonii. Aby zobaczyć sesję kwalifikacyjną, musiałem zerwać się z łóżka wcześniej niż zwykle robię to do szkoły. Jednak podczas niedzielnego ścigania niewiele brakowało, a zasnąłbym w fotelu. Nie można powiedzieć, że nic się nie działo na Suzuce, ale kłamstwem będzie również stwierdzenie, że emocje sięgnęły zenitu.

Najwięcej działo się na początku – aby rozbudzić zaspanego kibica. Romain Grosjean po raz kolejny pokazał, jak nie należy się zachowywać w najlepszej serii wyścigowej świata. Tym razem jego ofiarą padł Mark Webber. Mimo tego, obaj jechali dalej. Lecz na pierwszym zakręcie ściganie zakończył lider klasyfikacji MŚ, Fernando Alonso. Nie ukrywam, że trochę wykrakałem, bo w facebookowej dyskusji z Cezarym Gutowskim napisałem: „[..]chciałbym, aby przewaga Alonso w klasyfikacji zmalała”. No i faktycznie zmalała i to znacznie – teraz wynosi już tylko 4 punkty nad Sebastianem Vettelem.

Niemcowi rywalizacja na Suzuce po prostu nie mogła się lepiej ułożyć. Najgroźniejsi rywale już na początku zostali w tyle i mógł zająć się tym, co umie najlepiej – prowadzeniem stawki i powiększaniem swojej przewagi nad resztą. Przypomniał się troszkę poprzedni sezon, kiedy taki scenariusz był codziennością. We wszystkim tym dostrzegam tylko jeden, ale za to wielki pozytyw – tak, jak chciałem, walka o Mistrzostwo Świata wciąż trwa i robi się coraz bardziej zażarta. Alonso już właściwie nie ma marginesu błędu – musi znów zacząć punktować i to poważnie, bo stawka (a przynajmniej Vettel) go dogoniła.

Obsada drugiego i trzeciego miejsca na podium w Japonii z pewnością jest niemałą niespodzianką. Felipe Massa zmuszony był sam bronić barw Ferrari, ale czynił to znakomicie. Wykorzystał zamieszania na starcie i już wtedy przedostał się do czołówki. Następnie – naskutek świetnego tempa wyścigowego – wyprzedził Kobayashiego i Buttona, dzięki czemu znalazł się na pozycji wicelidera. Nie oddał jej już do samego końca. Z kolei 3. miejsce przypadło Kamui Kobayashiemu, ale nie jestem w stanie określić, czemu mógłby to zawdzięczać. Uznajmy, że to połączenie jego talentu, ambicji, woli walki i publiczności, która dzielnie go wspierała. Mimo wszystko miło się go oglądało na podium. To była naprawdę szczera radość, a takie należą do grona najpiękniejszych.

Nie powiodło się za to McLarenowi, choć Button i Hamilton uplasowali się tuż za czołową trójką. Słyszałem plotkę, że wieść o odejściu Lewisa do Mercedesa trochę zdemotywowała zespół do walki, ale nie wydaje mi się ona w 100% prawdziwa. Niemniej jednak jest coś w tym, że po wakacjach w brytyjskim teamie punkty zdobywa albo jeden kierowca albo dwóch, ale te zaliczki punktowe są znacznie mniejsze. Czyżby kryzys? Jeśli tak, to w najgorszym z możliwych momentów. Potrzebne jest cudowne ozdrowienie, bo 5 wyścigów do końca to jednocześnie dużo i mało…

W sobotę miałem już zacząć chwalić zawodników Lotusa za ich formę. Niewiele brakowało, a obaj startowaliby z drugiej linii. Taka sytuacja stwarzałaby okazję dla Kimiego Raikkonena do odniesienia pierwszego (!!!) zwycięstwa w tym sezonie. Do tej pory odnosił średnie rezultaty w kwalifikacjach, a w wyścigach nadrabiał to, co tracił dzień wcześniej. Wspominam o tym, albowiem Fin aktualnie w „generalce” jest trzeci i ani razu w tym roku nie usłyszał swojego narodowego hymnu na mecie. Ale by było, gdyby ten „najlepszy sezon w historii” zakończył się triumfem kierowcy, który nie wygrał ani razu w danym sezonie…

Chociaż do zdobycia jest jeszcze 125 punktów, więc teoretycznie Mistrzostwo Świata może zdobyć nawet Felipe Massa, to zdecydowanie skreśliłbym z tej listy zawodników, którzy mają poniżej 100 pkt, a po Korei jakąś kolejną dwójkę. Zdarza mi się wierzyć w cuda, ale nie aż tak wielkie. Jeżeli Jenson Button i Mark Webber nie znajdą się wysoko w Yeongam, to raczej podziękujemy im za walkę w tym roku. Nie pomoże nawet waleczne serce Australijczyka, który w Japonii spadł na ostatnie miejsce, by ostatecznie zdobyć 2 oczka za 9. lokatę na mecie.

Jak na razie każdemu wyścigowemu weekendowi w Korei Płd. towarzyszył deszcz. Przed dwoma laty podjęto nawet decyzję o wstrzymaniu wyścigu ze względu na zbyt obfite opady. Jednak na najbliższe dni przewiduje się słoneczną pogodę, więc zapowiada się suche ściganie w niedzielę – pierwszy raz w historii. Gdyby to był facebook, to pewnie zaraz pod wpisem pojawiłby się komentarz typu: „ta informacja zmieniła moje życie, dzięki”, a ja po prostu się chwalę „doświadczeniem” .

Mam nadzieję, że podczas niedzielnego ścigania. nie będzie mi się chciało spać, jak w poprzednią niedzielę rano. A może po prostu pójdę wcześniej spać w sobotę…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl