Piątek w ekstraklasie: tragedia

Wyszedł mi dość długi wpis podsumowujący piątkowe mecze w lidze, ale powiem szczerze – nie było dziś za wiele do oglądania, a mecz zapowiadany jako szlagier okazał się „koniną” jakby to powiedział Franciszek Smuda. Mimo wszystko zachęcam do zapoznania się  z  podsumowaniami.

Zagłębie Lubin – Widzew Łódź 1:0 (0:0)

Mecz na 0:0 skończony wynikiem 1:0. Zagłębie przeważało przez większą część spotkania, ale szans na gola miało o dwie więcej niż ja. Goście podeszli do tego spotkania jak przeciętny student, na przeciętnej uczelni: trójka bez pytania? OK, biorę. No i tak Widzew wziął sobie tą „państwową” i czekał tylko na wpis do indeksu.

Problem w tym, że coś dziwnego stało się z Pawłem Hapalem. Przypuszczam, że trener Zagłębia przez przypadek uderzył się o zadaszenie nad  ławką rezerwowych i w 20 minut przed końcem, postanowił wpuścić na boisko Arkadiusza Woźniaka, którego w składzie gospodarzy, widzieli od początku roku wszyscy, oprócz trenera. Tenże Woźniak trochę poszarpał, pobiegał i w 94. minucie omal nie trafił do siatki. Jakąś kosmiczną interwencją popisał się jednak Maciej Mielcarz i pewnie w połowie polskich portali już zaczynało się pisanie o bohaterze Widzewa. Na jego nieszczęście piłka wpadła pod nogi Costy, a ten bez problemu trafił do siatki.

Przed spotkaniem Darvydas Sernas mówił o „widzewskim charakterze”. Dziś nie pokazał go, ani Widzew, ani jego były napastnik. Minimalizm ludzi Mroczkowskiego zemścił się w pełni zasłużenie. Złośliwie można napisać, że najlepszym graczem łodzian na boisku, był biegający w „miedzianej” koszulce Sernas. Serio zaczynam wątpić, czy on jeszcze kiedykolwiek zagra jak grał w barwach Widzewa. Na pewno nie można mu odmówić, ambicji, walki, chęci. Miana snajpera odmawiam mu jednak bez skrępowania, za to z dużym żalem, bo to facet, który kiedyś pokonywał nawet Ikera Casillasa.

Legia Warszawa – Polonia Warszawa 0:0

No no… od czego by tu zacząć. Już wiem. Jak patrzę na takie widowiska, jak pierwsza połowa derbów stolicy, to wydaje mi się, że na miano mistrza Polski zasługują najbardziej Ruch Chorzów i Korona Kielce. W 38. minucie komentatorzy zamilkli, jakby chcieli uczcić minutą ciszy pamięć o wielkich meczach, które kiedyś, za dziadów/pradziadów towarzyszyły podobno derbom Warszawy. Nawet fauli, zważywszy na ładunek emocjonalny tego meczu, było malutko. Sędzia Marciniak był tak znudzony, że nie doliczył nawet minuty i szybko poszedł do szatni. Jak wyszedł, to bez przekonania gwizdnął i zaczął przyglądać się rozwojowi wypadków.

A ten jak żywo przypominał pierwszą odsłonę, toteż dalszy komentarz jest zbędny. Słowa pochwały należą się tylko Sebastianowi Przyrowskiemu, który w ładnym stylu obronił dwa strzały Ljuboji z rzutów wolnych.

Samych siebie przeszli natomiast komentatorzy Canal Plus na czele z Mirosławem Szymkowiakiem. Mała próbka:

– wiesz Tomek ja obstawiam, że sędzia zakończy ten mecz jak piłka będzie w powietrzu…
– ha ha ha
– oooo udało się!

Rzeczywiście mecz ten można skomentować krótko  – wysoki poziom. Piłka więcej czasu spędziła w powietrzu niż na murawie.

Kontakty Świra za piątek, a nie będzie ich za dużo, pojawią się później, prawdopodobnie w poniedziałek.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/