Ojciec sukcesu, matka porażki?

Quique Sanchez Flores prawdopodobnie odejdzie ze stanowiska szkoleniowca Atletico Madryt po zakończeniu obecnego sezonu. Utalentowany trener stracił zaufanie w oczach prezesa Cerezo i nie dostanie kolejnej szansy na odniesienie sukcesu na Estadio Vicente Calderon.

Czy jednak Sanchez Flores powinien czuć się przegranym? Gdybyśmy patrzyli tylko na ten sezon w La Liga to moglibyśmy tak powiedzieć. Atletico próbuje wywalczyć sobie miejsce w przyszłorocznej edycji europejskich pucharów, ale od kilku miesięcy jest tak naprawdę ekipą środka tabeli. Nie udało się popularnym „Los Colchoneros” obronić pucharu Ligi Europejskiej, ani nawet przyzwoicie zaprezentować się w tych rozgrywkach. O Pucharze Króla także w tym roku kibice Atletico mogą zapomnieć. Obecny sezon wypada więc całkiem słabo, szczególnie gdy popatrzymy na potencjał całej drużyny.

Trudno jednak całkowicie winić trenera Sancheza Floresa i udawać, że w Madrycie zmarnował on tylko czas swój i kibiców. W lidze hiszpańskiej zdołał zająć ze swoją jedenastką ósme miejsce, choć przychodził w trudnym momencie po zwolnieniu Abela Resino. Umiejętności motywacyjne i taktyczne potwierdził doskonale w Lidze Europejskiej, gdzie wygrał, bo przechytrzył w finale Roya Hodgsona i jego Fulham. Dodajmy do tego przegrany dopiero w decydującym meczu Puchar Króla i będziemy mieli obraz jednak solidnej, choć krótkiej kadencji Hiszpana.

Czy Atletico podejmuje dobrą decyzję rozstając się z Quique Sanchezem Floresem? Według mnie nie. Nie jest do końca winą trenera, że ma wąską kadrę, w której gwiazdy Forlan i Aguero zgubiły formę lub są po prostu przemęczone. To ci zawodnicy decydowali o obliczu drużyny kilkanaście miesięcy temu, ale krótsze wakacje i mundial przyczyniły się do ich gorszej dyspozycji w tym sezonie. To, że Atletico ma krótką ławkę i brak klasowych zmienników to przecież nie jest wina tylko i wyłącznie szkoleniowca, nieprawdaż?

Prezes Enrico Cerezo i kibice Atletico czekają na wspaniałe wyniki, na walkę o mistrzostwo kraju od wielu, wielu lat. Pamiętam, gdy jeszcze za czasów Torresa, co sezon liczono na „rok pełen sukcesów”. Później plany pozostawały tylko planami, a kadra i kolejni trenerzy byli w stanie walczyć góra o miejsce w kolejnej edycji Lidze Mistrzów.

Może i Sanchez Flores nie zrobił gigantycznego kroku naprzód ze swoim Atletico, ale i nie pracuje tam kilka lat, aby tylko na niego zrzucać winę za wyniki zespołu. Według mnie, wobec wszystkich tych czynników zewnętrznych, tych utrudnień, szkoleniowiec poradził sobie całkiem nieźle. Wątpię, czy jego planowani następcy pokroju Manzano, Emery’ego czy Garcii byliby w stanie osiągnąć coś więcej z takim składem w podobnej sytuacji. Ale decyzja już chyba zapadła.


pubsport.pl