Odwyk od polskiej piłki

Zanosiło mi się na to od dłuższego czasu. W końcu postanowiłem być konsekwentny, bo straciłem cierpliwość. Ogłaszam, że rozpocząłem odwyk od T-Mobile Ekstraklasy. Z polską piłką zachowam kontakt jedynie poprzez mecze reprezentacji i ewentualnie jakieś teksty, czy krótkie filmiki w internecie.

Już na samym początku chciałbym wyrazić wyrazy podziwu i szacunku dla Michała Treli, wiecznie spragnionego polskiego futbolu, szukającego go nawet na szczeblu okręgowym, a także dla redaktora naczelnego Pubsport.pl, Damiana Ślusarczyka. W zakładce „o sobie” napisał: „Obecnie jest w stanie obejrzeć 6 meczów polskiej ekstraklasy w trzy dni i nie zgłupieć. Czasem tylko zasypia w trakcie 🙂„. Ja zgłupiałem już po dwóch w drugiej kolejce (pierwszą przegapiłem, bo jeszcze pracowałem na roli). Jednak zanim do tego doszło, śledziłem (bo nie mogę powiedzieć, że oglądałem) „wyczyny” naszych klubów w europejskich pucharach.

Przede wszystkim nie oglądałem ich, bo nie było gdzie. Polskie stacje – z wyjątkiem Orange Sport – olały sobie eliminacje do Ligi Europy. Teraz, z perspektywy czasu, wydaje mi się, że był to dobry ruch. Wystarczyło, że Śląsk popsuł wizerunek polskiej piłki swoimi popisami nieudacznictwa z Budućnostią i Helsingborgiem. Jedyną ekipą, która być może nie skompromitowałaby się na europejskiej scenie byłaby Legia, ale niestety Wojskowi przegrali wygrany dwumecz z Rosenborgiem. Po cichu liczyłem też na Lecha, lecz nadzieja okazała się być płonna. I tak oto z powrotem nasze kluby mogły już bez przeszkód taplać się w krajowym błotku.

Tego lata minęło 10 lat od mojego zauroczenia piłką nożną i kupienia pierwszego w życiu Skarbu Kibica Ligi Polskiej. Od tamtej pory nie przegapiłem żadnego takiego przedrundowego wydania. Jednak za każdym razem sytuacja się powtarza – na papierze nasza liga zapowiada się wspaniale, najlepiej od lat, a rzeczywistość okazuje się tragiczna. Według mnie, produkowanie ponad stu stron wyłącznie o T-Mobile Ekstraklasie to stanowczo za dużo. Mamy do czynienia jakby z barokowym przerostem formy nad treścią (a ponoć żyjemy obecnie w neobaroku). Obok zaś mam na biurku dodatek do gazety z tego samego wydawnictwa, ale z dopiskiem „ANGLIA”. Jest blisko trzy razy szczuplejsza, ale tutaj aż chce się, żeby tych stron było jak najwięcej. To właśnie m.in. tamtejsze rozgrywki powinny być tak rozrysowane, jak polskie.

W te wakacje przeczytałem naprawdę dużo sportowej prasy. Robiłem to z przyjemnością, dopóki nie natrafiałem na rozmemłane dodatki o… polskiej piłce. Rozumiem jakiś jeden czy drugi felieton, krótką zapowiedź, ale rozkładanie każdego meczu każdej kolejki na czynniki pierwsze to dla mnie przesada. Wiem, że to bardzo ważna, wręcz obowiązkowa część pracy dziennikarzy i nie da się od tego uciec, bo to nasza rodzima liga, ale odnoszę wrażenie, że ona na takie wyróżnienia nie zasługuje. Zacząłem już pomijać niektóre strony…

Rozgrywki T-Mobile Ekstraklasy mają bardzo rozbudowane prawa transmisyjne. Wiele z tych najlepszych meczów przeciętny kibic nie może zobaczyć, bo nie zapłacił za dekoder Cyfry+. Jeśli ma trochę szczęścia, to zobaczy kilka gorszych spotkań na antenie Imperium Słońca albo Eurosporcie 2. W związku z tym chciałbym zapytać: dlaczego promujemy nasz produkt w Europie nie tym, co najlepsze, tylko tym, co… przeciętne?! To francuski nadawca powinien sobie wybierać mecz do pokazania w kolejce. Zamiast promować resztki pozytywów z polskiej piłki, strzelamy sobie w stopę.

Jeszcze niedawno brakowało mi porządnego magazynu ligowego w otwartej stacji telewizyjnej. Za taki uważałem „Magazyn Idea/Orange Ekstraklasa” emitowany swego czasu w TVN i TVN24. „Szybka Piłka”  była dla mnie za szybka. Teraz już nie przywiązuję do tego tak wielkiej wagi – wystarczy mi kilka skrótów na stronie ekstraklasa.tv, jeśli jestem naprawdę spragniony.

Niedawno żałowałem też, że nie mam swobodnego dostępu do meczów na naszym podwórku.. lecz to również już mi przeszło. Jeżeli naprawdę będzie mi zależało, to włączę sobie w internecie, ale tylko wtedy, gdy w ligach zagranicznych nie znajdę jakiegoś ciekawego starcia. Na przykład w ostatnią sobotę września wybrałem dwa hity Premier League (Arsenal – Chelsea i Man United – Tottenham), które czasowo pokrywały się z meczami w Polsce. I wcale nie żałuję!

Poziom naszej ligi się wyrównał, ale niestety w dół. Dlatego mistrzostwo wywalczyć może dosłownie każdy. Wystarczy odrobina szczęścia, jedna, czy druga seria zwycięstw (albo chociaż meczów bez porażki) i wszystko jest możliwe. Pewnie są tacy, którzy się tym emocjonują, ale ja niestety coraz mniej. Brakuje nam silnych przodowników, kandydatów do zaprezentowania się w europejskich pucharach. A przecież mamy się ponoć piąć w górę rankingu UEFA, aby wywalczyć jeszcze jedno miejsce w el. LM… Jak na razie, to musimy udowodnić, że na to jedno zasługujemy…

Przedstawiłem więc kilka powodów, dla których uważam, że mecze z udziałem polskich zespołów naprawdę straciły na atrakcyjności. Przecież perspektywa Euro 2012 miała poprawić wizerunek polskiego futbolu, a nie odwrotnie. Brakuje mi już sił oraz cierpliwości. Nie chcę się męczyć, wolę poparzeć na futbol w najlepszym wydaniu. To właśnie sprawia, że opuszczenie kolejki ligi polskiej nie boli mnie wcale, zaś niezobaczona kolejka Ligi Mistrzów kłuje mnie w sercu strasznie. Na zakończenie powiążę obie wymienione rozgrywki: Nie muszę pamiętać, ile lat minęło od gry Widzewa w Lidze Mistrzów, bo sam przeżyłem o rok więcej. Coś mi się wydaje, że jeszcze sobie poczekamy…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl