Od symboliki nie uciekniemy

Zakopane, dzisiejszy konkurs w Planicy – te wydarzenia tworzą już taką legendę, że pewnie jeszcze za kilkadziesiąt lat komentatorzy będą wciąż wspominać ten koniec Małysza i początek wspaniałej, miejmy nadzieję, kariery Stocha. Ten sezon złożył nam się po prostu na piękną, romantyczną historię.

Ciężko pisać coś o końcu Małysza. Można po raz setny raz oglądać filmiki z Predazzo, z Willingen, Sapporo, Lahti, Salt Lake City, Vancouver, z Oslo i Trondheim, Zakopanego, z Innsbrucka i Bieschofshofen, z Planicy i z innych skoczni w których historii na wsze czasy wpisał się Adam Małysz. Można po raz kolejny odsłuchać przejmujących i nieprzyzwoicie, jak na tak poważnych dziennikarzy, spontanicznych komentarzy Szaranowicza, Zimocha czy Miklasa. Możemy też poczytać jakieś stare wywiady z zawsze rozsądnym i pogodnym Małyszem. Można też powspomiać dawne komentarze dziennikarskie, czy też blogerskie pisane często w fanatycznym szale i opętaniu, tak jak mi się trafiło uczynić nieco ponad rok temu. Można w końcu zapuścić wąsa. Można się rozpłakać, ale na ogólnonarodowy płacz czas przyjdzie chyba dopiero za tydzień na Wielkiej Krokwi. I temat kariery Adama Małysza będzie trzeba powoli zakończyć i podsumować. Ja jednak się tego nie podejmę. Mogę za to napisać coś od siebie. Otóż jestem tym pokoleniem dla którego skoki naszego Mistrza są czymś co było od zawsze. Początek mojej sportowej świadomości łączy się między innymi właśnie z Mistrzostwami Świata w Lahti w 2001 roku. I wtedy Małysz już był. I był przez kolejne sezony. Może potem, w czasie chudszych lat, już nie w każdą zimową sobotę i niedzielę obejrzenie konkursu było dla mnie obowiązkowym punktem dnia. Na szczęście moja słabość została przezwyciężona, gdyż w 2007 roku już nie dało się opuścić konkursu. Dziś symbolika Zakopanego i Planicy popycha nas do wejścia w kolejny sezon z ogromną nadzieją i wiarą. Wszak mamy kolejnego człowieka w światowym topie. Kamil Stoch mówi że nie może zastąpić Adama Małysza, gdyż ten jest postacią nie do zastąpienia. Zaś on chce być Kamilem Stochem. Oczywiście rozsądne sa to słowa. Jednak od tych porównań będzie musiał uciekać, bo one będą. Dla wielu ludzi taki sposób myślenia jest w swojej prostocie oczywisty. Odszedł jeden, przyszedł drugi. Symbolika Zakopanego i Planicy będzie jeszcze wzmagać ten efekt. Stoch zapewne wiele razy usłyszy, że tę pałeczkę przekazaną od Wielkiego Adama chyba gdzieś zgubił. A on ma budować swoje. W listopadzie spadnie na niego wielka odpowiedzialność. Dziś jeszcze żegnamy Adama, potem w lecie temat ucichnie. Zaś początek sezonu będzie kulminacją napięć nad Kamilem. Zobaczymy jak sobie poradzi. Najlepiej by było gdyby z odpowiedzialności odciążali go koledzy z zespołu. Tak jak przez lata mieliśmy sytuację Małysz plus reszta, tak w nowy sezon wejdziemy z hasłem Stoch plus reszta. Oby dla Stocha pojawił się jego własny Stoch, który będzie próbował dorównać liderowi. I oby to dobijanie się reszty do półki z napisem „najlepsi na świecie” nie trwało dekady. Bowiem kończącemu karierę Małyszowi nie można chyba życzyć niczego lepszego aniżeli całego pokolenia następców.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl