Oliwa (nie)sprawiedliwa

Nasi bracia współgospodarze podzielili nasz los i także odpadli już z Euro 2012. Jednak po tym, co pokazali dziś na Donbass Arenie w Doniecku, jest mi ich po prostu szkoda, bo na to absolutnie nie zasłużyli. 

Drużyna prowadzona przez Olega Blokhina zaprezentowała postawę godną gospodarza – swoimi akcjami dawali wiele radości kibicom. Umieli wymienić kilka szybkich podań blisko bramki rywali, znajdowali się w odpowiednich miejscach, kiedy trzeba było – błysnęli indywidualnie (np. Iarmolenko, Konoplyanka). Pozostaje tylko zapytać: dlaczego ani razu nie strzelili gola Anglikom?

Brakowało im przede wszystkim szczęścia. Stosunkowo dużo uderzeń blokowali albo obrońcy albo bramkarz, Joe Hart. Łatwego zadania nie miał i parokrotnie wykazał się świetnym refleksem. Tego wieczoru od kreowania akcji ofensywnych oraz przetrzymywania piłki byli Ukraińcy. W obu tych elementach zdecydowanie przeważali, a mimo to, w najważniejszej z piłkarskich statystyk, okazali się gorsi.

I tu też można mówić o pechu. Przy bramce nastąpiły dwa rykoszety, Pyatov nie był w stanie do końca przewidzieć, gdzie poleci futbolówka i popełnił błąd, który wykorzystał Wayne Rooney. Choć urodą wybitnie nie grzeszył,  to pokazał, że jest ważnm punktem dla swojej kadry narodowej. Gdyby był w formie z sezonu ligowego, być może coś jeszcze by ustrzelił.

Pewnie zastanawiasz się w związku z tym, co do tej pory napisałem, skąd taki tytuł? Ano stąd, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Na przykład gol Devicia nie powinien był zostać uznany, mimo, że w powtórce przekonaliśmy się, że piłka przekroczyła całym obwodem linię bramkową. Wszystko dlatego, że ukraiński piłkarz był wcześniej na spalonym. Z tego miejsca chciałem tylko pozdrowić UEFA,  a w szczególności sędziów bramkowych.

Gdyby tak jednak cofnąć się pamięcią o dwa lata, to można powiedzieć o sprawiedliwości, której stało się zadość w stosunku do Synów Albionu. W 1/8 finału w RPA arbiter nie zaliczył im gola po strzale Franka Lamparda. Chociaż tam było widać ewidentnie, a dziś – nieco mniej wyraźnie, ale jak wspominałem, był dodatkowy człowiek specjalnie wyznaczony do takich sytuacji.

Ogólnie sędziowanie tego spotkania było po prostu kiepskie. Viktor Kassai z Węgier nie był konsekwentny w swoich decyzjach, przyjął sobie subiektywne, nieznane nikomu kryterium oceny zagrań. Do tej pory chyba aż tak źle nie mówiliśmy o rozjemcach na naszym Euro. Niestety, statystycznie musiał przyjść taki moment, kiedy jedną z głównych, niekoniecznie pozytywnych ról, odegrali sędzioiwe.

Z kolei odwrotnie było z poziomem meczu. Wprawdzie padła tylko jedna bramka, ale nie mozna było narzekać na nudę. Mało grano w środku pola, próbowano jak najszybciej przedostać się pod pole karne przeciwnika. Znów możnaby to trochę odnieść do gry komputerowej. Obejrzałem przyjemne, żywe widowisko, aż szkoda, że się skończyło.

No i oczywiście szkoda, że skończyło się ono tak niesprawiedliwym rezultatem. Jednakże nie można mieć o to pretensji do arbitra, bo nie wypaczył on wyniku. Gdyby tak zebrać wszystkie argumenty za i przeciw, to by wyszło mniej więcej na równo.

Z każdą minutą, kiedy oglądałem Ukraińców, chciałem ich zobaczyć w ćwierćfinale. Walczyli naprawdę pięknie. A tak po raz drugi z rzędu oba kraje organizujące Mistrzostwa Europy kończą swój udział w imprezie już po fazie grupowej…

Najprawdopodobniej był to pożegnalny występ Andriya Shevchenki. Wspominałem już chyba o tym, że dla niego Euro 2012 to spełnienie marzeń, choć nie jest już w takim wieku, czy formie, co kilka lat temu grając w Milanie i Chelsea. Jednak możliwość wystąpienia w Mistrzostwach Europy organizowanych na ojczystej ziemi, a w dodatku dwie zdobyte bramki muszą mu dawać mnóstwo satysfakcji. Pewnie oddałby je za wejście do ćwierćfinału, ale niestety, reguły są twarde, acz równe dla wszystkich. Mimo wszystko Andriyowi wypada oddać cześć za to, co pokazał przez setki meczów swojej kariery.

Żeby nie wyszło, że tylko gospodarze się tutaj liczyli, należy jeszcze coś pozytywnego powiedzieć o Anglikach. Trzeba umieć wykorzystać nadarzające się okazje i tak właśnie zrobili. Ujawniła się zatem cecha wielkiej drużyny. Przy okazji uniknęli Hiszpanii w 1/4, więc można powiedzieć, że im się ułożyło. Wygląda to naprawdę ciekawie (przecież za ładne oczy w ósemce sie nie znaleźli), ale zobaczymy, czy Royowi Hodgsonowi uda się przełamać pasmo nieszczęść swojej reprezentacji na wielkich imprezach. Na pewno emocji nie zabraknie.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl