Odleciałem razem z Tomaszem Swędrowskim

Po raz czwarty w tym sezonie nasi siatkarze pokonali Brazylijczyków w ramach Ligi Światowej. Jednak to dzisiejsze zwycięstwo smakuje najlepiej, bo po pierwsze zapewniło nam awans do półfinału rozgrywek, po drugie wyrzuciliśmy za burtę Canarinhos, a po trzecie umieliśmy się podnieść z trudnej sytuacji i wygrać cały mecz.

Od razu zaznaczam, że mecz zacząłem oglądać od III seta, bo… przedłużyły mi się nieco sianokosy. Dlatego moje opinie zbudowane są na obserwacji trzech ostatnich partii oraz karty ze statystykami od FIVB. Na pewno dało się zauważyć, że większość meczu upłynęła pod znakiem walki. Mecz był bardzo zacięty, więc obie ekipy szukały różnorodnych sposobów wyprowadzania akcji. Jednak później okazało się, że Polacy postawili na siłę, a Brazylijczycy na taktyczne kiwki. Okazało się, że my wyszliśmy na tym lepiej.

W drugiej i trzeciej partii pojawił się jednak duży problem w postaci błędów własnych podopiecznych Andrei Anastasiego. Zdecydowanie za dużo oddaliśmy rywalom punktów zwłaszcza w tym przedziale meczu. Odbiło się to potem pod koniec 3. seta, gdy bardzo niewiele brakowało nam do zwyciężenia w nim. Z drugiej strony, należy oddać naszym zawodnikom, że fantastycznie dogonili przeciwników od stanu 7:16 do 22:23.

Ten fragment spotkania pozwolił nam uwierzyć w pokonanie Canarinhos, choć przegrywaliśmy już 1:2. W czwartym i piątym secie grało nam się pewniej, lepiej i trochę łatwiej, a świadczą o tym ilość punktów, jaką pozwoliliśmy zdobyć podopiecznym Bernardo Rezende. Uwagę i koncentrację należało oczywiście zachować do końca, ale widać było, że każda wygrana akcja nakręcała naszą drużynę i odwrotnie ? po jednym błędzie przychodziły następne. Tyczy się to także Brazylijczyków, co świetnie pokazała końcówka przedostatniej partii.

Kolejną największą dolegliwością Biało-Czerwonych była dziś gra środkowych. Jeszcze w bloku dawali sobie radę ? zwłaszcza Marcin Możdżonek ? lecz w ataku nie szło aż tak dobrze. Punktem odniesienia dla mnie jest tutaj poziom prezentowany przez naszych ?wysokich? w ostatnich meczach, więc nie było dziś tragicznie, ale przyzwyczaili nas do lepszych występów. Być może to efekt zaciętej walki pod siatką, bo z drugiej strony Lucas zaprezentował się naprawdę dobrze.

Właśnie, była mowa o bloku. Ten element przyniósł nam wiele korzyści. Wyraźnie byliśmy w nim lepsi od naszych rywali, a w dodatku przychodził on w najważniejszych momentach. Poza tym, z każdą akcją wzmacniała nam się zagrywka. Może nie punktowaliśmy bezpośrednio z niej, ale dobry, silny serwis utrudniał tworzenie akcji rywalom.

Naszym atutem były również zmiany. W II secie za Łukasza Żygadłę pojawił się Paweł Zagumny i tak zostało do końca. Guma przypomniał o swojej klasie, choć pewnie mało który z kibiców śmiał w nią wąptić. Dziś przykuł moją uwagę wystawami z piłek, które po przyjęciu leciały praktycznie w siatkę. Nasz rozgrywający radził sobie z nimi i utrzymywał tempo akcji.

W ataku mieliśmy kilka naprawdę solidnych ?armat?. Bartek Kurek i Zbyszek Bartman rzadko kiedy się mylili, a uderzali niemalże z każdej pozycji. Dwóch Michałów, którzy się zmienili (Winiarski i Kubiak) również pokazali klasę. Do zawodnika Jastrzębskiego Węgla mam tylko małą uwagę, co do występu pod koniec 3. partii. Zwycięzców się nie sądzi, ale to on popsuł parę kluczowych piłek. Być może udałoby się wówczas wygrać za trzy punkty. Jeśli jednak nie zaważyło to na awansie, to odpuszczam, ale nie chcę widzieć niczego podobnego w przyszłości.

Oprócz wspominanych środkowych, wśród Canarinhos bardzo dobry występ zaliczyli też Visotto oraz powracający po kontuzji Giba. Z jednej strony to dobrze, że zaczęli się mylić na naszą korzyść, z drugiej jednak szkoda mi ich trochę, bo to ostatnie akcenty tego pokolenia brazylijskiej siatkówki. Ostateczne pożegnanie nastąpi w Londynie, ale na pewno chcieli coś jeszcze zgarnąć w tym sezonie. Niestety dla nich, nie udało się i wszelkie siły rzucone są teraz na turniej olimpijski. Wyrwanie złota Amerykanom to ich absolutny cel nr 1.

Gra polskiej reprezentacji tak się podobała, że po każdej udanej akcji chciało mi się krzyczeć co najmniej tak głośno, jak robił to na antenie Polsatu Sport Tomasz Swędrowski. No trudno, ma ten wysoki ton głosu podczas krzyku, ale przyzwyczaiłem się już do niego i czuję ciarki, kiedy słyszę taką ekscytację u tego komentatora. Już przed tie-breakiem pomyślałem sobie: ?o kurde, jak my to wygramy, to on chyba odleci z tego stanowiska!?. I odleciał. A ja razem z nim. Poszedłem na pole wykrzyczeć swoją radość. Naprawdę jest z czego się cieszyć, chociaż jeszcze dużo walki przed nami i absolutnie nie wolno spoczywać na laurach. Jeszcze nic nie zdobyliśmy.

Jutro czeka nas bój z Kubańczykami o pierwsze miejsce w grupie. Niby na rękę byłoby nam odpuścić i zregenerować siły przed półfinałami, ale po pierwsze zabrania tego duch sportowej rywalizacji, a po drugie wpadniemy przez to na ?lepszego? przeciwnika w sobotę. Poza tym warto potwierdzić swoją klasę z drużyną, która zniszczyła Canarinhos w trzech setach na otwarcie Final Six w Sofii. Na piątek moja sympatia do Kuby zostanie schowana, bo po drugiej stronie siatki staną Biało-Czerwoni.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl