Piłkarz równiejszy

Teoretycznie po boisku piłkarskim biega 22. piłkarzy w świetle przepisów równych sobie. Sędzia ma obowiązek jednakowo traktować wszystkich uganiających się za piłką, a ponadto pod wątpliwość jego decyzje mogą poddawać kapitanowie obu drużyn. To abecadło futbolu znane jest nawet tym, którzy dosadnie się w jego struktury nie zagłębiają. Jednak jak to w życiu, tak i na zielonej murawie, od reguły bywają wyjątki. Wyjątki perfidnie zauważalne, nie do pominięcia, a jednak systematycznie nawarstwiające się we współczesnym futbolu. Dobitnie udowodnił to wtorkowej nocy na San Siro Gennaro Gattuso.

Włoch to postać niebanalna. Całą minioną dekadę przywdziewał barwy tylko jednego klubu, AC Milan. Za kadencji Carlo Ancelottiego, zaczerpując nomenklatury anatomicznej, był sercem i płucami zespołu w jednym. Obaj panowie przepadali za sobą, a ich współpraca służyła klubowi. Gennaro Gattuso przez lata błyszczał jako niezrównany i nieustępliwy wojownik, który nierzadko wzbudzał lęk u rywali. Jego ówczesny trener ochrzcił go nawet mianem „najwścieklejszego psa Włoch”, co odzwierciedlało jego boiskową charakterystykę. Jednak Gattuso częstokroć był kimś więcej niż, mówiąc potocznie, przecinakiem od czarnej roboty. Dowodem na to jest jego wysoka 14. lokata w plebiscycie France Football w 2006 roku na piłkarza roku. A wysoka dlatego, że rzadko kiedy defensywni pomocnicy zostają odnotowani w zestawieniu „Złotej Piłki”.

Gennaro Gattuso zawsze grał, gra i zapewne będzie grał na pograniczu faulu. Jednak istnieje granica pomiędzy takim podejściem do wywiązywania się ze swoich boiskowych zadań, a grą brutalną, nieodpowiedzialną i wybitnie prowokacyjną. Niestety do tych mniej przyjemnych zagrywek posunął się Gattuso w pojedynku z Tottenhamem. Jakimś niewytłumaczalnym absurdem jest w ogóle fakt, że Włoch ten mecz dograł do końca. Kartkę koloru żółtego dostał dopiero w 76. minucie, mimo że powinien ją ujrzeć już dużo wcześniej. Sędzia Stephane Lannoy bał się jednak ukarać zawodnika po kolejnych ewidentnych przewinieniach. Strach ten zapewne podyktowany był wysoką stawką spotkania, a także, tutaj dochodzimy do sedna problemu, rangą samego Gattuso. Arbiter zdawał sobie bowiem sprawę, że ma do czynienia z kimś, kto przepisy narusza regularnie i jest mu to tak samo regularnie wybaczane. Zanim pokazał wychowankowi Perugii ów żółty kartonik, przyglądał się na jego mniej lub bardziej drobne wykroczenia oraz na mniej lub bardziej energiczne dyskusje czy to z Peterem Crouchem, czy Joe Jordanem. Kiedy Gattuso porzucił środki werbalne i agresywnie zaatakował asystenta Harry’ego Redknappa, sędzia boczny przymknął na to oko, pomimo że widział całe zajście doskonale! Gattuso pracował na krytyczną ocenę również po końcowym gwizdku, wymierzając ponownie Jordanowi wąsko pojętą przez siebie sprawiedliwość. Gdyby zdarzenie to miało miejsce w trakcie spotkania, nie zdziwiłbym się wcale na widok bierności sędziego.

Emocjonująca, ale ze względów pozasportowych, wtorkowa noc na San Siro uwidoczniła nie po raz pierwszy, że po piłkarskich boiskach biegają równi i równiejsi. Gdyby szeregu przewinień analogicznych do tych autorstwa Gattuso, dopuścił się inny gracz, wielce prawdopodobne, że zakończyłby on przedwcześnie spotkanie. Jednak nie Gattuso. On jest u arbitrów na szczególnych prawach; on może pozwalać sobie na więcej. Podczas ostatnich derbów Mediolanu z Interem, włoski pomocnik powinien opuścić plac gry jeszcze w pierwszej połowie. Miał już bowiem na swoim koncie żółtą kartkę, kiedy w sposób ewidentnie nieprzepisowy powstrzymał przed polem karnym szarżującego rywala. Sytuacja była jasna – druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka. Jednak prowadzącemu tamte zawody, Paolo Tagliavento zadrżała ręka i Gattuso na boisku pozostał. Wszyscy obserwatorzy byli w szoku.

Gennaro Gattuso nie jest zarazem przypadkiem odosobnionym. W lidze angielskiej pokazanie żółtej kartki przychodzi sędziom znacznie trudniej, gdy sprawcą zamieszania jest Steven Gerrard czy Frank Lampard. Jest to już poniekąd wkalkulowane w piłkarską rzeczywistość. Jednak daleko poza tę rzeczywistość wykracza, kiedy mają miejsce takie sceny jak podczas spotkania Milan – Tottenham. Budzi się więc wątpliwość, jak takie zachowania represjonować. UEFA swoje zdanie planuje wyrazić w najbliższy poniedziałek. Czy zdecyduje się na radykalne kroki? Wątpię. W końcu mamy do czynienia z Gennaro Gattuso.


pubsport.pl