Pechowcy, szczęściarze i co dalej z polską piłką?

Załamałem się poziomem meczu o finał pucharu polski, szczególnie poziomem wygranym. Postanowiłem więc opisać jakimi pechowcami są Lechici, jak zanikał zespół, który tak zaistniał w europejskich pucharach. Postaram się też wspomnieć o Legii, szczęściarzach i o tym, co to z nami będzie w następnym sezonie w Europie…

Po sezonie 2010/2011 dla futbolu polskiego wręcz legendarnym, kiedy to w Lidze Europejskiej hulali sobie piłkarze odrodzonego Lecha, który – dzięki Jackowi Zielińskiemu – nie dość, że zdobył mistrzostwo to jeszcze dostał się do fazy grupowej LE. Wprawdzie niepoprawni optymiści wciąż liczyli na sukces na miarę Widzewa Łódź czy Legii Warszawa, które to ponad 15 lat temu dostały się do elity europejskiej piłki, a Legioniści doczłapali się nawet do ćwierćfinału tychże rozgrywek. Przecież do Ligi Europejskiej Lech już wszedł dwa sezony temu, za kadencji aktualnego szkoleniowca reprezentacji Polski – Franciszka Smudy. Ba, nie dość że awansował, to jeszcze skutecznie przebił się przez fazę grupową, poległ dopiero w 1/16 z Udinese. Jacek Zieliński osiągnął więcej. Zamienił Puchar Polski Smudy na mistrzostwo Polski, w Europie osiągnął więcej. Dzięki właśnie tej drużynie Europa usłyszała o Polsce. Udało się to „wuefiście” tylko po sensacyjnym zwycięstwie nad Manchesterem City 3:1 czy wreszcie awansu z prawdziwej grupy śmierci, z Juventusem, Citiziens i mistrzem Austrii – Salzburgiem – na pokładzie. Zieliński wczepił w tą drużynę ducha walki, zaangażowania i wiary. Wiary w to, że można wygrywać i z firmami z najwyższej półki. O tym, że można także przegrywać np. z Zagłębiem Lubin, też nie zapomniał. Nie oglądało się ich tak przyjemnie, jak Lech Franciszka Smudy, który to był ostatnią ładnie grającą drużyną w Polscę. Byli jednak lepsi. Zieliński wprowadził na boiska ekstraklasowe zwykle piłkarzy grających wcześniej już u Smudy, jak Lewandowski czy Stilic. To on jednak uczynił z nich prawdziwych mistrzów jak na nasze warunki – Lewandowski tak zaimponował Borussi Dortmund, że klub, który został mistrzem Bundesligi 2010/2011 nie zawahał się wyłożyć 4,5 mln euro za transfer. Jak na nasze realia pieniądze gigantyczne. Lech zarobił nie tylko na sprzedaży Lewego, doszły gigantyczne wpływy z biletów – na każdy z trzech meczów w fazie grupowej przychodziły tłumy, zawsze był pełny stadion. Kibice tworzyli wspaniałą oprawę, to właśnie ponad 40 tys. doping poprowadził Kolejorza do pierwszego meczu na nowym stadionie – z Salzburgiem, wygranego 2:0. Lech pod wodzą Zielińskiego osiągnął więc wiele, w lidze jednak nie zachwycał. Zbliżył się nawet do strefy spadkowej, więc po dwóch efektownych wygranych z klubami z Krakowa wuefista musiał opuścić Bułgarską. Decyzja była ustalona wcześniej, ale zwolnienie na dzień przed jednym z najważniejszych meczów w karierze trenerskiej musi Zielińskiego boleć. I na pewno boli.

