Pan „Double-Double” – Marcin Gortat w nowym sezonie NBA

Wiele serwisów internetowych rozpoczęło ostatnio kampanię pod tytułem: „Głosujmy na Gortata!”. Warto bowiem wiedzieć, że polski zawodnik występujący w klubie Phoenix Suns został nominowany do gry w Meczu Gwiazd, który odbędzie się w ostatni weekend lutego w Orlando. Należy zauważyć, że Łodzianin jest jednym z zaledwie ośmiu Europejczyków (a w zasadzie obywateli Europy – Serge Ibaka i Luol Deng urodzili się poza Starym Kontynentem, ale reprezentują europejskie reprezentacje) wyróżnionych przez władze ligi. Po jego ostatnich występach nikt nie powinien mieć wątpliwości co do tej nominacji.

Ostatnie mecze popularnych „Słońc” to popis gry Polaka. Osiem „double-double” z rzędu zamknęło usta (prawie) wszystkim krytykom Marcina. Po dzisiejszej nocy „Polish Hammer” jest liderem swojej drużyny, nie tylko w ilości zbieranych piłek, ale także pierwszym strzelcem ekipy. W tym sezonie spędza na parkiecie średnio niecałe 31 minut, zbierając w tym czasie 9,8 piłki (2,2 na atakowanej tablicy), blokując prawie 1,7 rzutu przeciwników oraz zdobywając 15 punktów. I to przy skuteczności z gry prawie 60%! Pod tym względem w drużynie nie ma sobie równych. Jedynie, wiekowy już, Steve Nash stara się dotrzymać mu kroku (14,3 punktu na mecz przy skuteczności 53%), ale jest jedynym zawodnikiem w ekipie (poza Polakiem), który zdobywa punkty z ponad połowy swoich rzutów.

Niestety świetna dyspozycja Gortata nie przekłada się zwykle na grę całej drużyny. Suns w szesnastu. dotychczas rozegranych meczach, zwyciężyli jedynie sześciokrotnie. Polak błyszczy jednak praktycznie każdego wieczoru. Gdyby nie kontuzja(złamany kciuk), która utrudniała mu grę na początku sezonu, statystyki MG4 byłyby jeszcze bardziej imponujące. Śmiem twierdzić, że zajmowałby aktualnie trzecie miejsce wśród najwięcej punktujących centrów – jest (na pewno nie dopiero, prędzej aż) szósty. Podobnie jest ze zbiórkami – zajmuje jedenaste miejsce wśród wszystkich zawodników (siódme, wśród graczy występujących na jego pozycji ). Tutaj także mógłby być nieco wyżej, lecz na podium wciąż chyba go nie stać. Świetnie wygląda również w zestawieniu „double-double” – na dziś dzień ulokował się w pierwszej dziesiątce z zaledwie jedną podwójną zdobyczą straty do pozycji numer 4.

Boleć może jedynie fakt, że Marcin znacznie gorzej niż w poprzednich latach wykonuje rzuty wolne. Skuteczność osobistych obniżyła się bowiem o blisko 8% (72,5%–>64,9%). Jeśli chce zdobywać ponad 20 puntów co mecz, powinien popracować na tym aspektem. Szkoleniowiec ekipy „Słońc” postawił mu warunek – jeśli będzie zdobywał ponad 20 punktów, dostanie pozwolenie na rzuty z dystansu. Odkąd przeniósł się za ocean, próbował swych sił zza lini 7,24 jedynie osiem razy, z czego dwie okazały się skutecznie. Gdyby udało mu się jeszcze ograniczyć  straty i nieco zwiększyć ilość asyst, mógłby liczyć na ciekawe propozycje transferowe. Nie zanosi się bowiem, aby Phoenix w najbliższych latach byli w stanie powalczyć o coś więcej niż awans do Playoff’ów. Powinniśmy wierzyć, że wielka kariera i sukcesy wciąż przed nim.

PS Nie wymagajmy jednak od Marcina zbyt wiele. Już mamy powody do dumy, gdyż Polak robi regularne postępy i powoli staje się jednym z czołowych centrów ligi. W bieżących rozgrywkach będzie odgrywał kluczową rolę w swojej ekipie. Czego chcieć więcej? Otóż myślę, że fenomenalnym doświadczeniem dla Marcina byłby występ w „All Star-Game”. Dlatego gorąco zachęcam do głosowania na Gortata, co można uczynić pod wskazanym adresem:
http://www.nba.com/allstar/2012/asb/eng/daily.html?cid=asb12_mainGeneral
Głosy można oddawać raz na dobę, do końca miesiąca. Na miejsce w pierwszej piątce „Zachodu” Marcin nie ma już szans (ponad 650 tys. głosów straty do A. Bynuma z LA Lakers na dzień 19. stycznia), lecz warto podreperować jego licznik i wierzyć, że zostanie wybrany przez trenera zachodniej ekipy. Jest na to realna szans, gdyż Marcin to szanowany gracz w środowisku amerykańskich trenerów.


pubsport.pl
Adam Śmietański

Sport, muzyka i gry – trzy pasje nadające sens mojemu życiu.
Niestety nie było mi dane spróbować swych sił w zawodowym sporcie, lecz jedynie pchnęło mnie to ku dziennikarskim wyzwaniom.
Koszykówka, piłka nożna, kolarstwo – moi faworyci wśród walczących o uwagę kibiców.