One night in Bangkok

Polska reprezentacja, zwana również kadrą PZPN, rozegrała w ostatnich latach wiele dziwnych, zupełnie zbędnych spotkań. Wystarczy wymienić choćby egzotyczne wypady do RPA, Turcji, czy na turniej o Puchar Króla do Tajlandii. Właśnie, Tajlandia! Wycieczka w 2010 roku do tego kraju nie była pierwszą, jaką zafundowali kadrowiczom związkowi działacze (przy okazji też i sobie, ale to drobny szczegół). Cofnijmy się zatem do czerwca roku 1999…

Jak nietrudno się domyślić, znaczna część piłkarzy zabranych do południowo-wschodniej Azji należała do grona „wybitnych” reprezentantów. Ich „wybitność” polegała na tym, iż trener Janusz Wójcik zdał sobie sprawę jak wybitnie się mylił, nie powołując ich wcześniej. Oczywiście od reguły zazwyczaj istnieją wyjątki, toteż Radosław Michalski, Dariusz Gęsior, Maciej Żurawski, Michał Żewłakow czy Artur Wichniarek z tego kanonu „wybitności” skutecznie się wyłamali, o czym świadczy ich obecny bilans gier Z ORZEŁKIEM na piersi.

Z wyprawy do Bangkoku, pomimo jej niekwestionowanej absurdalności, warto wynotować kilka ciekawostek. A oto i one:

1. W spotkaniu z Nową Zelandią doszło do pierwszego i jak dotąd jedynego konkursu rzutów karnych z naszym udziałem. Przechodząc tym samym do historii, „wybitni” reprezentanci wygrali 5:4. Działo się to dokładnie 19 czerwca 1999 roku.

2. Na gorącej tajlandzkiej ziemi zadebiutowało dwóch obrońców, którzy przez ponad dekadę stanowili trzon swoich reprezentacji. Z naszej strony mowa o Michale Żewłakowie, a ze strony popularnych All Whites o Ryanie Nelsenie. Tak przy okazji, życzę obrońcy Blackburn Rovers (i… magistrowi politologii zarazem) szybkiego powrotu do zdrowia. Bardzo mi zaimponował, skutecznie kierując obroną skazywanych na pożarcie Nowozelandczyków podczas ubiegłorocznych Mistrzostw Świata.

3. Jak to zwykle bywa podczas takich wypraw, nie obyło się bez akcentów humorystycznych. Podczas meczu z piłkarzami udającymi drużynę narodową Brazylii (uznany za mecz nieoficjalny) wystąpił Tomasz Wałdoch, który przypadkiem przebywał na wakacjach na nieodległej wyspie Bali… A z powodu kontuzji Piotra Lecha do protokołu jako rezerwowy bramkarz był wpisany… trener bramkarzy Zbigniew Pocialik.

4. I na koniec anegdoty z jednym z „wybitnych” reprezentantów w roli głównej, a mianowicie z bramkarzem Grzegorzem Tomalą. Tak dla porządku: oprócz występu w kadrze w meczu z Nową Zelandią, 70 razy zagrał w Ekstraklasie w barwach Odry Wodzisław, a obecnie jest trenerem bramkarzy w III ligowej Przyszłości Rogów. Ale do rzeczy. Obydwie anegdoty pochodzą z czasów gry Tomali w Odrze:

4.1 Pierwsza jest dość dobrze znana polskim kibicom:
Ryszard Wieczorek do piłkarzy Odry Wodzisław: – Jutro idziemy na Jasną Górę
Grzegorz Tomala: – Ja w dniu meczu po żadnych górach chodzić nie będę

4.2 Drugą usłyszałem od kolegi pochodzącego z Wodzisławia. Po przegranym meczu Odry, kibice udali do jednego z pubów. W środku spotykają Tomalę, który miał znaczny udział w porażce, wpuszczając tzw. szmatę. Na to jeden z nich, wyraźnie rozzłoszczony zastanym widokiem, skądinąd słusznie wypalił do golkipera: „A piwo to potrafisz utrzymać!„.


pubsport.pl
Miłosz Węgrzyn
Student prawa i politologii na Uwr. Od listopada 2006 autor bloga TYLKO I WYŁĄCZNIE O SPORCIE, promowanego przez portal Sport.pl
http://milgord.blox.pl/html