Ostatnie w tym roku kręcenie karuzelą – kończy się faza grupowa Ligi Mistrzów

Ostatnia szansa. Ostatni oddech gigantów, którzy stąpają po kruchym lodzie. Za moment otrzymamy odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące fazy grupowej Ligi Mistrzów. Przed nami ostatnia, szósta kolejka pierwszego etapu najbardziej elitarnych rozgrywek klubowych świata.
Real Madryt, PSG, Atletico Madryt, Benfica Lizbona, Juventus, Manchester City, Barcelona, Bayern Monachium i Zenit. To grono jest już spokojne i może bawić się w dowolne rotacje w składzie. Zagrożonych jest jednak wielu, bo rzutem na taśmę może dojść po wielkiego przewrotu w grupach B i E. Jeśli wciąż nie podjęliście decyzji, co zamierzacie oglądać, to sugerujemy cztery spotkania – po dwa we wtorek i w środę – które szczególnie należy wziąć pod lupę. Z tej karuzeli mogą wypaść naprawdę wielkie marki…

GRUPA B
Wolfsburg – 9 pkt
Man Utd – 8 pkt
PSV – 7 pkt
CSKA – 4 pkt

Sytuacja jest skomplikowana, więc wyjaśniamy: Wolfsburgowi wystarczy remis. United potrzebują zwycięstwa dla triumfu w grupie. PSV awansuje jeśli zdobędzie 3 punkty, ale nie wiadomo jeszcze kogo przeskoczy… CSKA może skończyć w najlepszym wypadku na trzeciej pozycji.

VfL Wolfsburg – Manchester United
United, ujmując to kolokwialnie, męczą bułę. Są absolutnie najnudniejsi od dawna. Rio Ferdinand tonuje co prawda nastroje. – Pod koniec ery Fergusona też liczyło się tylko to, co wpada do siatki. Styl nie był porywający. Ale fani nie mają wątpliwości. Nieustanne krzyki: „Attack, attack, attack” doprowadzają już Louisa van Gaala do szału. Po ostatnim remisie z West Hamem w lidze Holender wypalił: „Nie jesteśmy „Młotami”. Nie wiem po co te śpiewy, skoro pozostajemy dominującą stroną w takich starciach”. Szkoda tylko, że padł remis 0:0, a goście oddali w „Teatrze marzeń” więcej celnych strzałów (2:1 w statystykach).

Jak na ironię, Wolfsburg udało się w tym sezonie ograć w meczu na Old Trafford w stosunku 2:1, a bramkę strzelił nawet Chris Smalling. Omyłkowo swego czasu nazwany przez van Gaala na konferencji prasowej „Mike”. United powinni byli już awansować w poprzedniej kolejce, ale zmarnowali kolejną okazję przez remis 0:0 z PSV, tym samym dając jeszcze nadzieję Holendrom. Ten, od którego liczy się na cuda po stronie „Wilków” – Julian Draxler – nie ma dobrych wspomnień z konfrontacji z Man United. Mierzył się z nimi bowiem jeszcze jako zawodnik Schalke i dostał baty (0:2 i 1:4) w sezonie 2010/11. Tak czy siak, awans jest już na wyciągnięcie ręki. I tym samym pierwsze miejsce w grupie oznaczające dziewiczy występ w fazie pucharowej rozgrywek.

PSV Eindhoven – CSKA Moskwa

Holendrzy zamierzają wygrać i wówczas nie muszą się na nikogo oglądać. Cierpieć będzie wówczas ktoś z duetu Wolfsburg-United. CSKA wciąż ma szansę na grę w Lidze Europy, ale warunek jest ten sam – 3 punkty na stadionie Philipsa. Wskazanie faworyta to skomplikowana sprawa. Jedyny triumf Rosjan w tegorocznej edycji LM przypadł właśnie na PSV (3:2 u siebie). Problem jest jednak złożony, bo zawodnicy Leonida Słuckiego nie zdobyli na wyjazdach w LM jeszcze żadnej bramki.

Kryzys. To słowo, które najczęściej pojawia się w ostatnich tygodniach w kontekście CSKA, bo „Armiejcy” nie wygrali żadnego z ostatnich sześciu spotkań we wszystkich rozgrywkach (ostatnio 0:2 z Amkarem Perm). Aż pięć z nich przegrali. Jeszcze bardziej przytłaczająco wygląda statystyka rzutów karnych – CSKA nie wykorzystało od startu rozgrywek aż sześciu jedenastek. Co ciekawe, u bukmacherów wciąż można się na tym meczu dobrze dorobić, bo choćby zwycięstwo Holendrów w zakładach Fortuny premiowane jest kursem 1.78. Z kim jak z kim, ale to właśnie z tym zespołem najłatwiej dorzucić cegiełkę w postaci decydujących trzech punktów na wagę awansu i piłkarze Philipa Cocu doskonale zdają sobie z tego sprawę.