Po odejściu Zielińskiego Lecha opuściło szczęście. Pewnie, awansował do 1/16 finału, pokonał Manchester City, ale z tej Ligi Europejskiej szybko odpadł, a awans i tak przypisywałbym bardziej wuefiście niż jego następcy – Bakero. Po podpisaniu nowego kontraktu z Manuelem Arboledą atmosfera w szatni popsuła się bardzo wyraźnie. Do Kolonii odszedł Sławomir Peszko, którego okrzyknięto – niesłusznie zresztą – najemnikiem i zawodnikiem, który dla pieniędzy zrobi wszystko. Opadły Lechowi skrzydła, w systemie zarówno Bakero jak i Zielińskiego najważniejsze. Odpadł więc z Ligi Europejskiej, po przegranej z aktualnym finalistą – Sportingiem Braga. Zabrakło niewiele, bardzo niewiele. Przegrali po golu ze spalonego oraz fatalnym błędzie Kotorowskiego. Przecież gdyby Lechici mieli trochę więcej szczęścia w ostatniej minucie meczu Wilk trafiłby w okienko, a nie w poprzeczkę. Awansowałby Lech, a głosy o słabej taktyce Bakero ucichłyby. Na miejscu był jednak pech, nie przeszli. Kolejorz, niczym wolna lokomotywa toczył się, toczył i w końcu dojechał do początku maja. Teoretycznie miejsca za bardzo nie odrobili, jednak strata punktowa do 3 pozycji wynosi już tylko 2 punkty. Trzeba jednak uwzględnić, że o tą trzecią lokatę będzie biło się – bagatela – 10 zespołów. I to wcale nie jest tak, że tym trzecim musi być Lech. Widzę dużo poważniejszych kandydatów jak Polonia Warszawa z Zielińskim czy Śląsk Wrocław z Lenczykiem. Gorsze drużyny, lecz lepsi trenerzy.

Wracając do Lecha, to ten sezon miał być uratowany przez zdobycie Pucharu Polski. Wystarczyło pokonał słabiutką, beznadziejną wręcz ostatnio Legię, o której będzie później. Warszawiacy jechali do Bydgoszczy w lepszym nastroju. Mecz jednak na początku układał się po myśli Kolejorza, pierwsza połowa to popis umiejętności Rafała Murawskiego. W drugiej połowie wszystko się posypało, farciarski strzał Manu, dobra, wręcz bardzo dobra gra Legii. Tu jednak też obecny był pech. Nie mówię tutaj o sytuacji Mikołajczaka, bo to po żaden pech, tylko po prostu mało umiejętności, to samo sytuacja Hubnika – jak można z kilku metrów nie trafić w bramkę? Nie, chodzi mi tutaj o kapitalny strzał Kiełba. Wydawał się tak podobny do sytuacji Wilka w meczu z Bragą… Znowu zatrzęsła się poprzeczka, co poskutkowało w efekcie stratą Pucharu Polski, na rzecz drużyny, nie owijając w bawełnę, gorszej.

