Parę słów po ,,hicie”

Wczoraj wieczorem miałem przyjemność obserwowania spotkania Ekstraklasy Korona –  Lech. Z perspektywy trybun, mecz ten był widowiskiem żywiołowym i trzymającym w napięciu. Komentatorzy podkreślają jednak, że spotkanie rozczarowało. Jak było na prawdę?

Przede wszystkim było zimno i śnieżnie. Tutaj chyba należy wrzucić kamyczek do ogródka organizatorów spotkania. Opady śniegu, jakkolwiek obfite, nie były aż tak duże, by nie dało się białej pokrywy z murawy usunąć przed rozpoczęciem gry. Prawdopodobnie zbyt późno włączono podgrzewanie murawy. Pierwsze skojarzenie po wejściu na stadion? Przypomniał mi się mecz Lecha z  Udinese w Pucharze UEFA, jeszcze za kadencji Smudy. Tam również odśnieżono tylko linie, resztę boiska pozostawiając zaśnieżoną. Sytuacja, szczególnie w pierwszej połowie była dość trudna. Często dochodziło do dziwnych sytuacji – zawodnicy za cel stawiali sobie doholowanie piłki pod linię boczną, gdzie na murawie nie było śniegu. Przodował w tym zachowaniu obrońca Korony Jacek Markiewicz, notabene wybrany najlepszym graczem kieleckiej drużyny.

Pojedynek w anormalnych warunkach charakteryzowała walka o każdą piłkę i ogromne zaangażowanie, szczególnie ze strony Korony. Lech, który do Kielc przywiózł tylko jednego napastnika wyglądał tak jakby zadowalał go rezultat remisowy. Pierwsze 45 minut upłynęło pod znakiem dominacji Korony, która jednak nie przełożyła się na klarowne sytuacje bramkowe. Tę jedną jedyną w 45. minucie zmarnował Mijajlovic. To Kielczanie byli aktywniejsi, a największe zagrożenie dla bramki Kotorowskie stanowiły stałe fragmenty gry, które gospodarze dość często ,,wygrywali” w środkowej strefie boiska. Lech od czasu do czasu zapędzał się pod bramkę Korony, ale nie zagrażał na tyle, by rozgrzać zmarzniętego Cierzniaka. Golkiper Korony tak na dobrą sprawę tylko raz musiał interweniować, kiedy to jeden z Lechitów omal nie zaskoczył go dośrodkowaniem. Jako dowód na dominację Kielczan w pierwszej połowie przedstawię fotografie dwóch połówek boiska wykonane w przerwie:

Jak widać, piłkarze w 45 minut odśnieżyli murawę lepiej niż organizator przez kilka godzin. Po przerwie, na zielonej w większości murawie, widowisko wcale się nie poprawiło. Wciąż piłkarzom brakowało dokładności. Nie oznacza to oczywiście, że mogliśmy narzekać na nudę. Korona atakowała z coraz większą pasją, podopieczni Sasala wygrywali większość pojedynków w środku pola. Wciąż jednak ciężko było sforsować obronę Lecha, która w tym pojedynku zagrała bardzo dobrze. Pod koniec meczu miała miejsce mała gra paradoksów. Oto Lech grając już bez napastnika (Rudnevsa zmienił Stilic) zaczął wreszcie konstruować jakieś akcje. W tym fragmencie gry koroniarze jakby opadli z sił, oddając lechitom środek pola. Paradoksalnie jednak wtedy Korona, już po zejściu z boiska swojego motoru napędowego – Ediego, miała najlepszą szansę na wygranie spotkania. W 87 minucie Niedzielan nie  trafił z 13 metrów i zespoły musiały zadowolić się remisem. Sytuację bramkową wypracował… zapomniany i lekko wyśmiewany na trybunach Krzysztof Gajtkowski. Potem była jeszcze kontrowersja w polu karnym Korony. Czy Hernani sfaulował Stilica? Kontakt był, ale wygląda na to, że Bośniak mógł z powodzeniem kontynuować akcję. Zamiast tego wykonał teatralny upadek i stąd żółta kartka. Podział punktów powinien cieszyć oba zespoły, choć wygląda na to, że tylko Lech zrealizował swój cel.

Po zakończeniu spotkania Jacek Kiełb, były zawodnik Korony, podziękował kieleckim kibicom za miłe przyjęcie. Na trybunach pojawił się nawet transparent ,,Ryba wracaj do domu”. Jeden ze szczęśliwców został przez pomocnika Lecha obdarowany meczową koszulką.

Reasumując, można stwierdzić, że mecz ten był w wykonaniu Korony jak cała runda. Przyzwoity, bez błysku. Tak jak trzykrotnie w trakcje tej jesieni podopieczni Sasala zmarnowali szansę na zajęcie pozycji lidera Ekstraklasy, tak wczoraj zmarnowali okazję na pokonanie mistrza polski.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/