Paweł Zygmunt: Jeszcze będą medale

fot. Sasha Krotov źródło: wikipedia

Jest dobrze, a może być jeszcze lepiej. Nasz dorobek medalowy w Soczi może się poprawić, bo zarówno nasze panczenistki, jak i panczenistów stać na to, aby stanąć na podium w wyścigach drużynowych – mówi Paweł Zygmunt, medalista mistrzostw świata i Europy w łyżwiarstwie szybkim, a także uczestnik igrzysk olimpijskich w Lillehammer, Nagano, Salt Lake City i Turynie.

Startował pan cztery razy na igrzyskach. Jak na podstawie tego, co obserwuje, ocenia pan te w Soczi?

Uważam, że Rosjanie stanęli na wysokości zadania. Nie można mówić, że cokolwiek jest tam źle zorganizowane. Igrzyska mają to do siebie, że są wyjątkowymi zawodami i wszystkie te wcześniejsze doniesienia o podwójnych ubikacjach czy innych drobnych niedoróbkach nie powinny rzutować na ocenę całości imprezy. Z tego, co widzę i słyszę bezpośrednio z Soczi, Rosjanie wykonali ogromną robotę. Bardzo ważny jest w tym też czynnik ludzki. A tamtejsi mieszkańcy, wolontariusze są bardzo życzliwi i uśmiechnięci. Dlatego w żadnym razie nie ma co krytykować organizatorów. Odnośnie obiektów też trudno mieć zastrzeżenia – zarówno tor łyżwiarski, jak i hala hokejowa czy skocznie są na najwyższym poziomie. Będąc w czterech wioskach olimpijskich, chcę podkreślić, że nie są to wcale żadne rarytasy. Ludziom się wydaje, że igrzyska są robione dla VIP-ów i każdy ze sportowców jest właśnie takim VIP-em. Nic z tych rzeczy. W wioskach panują fajne, spartańskie warunki i tak powinno być. I tak jest też zrobione to w Soczi.

Jakie wydarzenia z aren olimpijskich do tej pory najbardziej utkwiły panu w głowie?

Bardzo trudno jest wskazać wszystkie takie momenty, bo każde igrzyska w Soczi – jak wszystkie poprzednie – przynoszą mnóstwo emocji i nieprawdopodobnych rozstrzygnięć. Niektóre zdarzenia ciężko nawet racjonalnie człowiekowi wytłumaczyć. Na pewno na długo zapamiętam oczywiście bieg Justyny Kowalczyk na 10 kilometrów. Równie fantastyczną historią jest wygrana Zbyszka Bródki na 1500 metrów w łyżwiarstwie. Niesamowitą sprawą są też kolejne medale biatlonisty Ole Einara Bjoerndalena, który został najbardziej utytułowanym sportowcem w całej historii zimowych igrzysk olimpijskich. Super historia wiąże się również ze zwycięstwami na skoczni Kamila Stocha i wiecznie młodym Noriakim Kasaim. Bardzo bliski jest mi także hokej na lodzie, w którym widzieliśmy niespodziewaną porażkę Rosjan. Inna sprawa, że mimo bardzo wysokich indywidualnych umiejętności nie tworzyli oni drużyny.

Nas najbardziej interesują teraz zbliżające się zmagania drużynowe w łyżwiarstwie szybkim – na co pana zdaniem możemy liczyć w przypadku biało-czerwonych?

Jeśli chodzi o dziewczyny, bardzo realnie możemy myśleć o medalu. Są one świetnie nastawione psychicznie i mają ogromne doświadczenie, poparte medalami igrzysk olimpijskich oraz mistrzostw świata, a także znakomitymi występami w Pucharze Świata. W ćwierćfinale pojadą albo z Norweżkami, albo z Amerykankami (wywiad przeprowadzono przed ogłoszeniem par, Polki trafił na Norweżki – przy. red.) – osobiście wolałbym pierwszą z tych opcji. Amerykanki też nie są wprawdzie w jakiejś rewelacyjnej formie, ale wydają być i tak mocniejsze. Chłopakom na początek również przyjdzie im zmierzyć się z Norwegami lub Amerykanami  (podobnie jak panie, panowie trafili na Norwegów – przy. red.). Obie drużyny są świetne, ale i w tym przypadku wolałbym, aby rozpoczęli od konfrontacji z ekipą ze Skandynawii. Naszą męską kadrę też stać w każdym razie na medal.

Wyścig drużynowy to bardzo specyficzna konkurencja. Co będzie decydowało zatem o sukcesie?

Po pierwsze, trzeba doprowadzić do tego, aby wszyscy zawodnicy przyjechali na metę w jednym czasie. Wszystko zaczyna się bardzo szybko, zmiany następują na wirażach i chodzi o to, aby jak najdłużej utrzymać najwyższą prędkość. Zawodnicy nie przyspieszają na tym dystansie, oni tylko słabną w miarę pokonywania kolejnych okrążeń. Kluczowe w tym wszystkim są dobrze przeprowadzane zmiany prowadzącego, które w przypadku chłopaków mają miejsce po około 600 metrach, a u dziewczyn po mniej więcej 400 metrach. Całość jest równie ekscytująca dla obserwujących co trudna dla samych uczestników. Wyścig ten jest niesamowicie meczący fizycznie, a ponadto wymaga olbrzymiej koncentracji i odporności psychicznej. Cechy wolicjonalne odgrywają w nim wielką rolę.

Zdaniem firmy bukmacherskiej Fortuna, pewniakiem do mistrzowskiego tytułu u pań są Holenderki. Nieco niżej stoją akcje Kanadyjek i Polek, a następnie Niemek i Rosjanek. Zgadza się pan z takimi typami?

Uważam, że taka kolejność w klasyfikacji końcowej jest jak najbardziej prawdopodobna.

U panów analitycy Fortuny ze złotymi medalami również widzą Holendrów. I to bezdyskusyjnie. Oprócz nich na podium mają się znaleźć Amerykanie i Koreańczycy. Na czwartym miejscu Polacy, a dalej Norwegowie, Kanadyjczycy i reprezentanci gospodarzy?

Myślę, że będzie lepiej. Że chłopaki wywalczą medal kosztem zawodników z Azji. Po dotychczasowych występach mamy uzasadnione prawo tak przypuszczać.

No właśnie. Jak ocenia pan indywidualne starty polskich panczenistów i panczenistek?

Bardzo dobrze. Zrobili tyle, ile mogli zrobić. Może tylko Konrad Niedźwiedzki, gdyby nie naciągnął mięśnia, mógł pojechać lepiej na 1500 metrów. Reszta pojechała na swoim mistrzowskim poziomie. Zresztą wystarczy popatrzeć na wyniki naszych reprezentantów w porównaniu do przedstawicieli innych dyscyplin.

Ruszy się coś wreszcie z infrastrukturą po złotym medalu Zbyszka Bródka? Czy znowu skończy się na gadaniu – jak cztery lata temu po Vancouver?

Głęboko w to wierzę po tych wszystkich deklaracjach premiera, prezydenta i posłów. Kryty, nowoczesny obiekt jest potrzebny nie tylko panczenistom, ale także innym dyscyplinom. Będzie też spełniał funkcje rekreacyjne, wystawiennicze i wiele innych. To nie jest tor kolarski w Pruszkowie, którego nie można rozłożyć i nie może tam się dziać nic innego poza rywalizacją kolarską. Na torze łyżwiarskim może się odbywać wiele rzeczy, co pokazują przykłady obiektów w Europie Zachodniej. Osobiście optuję za Zakopanem jako Narodowym Centrum Sportów Łyżwiarskich. Moim zdaniem, Warszawa jako duża aglomeracja miejska sama sobie poradzi z powstaniem podobnego obiektu, bo po prostu potrzebuje takiej hali.

W świecie skoków narciarskich już mówi się, że trenera Łukasza Kruczka chętnie zatrudnią inne federacje. Myśli pan, że w przypadku Wiesława Kmiecika może być podobnie i wkrótce dostanie on ciekawe oferty pracy z innych krajów?

Rynek nie jest wielki, konkurencja nie śpi, ale wydaje mi się, że Wiesiek zostanie w Polsce. Pewnie pojawią się dla niego nowe możliwości współpracy, ale jak go znam, będzie wolał zostać u nas w kraju i dalej rozwijać tutaj łyżwiarstwo szybkie.

źródło: inf. prasowa

fot. Sasha Krotov źródło: wikipedia


pubsport.pl
Pubsport.pl

Pubsport.pl – wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!

http://www.pubsport.pl/