GRUPA E
Barcelona – 13 pkt
Roma – 5 pkt
Leverkusen – 5 pkt
BATE – 4 pkt

Barcelona zrobiła swoje i wygrała grupę. Roma jest z kolei uprzywilejowana – ma lepszy bilans z B04 i zwycięstwo da jej wyjście z grupy. Leverkusen w takim układzie nie dość, że musi ograć „Blaugranę”, to jeszcze liczyć na potknięcie rzymian. BATE to już czysta matematyka – musi wygrać i liczyć, że Leverkusen nie podoła Katalończykom na własnym boisku.

Bayer Leverkusen – Barcelona
Sytuacje z pierwszego meczu na Camp Nou pewnie wciąż śnią się Javierowi Hernandezowi. Meksykanin wyrósł co prawda na wiodącą postać „Aptekarzy” na przestrzeni całego sezonu (13 trafień), ale w pierwszym starciu z mistrzami Hiszpanii zmarnował „patelnię” przy stanie 1:0 dla swojego zespołu. Piłkarze Luisa Enrique zdobyli później dwie bramki w… dwie minuty i było pozamiatane.

Stracone punkty da się jednak odzyskać, choć nawet przy zwycięstwie należy upatrywać nadziei w znakomitej postawie BATE. Sytuacja skomplikowała się dość mocno, bo i „Blaugrana” jest ostatnio absolutnie nie do zatrzymania. Owszem, zremisowała w weekend 1:1 Valencią, ale wszyscy wciąż żyją ich popisem z Romą i Realem w Gran Derbi. Przypomina się sezon 2011/12, kiedy Messi znęcał się nad Niemcami, pakując im 5 bramek (słynne 7:1). Plus jest jeden – może dostanie dzień wolny, bo awans i tak jest już rozstrzygnięty i Katalończycy nie muszą się niczym przejmować.

AS Roma – BATE Borysów
Pora zakasać rękawy. Roma po absolutnym biciu i rozjeżdżaniu walcem przez Barcelonę nie stanęła jeszcze na nogi. 1:6 to tylko jedna z wtop piłkarzy Rudiego Garcii w ostatnich dniach. Zaczęło się od remisu z dołującą Bologną. Później była masakra ze strony „Katalończyków”, a następnie porażka 0:2 z Atalantą i tylko remis z Torino (1:1, gol stracony pół minuty przed końcem rywalizacji). Ewentualna wpadka i brak punktów z Białorusinami niemal na pewno pozbawią posady trenera Rudiego Garcię, o czym przebąkują od kilku dni włoskie gazety. „Giallorossi” mają tyle samo punktów co Leverkusen (raptem po 5), ale lepsze bezpośrednie starcia. Utrzymają zatem pozycję nawet przy remisie.

Kurs 1.3 u Fortuny czy innych bukmacherów sugerowałby, że mimo wszystko zadanie jest proste. Nie do końca. Rzymianie po raz ostatni wyszli z grupy LM w sezonie 2010/11. W bieżących rozgrywkach mieli tylko momenty. Zremisowali u siebie z „Blaugraną” 1:1, a gola z kategorii „stadiony świata” zdobył Florenzi po niebywałym strzale z połowy boiska. Ciężko doszukać się jednak zbyt wielu atutów po stronie jednego z głównych kandydatów do Scudetto. Słaba forma w lidze ma przełożenie na puchary. Bolesne. 16 straconych bramek sprawia, że to właśnie ASR ma najbardziej dziurawą obronę w całej edycji. Trzeba jednak dodać, że BATE nieszczególnie leży Włochom (3:2 w pierwszym meczu) i Wojciechowi Szczęsnemu, który zaliczył w pierwszym spotkaniu dwie najpotężniejsze w tym sezonie wtopy. Cała nadzieja w Edinie Dżeko, który kąsał 5 razy w ostatnich 8 meczach dla klubu i kadry. Kibice martwią się zatem przede wszystkim o występ Mohameda Salaha, który wciąż nie uporał się z urazem więzadła kostki nabawionym w meczu derbowym z Lazio, a teraz jest bardzo potrzebny…

źródło: Four Four Two

Damian Ślusarczyk
Założyciel PubSport.pl. 25 lat, mieszkaniec Kielc. Piłką nożną i sportem fanatycznie interesował się zanim przystąpił do pierwszej komunii. Pewnie dlatego teraz woli niedzielę spędzać na stadionie, a nie w kościele. Potrafi godzinami oglądać T-Mobile Ekstraklasę i jeszcze żyje. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/