No właśnie, gorszej. Legia to drużyna szczęściarzy jakich mało, po prostu zlepiona drużyna bez ładu i składu. W dodatku z właściciel, który znajduje się po przeciwnym biegunie co do reakcji niż Józef Wojciechowski. Jak dla mnie, gorszym. Maciek Skorża dostał jeden z najlepszych stadionów w Polsce, miliony na transfery, zgodę z kibicami – co na Legii jest rzeczą bynajmniej ważną -, a nie potrafił zbudować drużyny na miarę mistrzostwa, które na Łazienkowskiej jest rzeczą pożądaną niemiłosiernie. Skorża jednak wraz z drugim ?geniuszem? Jóźwiakiem przeprowadzał wręcz genialne transfery, na Łazienkowskiej rządził i dzielił, a właściciel wtrącać się nie zamierzał ? no bo co, przecież wszystko było idealnie. Mimo fatalnej gry, która wołała o pomstę do nieba i zwolnienie Skorży zarazem, Legia doczłapała się jakoś po rundzie wiosennej na 3 lokatę w tabeli, całkiem zresztą przyzwoitą. Rundę wiosenną warszawiacy rozpoczęli mało przekonującym remisem z Cracovią, która to już po tym spotkaniu otrzymała status ?rycerzy wiosny?. Od legionistów jednak wymagano trochę więcej. Przyszło więc zwycięstwo z Polonią Warszawa w derbach stolicy, po golu ? a jakże! ? przy którym pomogło szczęście, Sadlok nie zdążył wybić piłki, która odbiła się od jego piersi i wpadła do siatki. Powiało optymizmem, tak jak jednak szybko powiało, tak szybko przestało. W kolejnych siedmiu meczach Legia zdobyła ? słownie ? jeden punkt, a mimo to i tak była w czołówce tabeli. Doczłapała się jednak do finału pucharu polski i to zrobiła to całkiem efektywnie ? 5:0 w dwumeczu półfinałowym z Lechią Gdańsk. Skorża wychwalał, że to jego zespół efektywnie jak Real Madryt, że pięknie jak Barcelona, że oni zawsze byli lepsi od rywala, tylko to on zdobywał gole? Po katastrofalnym meczu z Widzewem, gdzie jedyną składną akcję przeprowadził reprezentant Argentyny (!), zwykle rezerwowy Legii, Alejandro Cabral, Maciek Skorża zaznaczył, że jego drużyna zagrała mądrze jak Galacticos. Mariusz Walter, mimo powolnego wstawania Legii z kolan podobno zaczął reagować, chyba o kilka miesięcy za późno. Szuka nowego szkoleniowca, mówi się min. o Hubie Stevensie, bo Skorża miałby opuścić Łazienkowską latem.

Co?

Mój dzisiejszy artykuł sprowadza się dzisiaj do jednego. Do fatalnego poziomu polskiej piłki. Jeśli Legia Warszawa, drużyna, która na wiosnę zdobyła jedenaście punktów jest na trzecim miejscu w tabeli to coś jest nie tak. Jeśli ta sama Legia zdobywa puchar polski to jest jeszcze gorzej. O pucharze polski można jeszcze coś dopowiedzieć, bo przecież w półfinale i to o krok od awansu do finału (gdyby nie trio Stilic ? Rundevs ? Krawiec) było Podbeskidzie Bielsko Białą, czyli drużyna, która co prawda wicelideruje I lidze, ale ostatnio poległa z outsiderem tejże ligi ? Dolcanem Ząbki, który szansę na utrzymanie ma już bardzo małe. W Ekstraklasie każdy potrafi wygrywać z każdym, przegrywać zresztą też, co udowodnił ostatnio chociażby Górnik, czy balansująca to na górze tabeli to na dole Polonia Warszawa. Aktualnie najlepszą drużyną w Polsce jest Wisła, ale jak to napisał kapitalnie Tomasz Gosz, nie zasługuje na LM. Nikt nie zasługuje. Z kolei podium Ekstraklasy jest do jak najszybszego zmienienia, Jagę i Legię jedzie kto chce ? chociaż ostatnio warszawiacy próbują się bronić przed falą zespołów, które bardzo chętnie z nimi wygrają. Osobiście na podium widziałbym teraz Lecha i Śląska, który jednak ostatnio trochę mnie zaskakuje swoją słabą postacią.??

Wszelkie prawa zastrzeżone!


pubsport.pl
Tomek Mądry
Pochodzę z Poznania, aktualnie mieszkam w Ząbkach. Kibic Chelsea, FC Koeln. To tyle. Jestem zwyczajnym, szarym człowiekiem, który postanowił się czymś interesować. Wybrał sport. Oprócz amatorskiego grania w piłkę nożną i uprawiania badmintona piszę także od listopada bloga. W styczniu założyłem nowy i teraz publikuje wpisy na obu adresach. Dnia 10 marca postanowiłem zarejestrować się na pubsport.pl i umieszczać również tutaj moją publicystykę. Na moim blogu i na pubsport znajdziecie na pewno co czwartek - felieton o Chelsea i wiele, wiele innych.
http://kwestor.blox.pl/html