Oszaleję wkrótce

Tak szaleńczo jeszcze nie było. W 2001 roku byłem na jednym meczu. W 2003 na dwóch. W 2004 na ani jednym (wyobrażacie sobie? Dla mnie to dowód, jak bardzo się zmieniłem, bo dziś bym od takiej „dawki” umarł). 2005 był już rekordowy – widziałem wtedy na żywo osiem meczów. W 2006 był o jeden mniej. W 2007 więcej niż kiedykolwiek wcześniej, bo 11, ale do wariata było mi daleko. Ot, po prostu chodziłem od czasu do czasu na stadion.

Choroba zaczęła się pojawiać w 2008 roku. Wtedy zaliczyłem 17 meczów, czyli w sumie pełną rundę II-ligową. A 2009 był już pełną rewolucją. Obejrzałem na żywo 42 spotkania, a więc zacząłem już minimalnie wyprzedzać zwykłego śmiertelnika. Rok później, wariactwo postępowało – liczba wzrosła do 69.

Kończący się rok jest jednak najbardziej szalony. Mamy grudzień, a więc czas podsumowań. Ja dotychczas byłem na 91 meczach w tym roku, z tym, że niezwykła dla mnie jest dawka potyczek ekstraklasowych, na co wpłynął po pierwsze awans drużyny z mojego miasta, a po drugie zdecydowanie częstsze przebywanie w mieście z dwoma klubami ekstraklasowymi. 2011 się jednak nie kończy i jest niemal pewne (niemal, bo musiałoby mnie zabić, żebym na nie nie poszedł), że pójdę jeszcze na dwa mecze w tym roku – Podbeskidzia z Bełchatowem i Wisły z Twente. Rekordowo szybko, bo ledwie w cztery miesiące stuknął kolejny jubileusz. A, że taką tutaj mamy tradycję, co 50 meczów przedstawiam najlepsze spotkania z minionej pięćdziesiątki. Oto bowiem niedzielne spotkanie Wisły z Widzewem było moim 250. w życiu.

6. 27 sierpnia – Podbeskidzie Bielsko-Biała – Korona Kielce 2-3 – mecz nr 208

Upadek bielskiej twierdzy po ponad roku. Zapamiętany przeze mnie głównie przez to, że po raz pierwszy w życiu na stadionie dostałem gazem pieprzowym, bo jakiś tytan intelektu z ochrony potraktował gazem kibiców Korony, nie zważając na to, że przy takim wietrze, jaki wtedy był, potraktuje gazem całą trybunę, wraz z ławką rezerwowych Korony. Podbeskidzie może się cieszyć, że sprawa rozeszła się po kościach, bo mogły być walkowery i zamykanie stadionu.

5. 20 sierpnia – Hull City – Crystal Palace 0-1 mecz nr 206

O meczu pisałem już tutaj bardzo szeroko. Wyszło jednak na to, że piłkarze Hull za wszelką cenę chcieli mi pokazać, jak słabo potrafią grać. Kiedy już zobaczyłem, stwierdzili, że mogą grać dobrze i od tego czasu wygrywają bardzo regularnie i zajmują miejsce w czołówce League Championship. Pamiętacie o zakładzie, który zawarłem z Philipem i Davidem? Jeśli Hull awansuje do finału baraży, to ja pojawię się na Wembley. Nie wiem, czy to dobry pomysł, bo znów przyniosę pecha i piłkarze będą mi chcieli pokazać jak słabo potrafią grać…

4. 6 sierpnia GKS Bełchatów – Podbeskidzie 6-0 – mecz nr 201

Trzecia setka zaczęła się tak, że nie mogła gorzej. Przy 2-0 po ośmiu minutach, gdy łódzcy dziennikarze śmiali się z beniaminka, byłem wyluzowany, bo wiedziałem, że Podbeskidzie jeszcze im pokaże. Przy 3-0 zacząłem stwierdzać, że jeśli pokaże, to raczej nie w tej połowie. Przy 4-0 zacząłem się chować pod koszulką. Przy 5-0 wystawał tylko nos. Przy 6-0 już mnie w ogóle nie było. Tymczasem ci paskudni miejscowi kibice śpiewali „Giekso ty strzeliłaś bramek sto, ja o jeden proszę gol”. Miał być jeden, a nie sześć, cholera jasna, słowo honoru…

3. 10 września Legia Warszawa – Podbeskidzie 1-2 – mecz nr 217

Jak idiota, po najgorszych meczach Podbeskidzia mówiłem, że na Legii i tak wygra. Wiosną chciałem trafić na Legię w ćwierćfinale, bądź półfinale Pucharu Polski, bo wiedziałem, że Podbeskidzie i tak ją ogra. Zobaczyć ludzi z Żylety zbierających szczęki po golu Patejuka, to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie mnie spotkały na stadionach.

2. 6 listopada Cracovia – Wisła Kraków 1-0 – mecz nr 239

Niezapomniane przeżycie dla neutralnego obserwatora. Atmosfera naprawdę budząca respekt. Walka niesamowita. Wtedy napisałem, że chyba nie ma lepszych derbów. Wy pouczaliście mnie, że derby Śląska na Stadionie Śląskim są lepsze. Zacząłem w to wierzyć szybko, bo jak usłyszałem kibiców Górnika w Krakowie, to się zakochałem. Nie ma bardziej melodyjnie dopingujących fanów w Polsce. Jak nie mogę zasnąć, puszczam sobie „Górnikuuu nasz, śpiewamy ciii, będziemy z tobą aż do końca naszych dniii”, a potem przez sen nucę „rararararararararaaa”. Ale derby Krakowa też dobre!

1. GLKS Wilkowice – LKS Mazańcowice 3-3 – mecz nr 242

Krwawa rywalizacja beniaminków bielskiej A klasy. Na trybunach w Szczyrku ultrasi z Mazańcowic śpiewający „LKS pany, niebiesko-białe szatany”. A na boisku po 30 minutach 2-0 dla Wilkowic. W 35. gol dla Mazańcowic. Tuż po przerwie gol z wolnego Mazańcowic i 2-2. 15 minut przed końcem bramka dla Mazańcowic na 2-3. W 90. minucie bramkarz Wilkowic mówi do obrońców, żeby chronili bramkę. Idzie w pole karne przy rzucie rożnym, nikt go nie kryje, piłka trafia prosto na jego głowę, a on ładuje pod poprzeczkę. Fantastyczna walka, emocje i scenariusz, jaki trudno było wymyślić.

Przeraża mnie tylko jedno. Zanosi się na to, że od 14 grudnia, gdzieś do połowy stycznia, piłki na żywo nie powącham…

 


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl