Pamiętnik mundialowy (2)

Minęło kilka dni, więc chyba już większość kibiców ochłonęła po porażce naszej drużyny z Senegalem. Niestety złe wspomnienia z poprzednich turniejów wróciły. Stanęły nam przed oczami bolesne porażki. Po dobrym wyniku na Euro 2016 wydawały się one odległą przeszłością, która szybko nie wróci.

We wtorek przez cały dzień odczuwalna była atmosfera wielkiego święta. Widać było, że tego dnia będzie miało miejsce coś wielkiego. Na ulicach mijało się ludzi w biało-czerwonych koszulkach. Ulicami przejeżdżały samochody z doczepionymi flagami. A w autobusach słychać było rozmowy o zbliżającym się meczu. Nie mogło to dziwić. Na mundialowy występ czekaliśmy od dwunastu lat. Mistrzostwa Europy we Francji rozbudziły nasze apetyty na sukces. Nikogo nie mogła dziwić „pompa”.

Nie oburzam się na słynne „pompowanie balonika”. Czasem jest ono jak najbardziej na miejscu. Skoro po ponad dekadzie wracamy na największą imprezę piłkarską na świecie, dodatkowo jako ćwierćfinaliści mistrzostw Europy, nie możemy się dziwić, że atmosfera związana z występem w Rosji jest „pompowana”.

Z drugiej strony sam miałem świadomość, że naszego zespołu na wiele nie stać. Przed turniejem stawiałem na awans do 1/8 finału. Nie liczyłem na nic więcej niż wyjście z grupy. A nawet tego nie byłem pewny. Nie jesteśmy europejską potęgą. Nie mamy zespołu zbudowanego z gwiazd. Na takie miano zasługuje tylko kilku naszych zawodników.

Mimo wszystko, jak każdy, liczyłem na dużo lepszy wynik, a na pewno na zdecydowanie lepszy występ. Wróciły złe turniejowe wspomnienia. Przypomniał się mecz z Koreą Południową w 2002 roku. Miliony ludzi wierzyły w azjatycką podróż po Puchar Świata, a gospodarze brutalnie sprowadzili nas na ziemię. Przed oczami stanęło fatalne spotkanie z Ekwadorem. Tysiące kibiców w biało-czerwonych barwach na trybunach, a potem płacz i żal po porażce z drużyną, którą mieliśmy ograć na luzie. Wróciliśmy wspomnieniami do dwóch goli Lukasa Podolskiego i kolejnym oczekiwaniu na historyczne zwycięstwo z Niemcami. Na myśl w końcu przyszła grecka tragedia na Stadionie Narodowym podczas otwarcia największej imprezy sportowej w dziejach naszego kraju.

Było tyle tych rozczarowujących początków na wielkich turniejach, że aż można było się do tego przyzwyczaić. Wreszcie we Francji Arkadiusz Milik sprawił, że otwarcie dużego turnieju przestało nam się źle kojarzyć. Niestety w Moskwie historia wróciła. To był jeden z najgorszych meczów kadry Adama Nawałki. Nie będę go analizował, bo zrobiło to wiele osób. Zresztą analizowanie tak słabej postawy zawodników, za których trzyma się kciuki nie jest niczym przyjemnym.

Jest źle, ale w żadnym wypadku nie należy tracić nadziei. Przed nami jeszcze dwa mecze. Wszystko więc w naszych rękach. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo awansować, ale nie mam zamiaru płakać.

Duże wrażenie robią na mnie drużyny, po których się tego nie spodziewałem. Ambitne Maroko, które postawiło się Portugalii, waleczny Iran, który nie bał się Hiszpanii. Gol dla Iranu, niestety nieuznany, bo strzelony ze spalonego, to jeden z najlepszych, jak do tej pory, momentów tych mistrzostw. Radość irańskich piłkarzy była najpiękniejsza. Szalona i ekspresyjna. Aż żal, że musiała zostać przerwana. Sędzia nie mógł jednak podjąć innej decyzji.

Turniej w Rosji jest pierwszym mundialem, w trackie którego mam konto na twitterze. Jest wiele zalet tej zabawki. Można czytać na bieżąco komentarze dotyczące trwającego meczu. Można też samemu dzielić się ze światem swoimi własnymi przemyśleniami. Trafiają do nas ciekawostki, statystyki i anegdoty. Jest też jednak gorsza strona tego medium. Podczas oglądania spotkań więcej umyka. Twitter negatywnie wpływa na koncentracje i skupienie. Chyba dobrym pomysłem będzie oglądanie jednego meczu dziennie bez korzystania z telefonu, tabletu czy komputera. Odcięcie się na dziewięćdziesiąt minut od portali społecznościowych. Skupienie się wyłącznie na piłce, jak za dawnych czasów, kiedy zostawiało się wszystko i zasiadało przed telewizorem, by obejrzeć mecz. Mam dobrą podzielność uwagi, ten tekst powstaje w chwili, gdy Francja gra z Peru i nie przeszkadza mi to w orientowaniu się w tym, co dzieje się na boisku. Nie mniej czasem warto usiąść i obejrzeć mecz w skupieniu, chłonąc atmosferę i dostrzegając szczegóły.


 MUNDIAL ROSJA 2018 >>

TERMINARZ | DRABINKA | SKŁADY | GRUPY I WYNIKI