Pierwsze, najmniej ważne z czterech

Wczoraj na Santiago Bernabeu odbyło się pierwsze z czterech w ciągu 18 dni Gran Derbi. Już zostało okrzyknięte mianem najmniej ważnych, a potwierdzić może to fakt, iż zakończyło się remisem po bramkach z rzutów karnych…

Chyba wszyscy zdali sobie sprawę, że najważniejsze i (mamy nadzieję) najlepsze mecze jeszcze przed nami. Dla mnie wczorajszy mecz był po prostu dziwny. Jose Mourinho ustawił zespół ultradefensywnie, jakby chciał bronić jakiejś zaliczki. Jestem przekonany, że gdyby Realowi udało się strzelić bramkę w pierwszej połowie, to postawiliby słynny autobus i wybijali piłkę byle dalejn od własnego pola karnego (choć nie tak jak Messi wczoraj). Dlatego goście mogli spokojnie rozgrywać piłkę, wymieniać te setki podań, ale bywało, że przyciśnięto ich i tracili piłkę.  Co z tego, że mieli znaczną przewagę posiadania piłki (71% meczu była przy niej Barca), skoro oddali zaledwie 10 strzałów w meczu? Dla mnie, to tylko dziesięć uderzeń, jeśli tylko jedno z nich, dodatkowo jeszcze z wapna, trafiło do bramki Ikera Casillasa…

Dziwi mnie także to, że Realowi w dziesiątkę łatwiej było stwarzać sobie sytuacje bramkowe. To niezrozumiałe, dlaczego to piłkarze Blaugrany mieli więcej kłopotów pod bramką i biegania, gdy grali… z przewagą jednego gracza. Może to przez kontuzję Carlesa Puyola… Nie od dziś wiemy, że jest filarem defensywy swojego zespołu. Ponoć to nie jest poważny uraz, więc liczę, że na środę kapitan Dumy Katalonii będzie już gotowy do gry.

Po zasłużonej czerwonej kartce dla Raula Albiola, The Special One doszedł do wniosku, że nie ma nic do stracenia i gorzej niż w listopadzie być nie może. Na boisku pojawili się więc Adebayor i Ozil. To bardzo dobry ruch, bo od początku meczu przecież nie miał czego bronić. Nie wiedzieć czemu, po wyrzuceniu z boiska obrońcy Królewskich, mecz stał się bardziej wyrównany, a akcje przebiegały w stylu „cios za cios”.

Do tej pory trudno mi znaleźć przyczyny takich kolei zdarzeń. Na myśl nasuwa mi się fakt, że w tym meczu stawka była najmniejsza. Zaraz, zaraz… przecież i jedni i drudzy mieli w końcówce wyborne okazje do zdobycia bramki na wagę trzech punktów! A więc chcieli! Niestety (dla widowiska), nie udało się.

Ten remis to zarazem dobra i zła wiadomość dla mistrza Hiszpanii. Dobra, bo wynik pozwolił zachować przewagę w tabeli i przybliżył ich do obrony tytułu. Z kolei jednak trzeba przyznać otwarcie i szczerze: Barcelona nie potrafiła sobie poradzić z Realem grającym w dziesiątkę. To jest powód do zadowolenia dla wszystkich „wyznawców” Jose Mourinho. Podobno ćwiczył z piłkarzami na treningu grę w osłabieniu przeciwko ekipie z Camp Nou.

Sobotni wieczór na Estadio Santiago Bernabeu można też okrzyknąć przełomowym. Oczywiście na pierwszy plan wychodzi nie przegranie wielkich derbów przez Real, ale mieliśmy również inne wyczyny. Pierwszy raz, Leo Messi strzelił gola drużynie prowadzonej przez Mourinho. Z kolei Cristiano Ronaldo w końcu strzelił gola Barcelonie. Zwykle się mówi o pojedynku tych dwóch gwiazdorów i mamy ich tutaj jako tych najważniejszych. Dzięki nim, to El Clasico zostało ubarwione bramkami. Niestety, remis powoduje to, że konflikty między zwolennikami jednego bądź drugiego pozostały. Ale spokojnie, w środę ktoś umilknie…

Mecz był sam w sobie średni. Cała otoczka wytworzona przez media pozwoliła uważać, że było to piękne widowisko. Według mnie, nie było, ale to pewnie kwestia gustu. Cieszę się, że to najmniej wartościowe starcie już za nami. Teraz pozostały nam już tylko: „najsprawiedliwsze” El Clasico i „najważniejszy dwumecz” ze wszystkich. Całe szczęście, że po nich na pewno poznamy zwycięzcę, nie tak, jak teraz…

Dlaczego środowy mecz nazywam „najsprawiedliwszym”? Chociażby ze względu na neutralny stadion, jeden jedyny mecz i trofeum dla lepszego. Teraz już nie będzie nic do stracenia dla nikogo, walka musi trwać na całego!

PS. Jose Mourinho postanowił przemilczeć, aby „niepotrzebnie nie podgrzewać atmosfery przed meczem”. Otóż na pewno mu się to nie udało, bo samo to zachowanie wywołało wielką burzę w mediach. A co z zakazem koszenia trawy? To miało załagodzić napięcie?! Ech, cały The Special One…

 


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl