Olśniewająca Gisela, perfekcyjna Wiera, odrodzony Juan Martin i tytan pracy David

Piękna Gisela królową Acapulco. Diabelsko skuteczna Wiera Zwonariowa zatrzymała zwycięski marsz Karoliny Woźniackiej w finale turnieju w Dausze. Triumfujący Juan Martín del Potro, który w Delray Beach zdobył swój pierwszy od 2009 roku tytuł. David Ferrer, który wygrał 14 z 16 tegorocznych spotkań i w Acapulco wywalczył drugi w sezonie tytuł.

Gisela „najpiękniejsze nogi WTA Tour” Dulko mimo małego zachwiania w finale (z Arantxą Parrą prowadziła 6:3 i 5:1, by wygrać II seta i cały mecz w tie breaku) nie wypuściła z rąk dwusetowego zwycięstwa. Wywalczyła ona swój czwarty tytuł i pierwszy od 2008 roku. Została też pierwszą argentyńską triumfatorką rozgrywanego od 2001 roku Abierto Mexicano TELCEL. Przed nią do finału dotarły Paola Suárez (2002) i Mariana Díaz-Oliva (2003), ale w decydującym meczu zostały pokonane. Ulubienica męskich kibiców lepszego początku sezonu 2011 nie mogła sobie wymarzyć. W styczniu wspólnie z Flavią Pennettą wygrała deblowy turniej Australian Open, a właśnie dziś 28 lutego argentyńsko-włoska para została deblem numer jeden w kobiecych rozgrywkach. Ta niegdyś zapowiadająca się na wielką gwiazdę argentyńskiego tenisa dziewczyna (w 2005 roku osiągnęła najwyższą 26. pozycję w rankingu WTA) nie potrafiła spełnić oczekiwań, ale deblowy romans z Flavią Pennettą pozwolił jej odzyskać przebijający się od czasu do czasu blask i skuteczność także w singlu. Mam nadzieję, że to będzie punkt zwrotny w karierze olśniewająco pięknej Giseli. Jak wiadomo życie zaczyna się przed 30-ką, co pokazała w zeszłym roku Francesca Schiavone, a Dulko do 30-ki jeszcze parę lat brakuje. Pewność siebie to w tenisie podstawa sukcesu.

Wiera Zwonariowa to kolejny dowód na to, jak bardzo mentalnym sportem jest tenis (o czym jakiś czas temu mówił Robin Söderling). Wiera już nie płacze, Wiera cieszy się grą i coraz bardziej imponuje pewnością siebie, cierpliwością i opanowaniem. W finałowym meczu w Dausze perfekcyjnie rozpracowała świetnie ostatnio grającą Woźniacką, zadała 30 zabójczych ciosów (tylko naliczono jej kończących uderzeń), parła ostro do przodu i Karolina była bezradna. To 11. tytuł w karierze Wiery. Z taką grą tenisistka z Moskwy śmiało może myśleć o sięgnięciu po wielkoszlemowy tytuł. Finały Wimbledonu i US Open 2010 wprowadziły ją na inny wymiar, jednocześnie stały się źródłem jej mentalnej siły i nauczyły ją pokory. Finał to jest wielki wynik, ale by znaleźć się w panteonie sław musi jeszcze mocniej harować. Więc harowała, jest jeszcze bardziej agresywna, szybsza i sprawniejsza fizycznie, nie mówiąc już o psychice. Tak trzymaj Wiera, tytuł wielkoszlemowy na ciebie czeka! Czy w miłości tkwi siła? Tajemnicą poliszynela jest, że trener Siergiej Demekin jest jednocześnie jej partnerem życiowym. Tenisowo są razem od kwietnia 2010 roku i Wiera już zaliczyła dwa wielkoszlemowe finały. Zgrany to duet, bardzo zgrany.

Oprócz fantastycznej gry Giseli Dulko najbardziej ucieszył mnie powrót jej rodaka Juana Martína del Potro. Argentyńczyk wygrał turniej w Delray Beach zdobywając swój pierwszy tytuł od czasu… US Open 2009. 22-latek z Tandil, który miał stracony cały ubiegłym sezon z powodu kontuzji nadgarstka, w ciągu trzech ostatnich tygodni awansował w rankingu z 484. na 89. miejsce. Bilans finałów Juana Martína to teraz 8-3, w tym 4-0 na amerykańskich kortach twardych. Czy posiadający demolujący bekhend, bardzo pewny forhend, znakomity, urozmaicony serwis, świetnie poruszający się po wszystkich nawierzchniach Juan Martín na dobre wrócił do gry? Mam nadzieję, że tak, w pełni sprawny fizycznie i odrodzony mentalnie Argentyńczyk jest gwarancją wzmocnienia rywalizacji w męskim tenisie, a to oznacza jeszcze więcej emocji i wrażeń, jeszcze więcej niezapomnianych meczów. Któż nie pamięta wspaniałego finału US Open 2009, w którym del Potro pokonał Rogera Federera? Już nie mogę się doczekać kolejnych ekscytujących spektakli w Wielkim Szlemie tworzonych przez olbrzyma z Tandil.

Wielki start sezonu notuje David Ferrer, który po raz drugi z rzędu wygrał turniej w Acapulco w finale zwyciężając niepokonanego od 13 spotkań rodaka Nicolása Almagro. Davis wygrał 14 z 16 rozegranych meczów w tym sezonie zdobywając jeszcze tytuł w Auckland i dochodząc do półfinału Australian Open. Choć jak przystało na typowego Hiszpana najlepiej czuje się na kortach ziemnych (ćwierćfinał Roland Garros 2005 i 2008) ze swoją niezwykłą sprawnością fizyczną, świetną pracą nóg, niesłychaną ambicją i determinacją oraz konsekwentną grą z głębi kortu potrafi ukłuć najmocniejszych także na innych nawierzchniach, o czym świadczy też półfinał US Open 2007. Triumf w Acapulco dał Ferrerowi awans na szóste miejsce w rankingu ATP (najwyżej był na czwartej pozycji w lutym 2008 roku). Za miesiąc na dobre rozpocznie się sezon na ceglanej mączce. Bójcie się panowie pracusia Davida, bójcie się!


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl