Odszedł Lee Richardson

Ostatnimi czasy często dobiegają do nas głosy o śmierci sportowców, lecz teraz tragedia dotknęła nas bezpośrednio. W poniedziałek we wrocławskim szpitalu po zdarzeniu na torze zmarł Lee Richardson.

Wypadki w żużlu zdarzają się często, natomiast wypadki śmiertelne są rzadkością. Do tego wstrząsającego incydentu doszło w meczu Betardu Sparty Wrocław z PGE Marmą Rzeszów podczas trzeciego biegu. Lee Richardson, zawodnik rzeszowian zahaczył kołem o pojazd rywala, stracił panowanie nad motocyklem i mocno uderzył w bandę. Ta na prostych w żużlu nie jest pokryta poduszkami wypełnionymi powietrzem, które amortyzują uderzenie. Sportowca po wypadku natychmiast przewieziono do szpitala, w którym zmarł podczas operacji.

Richardson był niemal skazany na uprawianie żużlu. Jego ojciec zabierał go na mecze miejscowej drużyny, a wieku 6 lat pierwszy raz przejechał się na torze żużlowym w angielskim Eastbourne, co małemu Richardsonowi bardzo się spodobało. Na początku nastoletniej kariery szło mu topornie, dopiero w 1999r. odniósł poważny sukces, w duńskim Vojens wygrał Mistrzostwa Świata Juniorów. Dobrze jeździł także z kolegami z reprezentacji, zdobywając srebrny i brązowy medal Drużynowego Pucharu Świata. W mniej prestiżowej szwedzkiej lidze czterokrotnie zdobył złoty medal. W Grand Prix dwa razy znalazł się na podium, w 2004r. przed własną publicznością był trzeci, natomiast w 2005 r. w Bydgoszczy o włos przegrał z Tomaszem Gollobem. Richardson w Polsce jeździł bardzo długo, bo 13 lat. Zaczynał w Pile, następnie punktował w Grudziądzu, Zielonej Górze, Lublinie, Częstochowie i w Rzeszowie. Zdobył mistrzostwo Polski z Polonią Piła i wicemistrzostwo z Włókniarzem Częstochowa. Od trzech sezonów dobrze prezentuję się w PGE Marmie Rzeszów.

Lee Richardsona zapamiętamy przede wszystkim jako człowieka pogodnego, wielkiego optymistę. Środowisko żużlowe przypomina, że to wielki gentelman speedwaya, rywalom zawsze zostawiał miejsce przy bandzie. Kondolencje do rodziny płyną z żużlowego świata, cała śmietanka speedweya wspomina Richardsona, przypomina jego profesjonalizm, determinacje, ambicje i nie może otrząsnąć się po tej tragedii. W jego życiu zawsze ważna była rodzina, z którą chciał spędzać wiele czasu. Lee Richardson osierocił trójkę synów.

POWIEDZ O NAS SWOIM ZNAJOMYM:

Sponsor serwisu:
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.

Dodaj komentarz