Piekło.

Obserwując od jakiegoś czasu wydarzenia wokół drużyny narodowej doszedłem do wniosku, że Reprezentacja Polski znalazła się w piekle.

To co się w tej drużynie dzieje w przededniu przyszłorocznych Mistrzostw Kontynentu nie jest niestety objawem kryzysu. Ba, to nie jest też znak osiągnięcia dna przez całą kadrę. To jest zejście do piekła, z którego nie wraca się prędko, a zazwyczaj wcale.

Skąd u mnie, aż tyle pesymizmu? Sam nie wiem. Odkąd pamiętam, zawsze byłem niepoprawnym wręcz optymistą jako kibic. Zarówno Reprezentacja jak i nasze drużyny klubowe zawsze dla mnie miały szanse czy to zwycięstwo, zawsze do ostatniej minuty każdego meczu o wszystko wierzyłem w awans, zawsze, bez wyjątku. Wierzyłem, że w Korei pokonamy gospodarzy – dupa. Widziałem szanse na zwycięstwo z Portugalią – dupa. Byłem pewny co do 3 pkt. w meczu z Ekwadorem w Niemczech – dupa. Ściskałem kciuki do ostatniej minuty meczu z Niemcami – dupa. Liczyłem na zwycięstwo znów z Niemcami na boiskach Austrii – dupa. Mimo wszystko sądziłem, że gospodarzy Euro 2008 pokonamy i będzie dobrze – dupa. Bez względu na przeciwnika widziałem szanse polskich drużyn w eliminacjach do fazy grupowej Ligi Mistrzów – dupa.
Rozczarowanie, zawód, rozczarowanie i znowu zawód. Mimo wszystko ja ciągle byłem ślepym optymistą. Kibicem, któremu nie potrzeba było wiele by zatliło się światełko nadziei. Ciągle byłem w stanie znaleźć najmniejszy chociaż powód by wierzyć w awans lub w zwycięstwo naszych drużyn.

Niestety dziś, gdy patrzę na obecną Reprezentację mimo wielkich chęci, już tak nie potrafię. Tak jak jeszcze niedawno, gdy pomyślę o drużynie narodowej, tak też teraz ogarnia mnie wiele emocji. Tylko, że jest mała różnica, bo te emocje teraz są tylko negatywne, destrukcyjne i złe.
Wkurwiam się jak pomyślę, że za rok gramy u siebie najważniejszą imprezę piłkarską na naszym kontynencie o czym jeszcze 10 lat temu mogliśmy sobie co najwyżej śnić i marzyć, a Reprezentacja nawet się już nie stacza, tylko po prostu zapierdala w dół z prędkością światła. Miało być tak pięknie.

Miała być zdrowa, obiektywna selekcja, czyste i klarowne zasady, zgrywanie drużyny na tle najlepszych, selekcjoner wyznaczony i w pewnym sensie wybrany głosem ludu. …
Jest tymczasem selekcja, której nie pojmuje chyba nikt, łamanie zasad i totalny brak konsekwencji w ich egzekwowaniu, kompromitujące porażki z najlepszymi (0-6) i … kompromitujące porażki z nic nie znaczącymi na piłkarskiej mapie (0-2), aż wreszcie jest selekcjoner, któremu po nominacji albo pojebało się w głowie, albo … pojebało się w głowie. To jest piekło dla mnie jako kibica.

Piekłem jest poczucie bezradności, gdy trener mojej Reprezentacji ogłasza, że dla niego temat Boruca w drużynie narodowej …, o przepraszam, temat Boruca w jego drużynie nie istnieje. Gdy dowiaduję się, że najlepszy wiosną polski zawodnik grający w Ekstraklasie – Patryk Małecki, który ciągnie mimo młodego wieku po tytuł mistrza drużynę pełną indywidualności, mimo życiowej formy na rok przed Euro nie dostaje powołania, bo jest „zbyt krnąbrny”. Kurwa mać, a jakie to ma niby znaczenie? Jakim w tej sytuacji autorytetem jest ten cały Smuda, jeżeli argumentuje w ten sposób fakt, że ten czy inny małolat u niego nie zagra? Małecki? – „nie, nie, on jest zbyt krnąbrny”. To może Majewski? – „nie, nie, on jest zbyt gniewny”. Wreszcie, Boruc? – „nie, nie, on jest zbyt charyzmatyczny”. I tak można bardzo długo wymieniać nazwiska czołowych polskich piłkarzy, których Smuda nie powoła. Dlaczego? „Nie, bo … nie!”. Argumentacja – to właśnie ta żałosna, żadna argumentacja wywołuje największe wkurwienie. O wiele bardziej bym Smudę cenił, gdyby był szczery i powiedział raz, krótko i wyraźnie: Nie, bo tracę w jego obecności autorytet, bo nie czuję się przy nim pewnie itp. Jasne, że to jest żenada, ale to jest fakt. Pogodziłem się już z tym, że Smudy nikt nie „wypierdoli”. Dlatego szukając pozytywów w osobie trenera dostrzegł bym taki gdyby zdobył się na szczerość, a przede wszystkim przestał pieprzyć farmazony, że szuka „bandytów, boiskowych zbirów” itp. Nie ogarniam, nie dociera do mnie po prostu jak taki Bartosz Salomon jest większym bandziorem na boisku i lepszym grajkiem od Radosława Majewskiego, Pawłowski od Cywki, Krychowiak od Mariusza Lewandowskiego, Gol od Kaźmierczaka, Kucharczyk od Pawła Brożka, Plizga od Robaka, Wołąkiewicz od Michała Żewłakowa. Nie pojmuję tej selekcji.

Obudzimy się jak będzie za późno i na Euro się zesramy. Mamy niepowtarzalną szansę by osiągnąć historyczny wynik, a zwyczajnie się zesramy. Piekło, nie żadne dno. Piekło.

Na koniec dwa słowa o dzisiejszym pożegnaniu z kadrą.
Dziwię się Michałowi Żewłakowowi, że dał się wrobić w zakończenie kariery reprezentacyjnej w dzisiejszym meczu z Grecją. Czyj to tak na prawdę był pomysł i dlaczego Żewłakow się zgodził? Przecież z każdą upływającą godziną widać po jego wypowiedziach, że on wcale nie chce dziś kończyć gry w kadrze. Ton jego wypowiedzi nie jest tonem człowieka pogodzonego z sytuacją.
Rzygać się chce na to wszystko. Po prostu piekło.


pubsport.pl