Optymizm po meczu…

Polska wygrała dziś w Poznaniu z Węgrami 2:1. Gdybym nie miał żadnej wiedzy na temat piłki, to włączając wieczorem TV, mógłbym pomyśleć, że stawką spotkania na tym klepisku jest Puchar Pochyłego Boiska w Chałupkach (z całym szacunkiem dla uczestników, tej prestiżowej dla wielu imprezy). Gdybym był mniej złośliwy, a bardziej wnikliwy pewnie dostrzegłbym w tym widowisku nawet towarzyski mecz reprezentacji Polski. Nigdy jednak nie wpadłbym na to, że to jeden z ostatnich sprawdzianów kadry przed Euro 2012, którego będzie gospodarzem, a areną spotkania jest jeden obiektów szykowanych na tę imprezę…

Tak to już jednak jest w Polsce, w czasie gdy powinniśmy mieć „ciąg do piłki” i szaleć na jej punkcie zaczynamy mieć ją coraz głębiej w pupach. Niektórym taka lokalizacja pewnie sprawia radość, dla mnie jest jednak bardzo bolesna. 7 tysięcy ludzi na trybunach, fatalna murawa i drużyna pozbawiona tożsamości. Takie danie zaserwował nam dziś szef kuchni – Grzegorz Lato.

Jakoś po całym dniu spędzonym na uczelni i w okolicach średnio miałem ochotę gapić się w telewizor, no ale wypadało coś tam z tego meczu zobaczyć. No i zobaczyłem kadrę Smudy ogrywającą reprezentację jakiegoś zakładu karnego. Sory, ale w pierwszych 45 minutach, to inne porównanie dla drużyny węgierskiej mi nie przyszło do głowy. Węgrzy grali jakby naczelnik kazał im w ramach robót przyjechać do Poznania i zagrać mecz. No i zagrali – po przerwie już całkiem lepiej – tak, że zdobyli 1,5 gola. To 0,5 zabrał im sędzia, nie dyktując ewidentnego karnego.

Polakom trzeba oddać jedno – w starciu z ogarniętymi marazmem Węgrami grali na przyzwoitym tempie i stwarzali sytuacje podbramkowe. Aaa, sytuacje, no właśnie. Najważniejszy wniosek płynący z tego pojedynku, to fakt, że brak nam napastnika. Tego drugiego – który sapał by Lewandowskiemu za uchem i szeptał „zaraz Cię złapię”. Paweł Brożek gola strzelił, ale czy jesteście pewni, że w razie kontuzji/kartki dla Lewego udźwignąłby ciężar bycia pierwszym snajperem kadry narodowej? Mam wątpliwości. Czujecie się źle? To spróbujcie znaleźć trzeciego gracza w tej hierarchii… choroba murowana.

Podczas prezentacji wyjściowych jedenastek miałem ważne spostrzeżenie – po raz pierwszy od dawna (nie pamiętam od kiedy) każdy z 11 piłkarzy wystawionych na mecz znał w stopniu komunikatywnym język polski, ba, nawet pewnie potrafił zaśpiewać hymn lepiej niż Jarosław Kaczyński. Powiem szczerze – wielkiej różnicy jakościowej (w grze rzecz jasna) widać nie było, ale jakoś tak milej się patrzyło.

Tak się zastanowiłem i wymyśliłem, że nie jest jednak źle. Smuda rzekomo zakończył już selekcję – więc żadnego nowego lisa nie znajdzie. Z tych co mamy – Obraniak gra padakę, ale na pewno zostanie powołany – trzeba się pogodzić. Perquis gra fatalnie, więc może zostanie jakimś cudem pominięty w selekcji, albo złapie kontuzję jak Boenisch (syndrom reprezentanta Polski – wymyśliłem to na podstawie przypadków Ludo i Sebastiana i coraz bardziej to lubię). Eugen jak do tej pory gówno pokazał i teoretycznie powinien mieć problem żeby do kadry się załapać. Co więcej – może za sprawą sejmu, może za pomocą działaczy ze Śląska, orzeł ma szanse wrócić na koszulki. Oczywiście to nie zmieni faktu, że na Euro nie mamy szans, ale przynajmniej będziemy wyglądać jak ludzie. Znaczy jak Polacy – w polskich koszulkach i z polskimi zawodnikami. Nie ma to jak wyciągnąć optymistyczne wnioski z meczu towarzyskiego, nieprawdaż?


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/