„Pasy” – GKS 2-1. Futbol bywa sprawiedliwy nawet dla Cracovii

Wydarzenie: W 90. minucie idealnie rzut wolny wykonał Vladimir Boljević. Piłkę ustawił tuż za polem karnym i przymierzył obok muru w róg bramki. Trafił fantastycznie, strzelił zwycięskiego gola (swojego pierwszego w Polsce) w ostatnim meczu „Pasów” na własnym stadionie, z radości zerwał z siebie koszulkę, dostał drugą żółtą kartkę, wyleciał z boiska, a sędzia w tym momencie zakończył spotkanie. Rewelacyjne zakończenie meczu, w którym „Pasy” były lepsze.

Bohater…

…ów dwóch. Najpierw z Cracovii. Niesamowite, jakie ten sport pisze historie. Mateusz Żytko latem przechodził do Krakowa jako najlepszy obrońca Polonii Bytom, co sztuką może nie było, ale uchodził za solidnego ligowca. Po kilku miesiącach, przeciętnemu obywatelowi był znany już z wywiadu udzielonego po meczu z Lechem, w którym zagrał tragicznie. Przez 10 minut opowiadał potem dziennikarzom, że „leży na kolanach”, „nie jest godny nosić tej koszulki” i „rozumiałby swoją słabą grę, gdyby chlał, miał problemy w domu”. Sporo od gry odpoczywał. W dzień 29. urodzin trener Pasieka wystawił go na boku obrony, czyli nie jego ulubionej pozycji. A on w 5. minucie ładnie z bliska dołożył nogę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Milosa Kosanovicia. Zagrał nareszcie bardzo przyzwoicie i sprawił sobie ładny prezent.

Bohater drugi – Kamil Kosowski. Lżony i wygwizdywany, za wiślacką przeszłość, pokazał, że na naszą ligę jest magiem. To piłkarz z innego świata. Każda akcja Bełchatowa przechodzi przez niego, to on oczywiście zaliczył asystę, idealnie wykładając piłkę na środek pola karnego w 60. minucie. To było takie zagranie, po którym musiał paść gol, obojętnie, kto go wbije. Ostatecznie zrobił to do swojej bramki Kosanović. „Kosa” teraz więcej myśli niż biega, ma pełny autorytet. Gdy jest pociągany za koszulkę nawet niewidocznie, zatrzymuje się i rozkłada ręce, a sędzia czuje się w obowiązku podyktować rzut wolny i dać rywalowi kartkę, choć żaden inny zawodnik w tej sytuacji nawet wolnego by nie wywalczył. Profesor.

Rozczarowanie

Brak inteligencji obrońców Bełchatowa. Znam Macieja Szmatiuka i wiem, że to inteligentny facet. Ale do spółki z kolegami w pierwszej połowie zachowywał się jak półgłówek. Scenariusz był taki sam – cała drużyna szła w pole karne Cracovii przy rzutach rożnych i wolnych, piłkę wyłapywał Wojciech Kaczmarek, który natychmiast rzucał przez całą połowę i zawodnicy „Pasów” wychodzili sam na sam z bramkarzem. W pierwszej połowie naliczyłem siedem stuprocentowych sytuacji Cracovii, w tym trzy po takich rzutach Kaczmarka. Gdyby Visnakovs nie był „dziki” (czyli za szybki jak na swą marną technikę), a Niedzielan nie był wyciśniętą cytryną, a pod stadionem Cracovii nie było żyły wodnej, sprawiającej, że wszyscy w tej drużynie zapominają jak się gra, to GKS do przerwy przegrywałby siedmioma bramkami.

Co ciekawego

– Sytuacja z 30. minuty była dla Cracovii symbolem. Klub mógłby ją wykorzystać, jako materiał promujący. Po pięknej akcji Aleksiejs Visnakovs wyszedł sam na sam z Łukaszem Sapelą. Miał naprawdę niesamowicie dużo miejsca. Łotysz miał czas, żeby spytać kolegów z którego roku jest najstarsza kamienica przy rynku. Biegł z piłką jednak za długo, nieudolnie próbował nabrać bramkarza na zwód, ale mimo, że co się dało zepsuć, zepsuł, zdołał dziubnąć piłkę do bramki. Tyle, że ten okrągły kawał szmaty odbił się od czyjejś nogi, trafił w słupek, poturlał się po linii bramkowej, jednak za nią nie wpadł. To było przy stanie 1-0 dla „Pasów”.

– Na derbach tego nie widziałem, bo było ciemno, ale teraz odkryłem, że z sektora prasowego widać stadion Wisły. Prawie jak w Nottingham czy Dundee…

– Nie miał łatwo sędzia Robert Małek, który po ostatnich fatalnych błędach został mocno napiętnowany, ale PZPN i tak pozwala mu sędziować. Wygwizdano go jeszcze zanim wyszedł na boisko, a jak już wyszedł stadion zaintonował „Sędzia Małek to pedałek, hej, hej”

– W 67. minucie Dawid Nowak miał okazję zostać prawdopodobnie pierwszym piłkarzem w naszej lidze, który może się pochwalić zdobyciem gola głową… na siedząco. Najpierw strzelał po bożemu, ale trafił w słupek. On siadł z wrażenia, a piłka tak się odbiła, że spadła na jego głowę. No to strzelił, ale Kaczmarek zdążył złapać.

– Żeby dobrze dośrodkowywać trzeba chyba mieć ksywkę „Kosa”. O Kosowskim już było. Tymczasem w Cracovii asystę po świetnym dograniu z rogu zaliczył Milos Kosanović. Trzy minuty później dograł tak samo dobrze, ale tym razem strzał Jana Hoska wybili z linii bramkowej obrońcy. W ogóle, jak żyję, nie widziałem tak dobrego początku „Pasów”.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl