Pamiętacie pognieciony puchar?

Rok temu, gdy Real wygrał Puchar Króla, kibice Barcelony gardzili tym trofeum, nazywając je najmniej ważnym. Jeszcze więcej śmiechu, było gdy Sergio Ramos upuścił trofeum i przejechał po nim autobus. Los bywa jednak przewrotny i okrutny…

25. maja na Estadio Vicente Calderon Barcelona zagra z Athletic Bilbao w finale wspomnianych rozgrywek. Oprócz tradycyjnych smaczków, takich jak rywalizacja baskijsko-katalońska, wspólne gwizdanie na hymn Hiszpanii, mecz będzie miał całkiem sporą stawkę, szczególnie dla podopiecznych Pepa Guardioli. Będzie to dla nich pierwsza, jedyna i zarazem ostatnia szansa na wygranie czegoś poważnego w tym sezonie. Oczywiście możecie tutaj wymieniać superpuchary, czy Klubowe Mistrzostwo Świata, ale powiedzmy szczerze – to są trofea drugiej kategorii. Daleko w tyle za Ligą Mistrzów czy mistrzostwem kraju.

O wczorajszym meczu z Chelsea napisano już niemal wszystko. W zasadzie nie mam nic do dodania. Chciałbym tylko stanąć w obronie Chelsea, która pomimo ogromnego sukcesu jest przez wiele osób lekceważona, bądź co gorsza wyszydzana – zupełnie jak ten puchar roku temu. Występ londyńczyków nazywa się antyfutbolem, wymyśla co raz to nowe epitety. Pytanie jest takie – jak do cholery miała zagrać Chelsea, gdy dzieliło ją od finału 45 minut, miała przewagę jednego gola w dwumeczu i jednego piłkarza na boisku mniej?

Autobus w polu karnym to najbardziej denerwujące mnie piłkarskie stwierdzenie ostatnich lat. Gra się tak jak pozwala przeciwnik i na miarę swoich możliwości. Ciągle powtarzam – Chelsea nie miała innego wyboru, by marzyć o awansie (choć nawet pewnie o tym nie myśleli po losowaniu) musiała skupić się na defensywie, wyprowadzać zabójcze kontry i mieć trochę szczęścia. Jestem pełen podziwu dla konsekwencji i wytrwałości z jaką drużyna the Blues przesuwała się w defensywie, odcinając przez długie minuty wszystkie drogi do dokładnego podania w pole karne. Ktoś to ładnie skomentował, podczas naszej relacji – to wyglądało jak mecz piłki ręcznej. Piłka ze skrzydła do środka i znów na skrzydło, w tą i z powrotem. Oczywiście całkowicie nie udało się zaryglować dostępu do bramki, ale i tak duże słowa uznania. Całkowicie to można zneutralizować Legię Warszawa (pamiętam jej ostatni mecz z Koroną w Kielcach, gdy miała piłkę przez około 65 procent czasu, nie oddała strzału w światło bramki i przegrała 0:1, bo Korona oddała jeden), ale nie Barcelonę. To jest bądź co bądź grupa najlepszych piłkarzy na świecie. Co więcej – to jest grupa wirtuozów ataku pozycyjnego. Nie rozumiem więc, dlaczego teraz niektórzy domagają się, by Chelsea czy Real wściekle atakowały mając korzystny rezultat na tablicy. Na miłość boską, przecież wczoraj goście dobrowolnie wręczyli Barcy do rąk jej największy atut – piłkę. Kłopot z atakiem pozycyjnym, to może mieć polska reprezentacja, ale nie wielka Barcelona. Domaganie się okazji do kontr i szybszych akcji dla Barcy, jest dla mnie niezrozumiałe. Traktuję to jako otwarte przyznanie, że formuła tiki taki jest na wyczerpaniu. Zasadniczo mnie to nie dziwi – maszyna działająca bez zarzutu przez kilka lat musi w końcu złapać usterkę. Co więcej – te lata to ogromnie dużo czasu, by poznać jej działanie i ewentualnie przygotować skuteczną broń.

Któryś z piłkarz Barcy (Pique?), po meczu z Realem powiedział, że Królewscy nie grali w piłkę. Jeżeli tak, to co powiedział po wczorajszym meczu? To chore – bo i Real i Chelsea w piłkę grały i to grały o kilkadziesiąt procent skuteczniej niż Barcelona. Koledzy z redakcji podliczyli, że Chelsea w dwumeczu oddała 4 strzały w światło bramki i zdobyła 3 gole. Piękno futbolu zostało zabite? Nie – piękno futbolu każdego dnia, takiego jak wczoraj, rodzi się na nowo, nawet bardziej atrakcyjne. Powiedziałbym dokładnie to samo, gdyby w ostatniej minucie to Barca strzeliła gola na 3:1. Bo chyba wszyscy jesteśmy zgodni, że lepiej zobaczyć wygraną Barcelony po męczarniach, dramaturgii i golu w ostatniej minucie niż szybkie 4:0 po 30 minutach gry. Na takie spektakle to zapraszam do żywieckiej B-klasy. Tam ostatnio Jedność Wieprz rozbiła Halnego Przyborów 6:0.

25. maja Barca zagra z Bilbao i paradoks tej historii jest taki, że to Baskowie do tego meczu mogą przystąpić jako zdobywcy europejskiego pucharu. Na zakończenie mam niesamowitą konstrukcję, z angielskiego tabloidu the Sun:

„Terry dostał czerwoną kartkę, Messi nie strzelił karnego, Chelsea awansowała do finału, ale najbardziej niesamowite było, że…

Torres strzelił!!!”

Piłka nożna jest piękna.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/