Odcięcie prądu

Dziś będzie wyjątkowo krótko, bo pogoda trochę pokrzyżowała szyki i zabieram się do pisania bardzo późno. Dzień przyniósł nam dwa ciekawe wyniki, w tym jeden zanotowany po ciekawym meczu. Tak jak spodziewałem się przed rozpoczęciem turnieju – szlagiery zawodzą oczekiwania kibiców, a mecze autsajderów są piękne i emocjonujące.

Hiszpania sprawiedliwie podzieliła się punktami z Włochami. Del Bosque przekombinował taktycznie, grając bez napastnika, Włosi lekko zaskoczyli na plus. Najlepsza akcja meczu to zdecydowanie „szaleńczy rajd” Balotelliego tuż przed zejściem z boiska. Ten kiedy zabrał piłkę Ramosowi, wbiegł w pole karne (w tej fazie można to było jeszcze nazwać biegiem), a potem… jakby odcięło mu prąd. Włoch zwolnił, poczekał na Ramosa i oddał mu piłkę. Na początku wydawało mi się, że czeka na to, aż nadbiegnie ktoś, komu będzie można wyłożyć piłkę przed bramkę, ale z błędu szybko wyprowadziła mnie powtórka. Mario miał do kogo podać i dodatkowo, wiedział, że ma do kogo podać. Czemu nie podał? Albo czemu nie zrobił najprostszej rzeczy jaką mógł zrobić, czyli czemu nie huknął na bramkę? Wydaje mi się, że się.. zamyślił. Może zastanawiał się co zrobić, a może zobaczył na trybunach jakąś fajną laskę. W jego przypadku wszystko jest możliwe. Wyraz jego twarzy na zbliżeniu był jakiś dziwny, jakby naprawdę  na ułamek sekundy odcięło mu zasilanie. Stawiam, że ten spadek napięcia spowodowało nagłe uruchomienie przez Balotelliego skomplikowanego i burzliwego procesu myślowego. Mam wrażenie, że przybrał on rekordowe tempo, zbliżone do tego jakie w piątek osiągnął inny wielki myśliciel – Franciszek Smuda. Nic więc dziwnego, komputer się przegrzał. Podobno o 20.15, stojąc pod prysznicem Mario krzyknął wreszcie: A chuj! Strzelam!


 To ta sytuacja, niestety wycięli najważniejsze zbliżenie…

Na tym mam ochotę zakończyć moją radosną twórczość, bo mnie też dziś odcięło na krótki czas, tyle że internet. W telegraficznym skrócie co mi się jeszcze rzuciło w oczy, o czym może napiszę szerzej w kolejnych odcinkach:

– Pierwsza faza rozgrywek nadal jest wyjątkowo ciekawa i procent fajnych meczów jest na pewno ponadprzeciętny, w porównaniu do innych wielkich turniejów ostatnich lat.

– Chorwacja to mój cichy faworyt do najlepszej czwórki, chociaż oczywiście nadal uważam, że najlepsze okażą się Hiszpania i Niemcy, które zaczęły turniej bardzo ekonomicznie, co jest zrozumiałe, kiedy piłkarze mają w nogach ponad 50 meczów w sezonie i to na nie byle jakim poziomie. Posłużę się tutaj jednym z najbardziej wyświechtanych porzekadeł piłkarskich – to są jednak drużyny turniejowe. Oni finał mają 1 lipca, a nie 1o czerwca jak Chorwaci.

– Euro robi się coraz ciekawsze kibicowsko (chodzi o tą niegrzeczną stronę), co mnie trochę cieszy. Mówicie co chcecie, ale bez fanatyków,  tych którzy czasem trochę rozrabiają, ale też robią atmosferę, mistrzostwa byłyby smutne i szare.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/