Ostatnia prosta w gr. A, czyli na finiszu el.ME 2012.

Kwalifikacje do polsko-ukraińskiej imprezy weszły już w decydującą fazę, a z czternastu wolnych miejsc zarezerwowanych dla ich uczestników pozostało już tylko dziesięć, gdyż cztery drużyny właśnie zapewniły sobie awans nieco przed czasem. 

Jako pierwsi awansowali aktualni wicemistrzowie europy i zdobywcy brązowych medali na ostatnich mistrzostwach świata zarazem, czyli Niemcy. Osiem kolejnych zwycięstw z rzędu odniesionych w grupie A nie pozostawia najmniejszych złudzeń ani wątpliwości.
Awans naszych zachodnich sąsiadów jest tym bardziej wymowny i efektowny, że uzyskany został w fantastycznym stylu, bez oglądania się na wyniki grupowych rywali, których podopieczni Joachima Löwa po prostu zmiażdżyli.

Do zakończenia rywalizacji w tej grupie zostały jeszcze dwie kolejki, które udzielą odpowiedzi na pytanie o to, kto będzie zwycięzcą trwającej wciąż rywalizacji o drugą lokatę, zapewniającą w najgorszym przypadku udział w barażach. Na placu boju zostały już tylko ekipy Turcji i Belgii.
Lepszą pozycję wyjściową, a co za tym idzie, również i większe szanse na zwycięstwo tej rywalizacji mają podopieczni Guusa Hiddinka, którzy po pierwsze mają 2 punkty przewagi nad Belgią i co będzie nie mniej ważne – mają trochę łatwiejszy układ gier w swoim kalendarzu od swoich rywali.
Otóż Turcy obydwa ostatnie mecze zagrają u siebie, a jest to ważne o tyle, że w przedostatniej kolejce podejmą niemiecki mannschaft. Natomiast w ostatniej kolejce gościć będą reprezentację Azerbejdżanu.

Belgowie za to najpierw zmierzą się na własnym terenie z zamykającym tabelę Kazachstanem, aby na zakończenie kwalifikacji udać się wprost do jaskini lwa, czyli do Niemiec i tam zmierzyć się z gospodarzem najprawdopodobniej w meczu „o życie”.

Stawkę drużyn walczących w grupie A uzupełniają bardzo przeciętni Austriacy, którzy ostatnie zwycięstwo w spotkaniu o punkty odnieśli niemalże rok temu, gdy w październiku wygrali u siebie z Azerbejdżanem.
Przy Austrii nasuwa się jedna bardzo ważna uwaga dotycząca polskiej reprezentacji, a konkretnie to niech to, jak dramatycznie nisko upadł ten zespół w ostatnim czasie będzie przestrogą dla selekcjonera naszej drużyny, bez względu na to kto by nie był, bo analogie i podobieństwa są w naszym przypadku dziś bardzo duże.

Jeszcze na koniec odnośnie tej grupy muszę przyznać, że rozczarowała mnie Belgia, która ma moim zdaniem lepszych piłkarzy od reprezentacji Turcji, a mimo wszystko najprawdopodobniej w barażach zagrają mieszkańcy państwa z pod znaku półksiężyca.

Szkoda, że pokolenie tak utalentowane i zdolne jakim mogą się dzisiaj pochwalić Belgowie, nie zagra na polsko-ukraińskiej imprezie. Za ewentualną porażkę w kwalifikacjach z pewnością odpowie płacąc tym samym najwyższą cenę obecny selekcjoner. To właśnie Georges Leekens ponosi z pewnością największą odpowiedzialność za wyniki drużyny, w której przecież nie brakuje piłkarzy z największych europejskich klubów i obdarzonych wielkimi umiejętnościami.

Dzisiejsza Belgia to takie nazwiska jak: V. Kompany (Man. City), E. Hazard (OSC Lille), M. Fellani (Everton), T. Vermaelen (Arsenal), R. Lukaku (Chelsea), J. Verthonghen i T. Alderweireld (obaj Ajax), S. Defour (FC Porto), M. Dembele (Fulham), T. Courtois (Chelsea/Atletico M.), J. Vossen i A. Vanden Borre (obaj Genk), D. van Buyten (Bayern M.), ufff, chyba już wystarczy.
No ale trzeba głośno przyznać, że całkiem niezłych grajków miał do swojej dyspozycji Leekens i też całkiem nieźle zje…ał sprawę. O pewnej już chyba przegranej w walce o drugą lokatę, zadecydują prawdopodobnie dwa frajerskie remisy w meczach, które Belgowie powinni gładko wygrać.
Najpierw zdarzyło się im 4:4 u siebie z Austrią, z bramką straconą w 93. minucie. Ostatnio natomiast, całkiem niedawno bo we wrześniu przytrafiło się tym razem 1:1 na wyjeździe z Azerbejdżanem i gol stracony, no jakżeby inaczej jak w samej końcówce spotkania, a konkretnie w 86. minucie.


pubsport.pl